Rząd w Londynie przyjmuje strategię skalkulowanego ryzyka i na podstawie przeprowadzonych symulacji oraz psychologii behawioralnej odkłada podjęcie zdecydowanych środków służących izolacji. Kto ma rację – Brytyjczycy czy WHO i kraje unijne?
Polska – podobnie jak inne kraje unijne – wprowadza w ostatnich dniach kolejne ograniczenia w funkcjonowaniu miejsc publicznych. Obecnie (16 marca) szkoły i uniwersytety zamknięte są w 40 państwach europejskich, w kilku częściowo lub regionalnie, jak w Niemczech. Zamykane są kawiarnie, restauracje czy puby, nie mówiąc już o zakazie imprez masowych. Europa wydaje się wyciągać wnioski z radykalnych środków zastosowanych w Chinach (blokady miast, zakaz opuszczania domów i przemieszczania się) – upatrując szans na wyhamowanie pandemii w ograniczeniu kontaktów między ludźmi, tzw. social distancing. Na tym tle niepokojąco wyróżnia się Wielka Brytania.
Rząd w Londynie przyjmuje strategię skalkulowanego ryzyka i na podstawie przeprowadzonych symulacji oraz psychologii behawioralnej odkłada podjęcie zdecydowanych środków służących izolacji. Głównymi zaleceniami na obecnym etapie rozwoju epidemii w Wielkiej Brytanii (1372 zarażonych i 35 ofiar śmiertelnych) są dokładne mycie rąk oraz pozostanie w domu przez tydzień w wypadku pojawienia się objawów zarażenia. Dla kontrastu – w Polsce życie publiczne zostało praktycznie zatrzymane, łącznie z zamknięciem granic dla obcokrajowców. Na co czekają Brytyjczycy? Z czego wynika ich opieszałość? Czy reszta państw europejskich, w tym Polska, może się tragicznie mylić, podejmując zdecydowane środki? …
Całość tekstu dostępna jest na stronie „Nowej Konfederacji”.
Autor: Marcin Chruściel – członek zespołu i publicysta „Nowej Konfederacji”, doktorant nauk o polityce na Uniwersytecie Wrocławskim, badacz integracji europejskiej. Wcześniej konsultant w Regionalnym Ośrodku Debaty Międzynarodowej we Wrocławiu.
Zdjęcie: Andrew Parsons / No 10 Downing Street