Brytyjska Polonia pożegnała śp. Jackę Wojtecką, jedną z ostatnich na Wyspach uczestniczek Powstania Warszawskiego

Pani Jacka Wojtecka, jedna z ostatnich uczestniczek Powstania Warszawskiego, które mieszkały w Wielkiej Brytanii, odeszła na wieczną wartę 16 czerwca. Jej pogrzeb odbył się dzisiaj w kościele pw. Św. Andrzeja Boboli w Londynie. Po Mszy św. odbył się uroczysty pogrzeb na Cmentarzu Gunnesbury.

Poniżej publikujemy wspomnienie Marioli Świetlickiej, zaprzyjaźnionej z Panią Jacką, które wygłosiła w kościele w czasie dzisiejszego pogrzebu.

„Dzisiaj żegnamy wspaniałą kobietę, Panią Jackę Wojtecką z domu Siwecką. Była prawdziwą wojowniczkę i bohaterką Powstania Warszawskiego — łączniczkę Armii Krajowej o pseudonimie “Irma”. Można by powiedzieć, że kończy się pewien rozdział historii powojennej Polonii, której Pani Jacka była absolutnie wybitną postacią. Reprezentowała to pokolenie, które za cenę własnej krwi podarowało nam wolność i dzisiejszą niepodległą Polskę. 

Gdy dzięki Pani Marzence Schejbal poznałyśmy się z Panią Jacką w 2018 roku przy okazji wyjazdu na uroczystości rocznicowe bitwy pod Monte Cassino, bardzo się polubiłyśmy już od pierwszego momentu. Pani Jacka była jak diament, twarda i jednocześnie subtelna. Jestem ogromnie wdzięczna za to, że mogłam ją wtedy poznać. Kiedy w jednej z pierwszych rozmów okazało się też, że jesteśmy sąsiadkami, to zaczęły się nasze spotkania oraz setki godzin rozmów o życiu, wojnie i wydarzeniach, których była naocznym świadkiem. 

Jej życie było niezwykłe pod każdym względem. Myślę, że w dzisiejszych czasach chyba mało kto jest w stanie zrozumieć tragizm pokolenia Pani Jacki. Urodziła się 11 września 1928 r w Sandomierzu. Gdy miała 11 la do jej rodzinnego miasta wkroczyli Niemcy i w przeciągu kilku dni aresztowali całą inteligencję. Jej Mama, jako farmaceutka i właścicielka apteki, wraz ze starszym rodzeństwem Pani Jacki trafiła do obozu. Mała Jacka w zasadzie została sama. Przez kilka miesięcy była zmuszona mieszkać w zajętej przez SS-manów rodzinnej aptece. Później wyjechała do okupowanej Warszawy, gdzie na Żoliborzu mieszkał jej wuj. Miała niecałe 16 lat kiedy wybuchło powstanie. Trafiła do komendantki Wojskowej Służby Kobiet – kapitan “Loretty”, która skierowała ją do Komendy XXII obwodu zgromadzenia “Żywiciel” z przydziałem do 228 plutonu łączności pod dowództwem podporucznika Krzeskiego, ps. “Słuchawka” . W Warszawie trwały już zacięte walki. Pani Jacka jako łączniczka, ryzykując życie, dostarczała z dowództwa do wskazanych pododdziałów hasła i meldunki. Prawie bez snu, pod ciągłym ostrzałem, 16-letnia wówczas dziewczyna każdego dnia wypełniała swoje obowiązki z absolutnym poświęceniem. Często rozmawiając z nią o tamtych czasach, pytałam, jak znosiła te ciężkie warunki? Wspominała, że najgorszy był głód, który im dokuczał. Raz na dzień coś im gotowano i przeważnie było to jakieś podejrzane mięso z konia, psa lub kota. Czasami udawało się jej przyrządzić coś ze znalezionych na działce warzyw czy zdobytej gdzieś mąki.

Była niezwykle bohaterska. Kiedy podporucznik Józef Krzeski został ranny, Pani Jacka sama, pod ostrzałem, w środku nocy przeprowadziła go bezpiecznie do szpitala. Także gdy podpułkownik “Żywiciel” został ranny w nogi, a Niemcy byli już parę metrów od jego pozycji, Pani Jacka o własnych siłach przeniosła go przez okopy do innego domu, ratując mu w ten sposób życie. Nie zawiodła też, gdy major “Roman” powierzył jej przeprowadzenie 400 żołnierzy z Kampinosu, aby dołączyli do swojego oddziału. Dzień przed kapitulacją, pod bardzo intensywnym ostrzałem przeprowadziła szczęśliwe całą grupę przez ogródki działkowe do dowództwa w Szklanym Domu na Żoliborzu.

Po upadku powstania wspominała, że najgorszym momentem było zdawanie broni — jej ulubionego Visa, z którego posiadania była tak dumna oraz munduru polowego.  Opowiadała, że było już szaro, gdy szła pod eskortą Niemców ze zburzonej i płonącej Warszawy w drodze do Pruszkowa i dowiedziała się o śmierci jej ukochanego Lolka Piotrowskiego. Bardzo przeżyła tę wiadomość i w przygnębieniu było jej obojętne, co z nimi zrobią i gdzie ich Niemcy zapędzą.

Z Pruszkowa trafiła do obozu w Gross Libars i ostatecznie do obozu w Oberlangen, gdzie spędziła resztę niewoli (obóz został wyzwolony 12 kwietnia 1945 r. przez żołnierzy Dywizji Pancernej  gen. Stanisława Maczka. Polacy uwolnili ponad 1700 kobiet, głównie uczestniczek Powstania Warszawskiego – przyp. red.). Dalsze losy prowadziły Panią Jackę do Włoch gdzie stacjonowało Wojsko Polskie podporządkowane rządowi polskiemu w Londynie, bo w Polsce byli już komuniści. Była wówczas w Rzymie, Maceracie i Trani, gdzie chodziła do gimnazjum. Pod koniec września 1946 roku z Korpusem Andersa dotarła do obozu dla uchodźców w Anglii.

Przez ostatnie kilka lat słuchając z ust Pani Jacki opowieści, zastanawiałam się nad tym, jak to jest możliwe, że w tej młodej dziewczynie było  tyle odwagi i zawziętości w działaniu. Kiedy zadałam jej pytanie skąd brała na to wszystko siłę, odpowiedziała, że zawsze była silna i odważna. Pewnego razu wracając z meldunku, tuż obok niej spadł olbrzymi pocisk, który na szczęście nie eksplodował. Innym razem pod mocnym ostrzałem biegła zygzakiem, chroniąc się za budką z gazetami. Po wszystkim okazało się, że jedyną konsekwencją były poszarpane przez kule spodnie. Pod sam koniec powstania, podczas ostrzału, odłamek trafił ją w palec, a przewracając się, wylądowała na trupie, który leżał tam już od dwóch miesięcy. W zainfekowaną ranę wdała się gangrena. Później w obozie Gross Libars przeszła pięć operacji na zraniony palec i cudem uniknęła amputacji. Jak podkreślała, zawdzięcza to młodemu niemieckiemu lekarzowi, który podjął się leczenia. Pani Jacka wspomina, że na koniec dał jej jeszcze dwa kilo jabłek. 

Wśród wielu moich pytań padło również to dotyczące współczesnych opinii, krytycznie odnoszących się do wybuchu Powstania Warszawskiego. Odpowiedziała, że powstanie musiało wybuchnąć, bo ludność Warszawy była zmęczona niemiecką okupacją, niekończącymi się łapankami i rozstrzelaniami. Dziś, w muzeum Powstania Warszawskiego wśród pamiątek z tamtego okresu, jest też wydana przez dowództwo na czas powstania przepustka na całą Warszawę z jej pseudonimem “Irma”, którą Pani Jacka przekazała jako jedyna.  

Pani Jacka była dla mnie nie tylko niezwykłą bohaterką Powstania Warszawskiego, ale również bliską memu sercu, przyjaciółką. Była dla mnie jakby darowaną przez los wspaniałą babcią. Z radością przychodziłam do niej nawet kilka razy w tygodniu prosto po pracy i przy herbacie godzinami wsłuchiwałam się w Jej jakże ciekawe historie o życiu w przedwojennej Warszawie, dzieciństwie i losach na emigracji po wojnie. Te pierwsze stały się dla mnie inspiracją do założenia grupy Retro Singers. Pani Jacka wspierała mnie w moich działaniach artystycznych i cieszyła się z każdego naszego koncertu. Była nie tylko naszą największą fanką, ale również zaufaną, osobistą stylistką. Zawsze przed koncertem przychodziłam do niej z ogromną walizką swoich licznych kreacji scenicznych i wspólnie wybierałyśmy stylizacje. To ona radziła mi, w czym mam wystąpić i bardzo często jeszcze dodawała mi  do stylizacji jakieś dodatki ze swojej szafy. Pomimo swojego szacownego wieku była bardzo uzdolniona manualnie i plastycznie.  Wspominała, jak po wojnie przez kilka lat sama projektowała i szyła eleganckie damskie paski skórzane oraz  wspaniale kokardy z tafty do wytwornych sukien balowych. Pani Jacka bardzo też lubiła malować portrety. W jej sypialni i na korytarzu wiszą liczne wykonane pastelami i kredkami prace jej autorstwa.

Nie sposób wymienić ile cudownych wspomnień i chwil spędzonych z Panią Jacką zachowam w moim sercu. Dziękuję za wspólne obiady, święta i wyjazdy na oficjalne uroczystości. Będę je pamiętać do końca życia, tak jak wielki portret, który wisi u niej w salonie na ścianie, na którym Pani Jacka jako 11-letnia dziewczynka z piękna kokarda na głowie patrzy na świat swoimi błękitnymi oczami. Wiem, że jej piękne, duże niebieskie oczy zawsze będą patrzyły na mnie z góry.

Dziękuję Pani Jacko za wszystko, co Pani zrobiła dla Polski. Za Pani odwagę, zapał i ducha walki w czasie Powstania. Za bezgraniczną miłość do Ojczyzny i wiarę w zwycięstwo, której wszyscy powinniśmy się od Pani uczyć.

Dziękuję za wszystko, dziękuje, że była Pani w moim życiu i już na zawsze ze mną pozostanie.”

Mariola  Świetlicka

Zdjęcia: Mariola Świetlicka, StrawberryCatPhotography, Muzeum Powstania Warszawskiego, British Poles

 

Zobacz również

Verified by MonsterInsights