W ciągu zaledwie sześciu tygodni od objęcia urzędu premiera, Liz Truss walczy o swój polityczny żywot, ponieważ jej sztandarowy plan wzrostu gospodarczego legł w gruzach – podają brytyjskie media.
Wczorajszy dzień w Izbie Gmin był pełen chaosu, głównie za sprawą rezygnacji cenionej minister spraw wewnętrznych Suelli Braverman, która swoją decyzję uzasadniła: „Mam poważne obawy co do kierunku, w jakim zmierza rząd, ponieważ premier łamie swoje przyrzeczenia dane wyborcom”.
Na jej miejsce niemal natychmiast został powołany Grant Schapps. Co ciekawe, Grant Schapps został 6 tygodni temu zwolniony przez Liz Truss ze stanowiska ministra transportu.
Powołany kilka dni temu nowy minister finansów Jeremy Hunt (były minister zdrowia, a następnie spraw zagranicznych) zakwestionował nowy program fiskalny – tzw. „Trussonomics” i wycofał się z prawie wszystkich obiecywanych obniżek podatkowych, mówiąc w wywiadzie udzielonym BBC: „Żaden rząd nie może kontrolować rynków. Żaden minister finansów nie powinien tego robić. (…) Jedyne, co możemy zrobić i to właśnie zamierzam, mianowicie pokazać rynkom, światu, a nawet ludziom obserwującym w domach, że możemy właściwie rozliczyć każdy grosz naszych planów podatkowych i wydatków.” Hunt ma ratować nie tylko brytyjskie finanse, ale także wizerunek premier Truss i całej Partii Konserwatywnej.
Hunt został mianowany w piątek na miejsce Kwasi Kwarteng’a, którego minibudżetowy plan podatkowy o wartości 43 miliardów funtów rozpętał zamieszanie na brytyjskim rynku. Jego plan szeregu obniżek podatków przygotowany został najwyraźniej bez opracowania niezależnych prognoz gospodarczych. W efekcie osłabiły się funt i wartość obligacji rządowych, a Bank Anglii podjął interwencje w celu ochrony funduszy emerytalnych i gwałtownie podniósł koszt kredytów hipotecznych. Kwasi Kwarteng został zdymisjonowany po 38 dniach urzędowania. Skrócił swoją wizytę w USA i w trybie pilnym wrócił do Londynu, by…. odebrać dymisję.
Wszystkie te chaotyczne decyzje podsyciły niezadowolenie w partii rządzącej. Słyszy się głosy o nieuniknionej dymisji Liz Truss, która traci poparcie Konserwatystów. Jeremy Hunt powiedział jednak, że „najgorszą rzeczą byłaby większa niestabilność polityczna na szczycie, kolejna przedłużająca się kampania o przywództwo”. Natomiast sama premier oświadczyła w wywiadzie dla BBC, że nie ma zamiaru składać rezygnacji. Wczoraj odpowiadając na pytania posłów w Izbie Gmin potwierdziła to w kolejnej wypowiedzi: „Bardzo wyraźnie powiedziałam, że przepraszam i że popełniłam błędy. Właściwą rzeczą do zrobienia w tych okolicznościach jest wprowadzenie zmian, które wprowadziłam, oraz kontynuowanie pracy i dotrzymanie obietnic złożonych Brytyjczykom (…) Jestem wojowniczką i nie rezygnuję. Działałam w interesie narodowym, aby zapewnić, że mamy stabilność gospodarczą”.
Tymczasem niektórzy posłowie Partii Konserwatywnej otwarcie żałują osunięcia Borisa Johnsona i sugerują, że nadszedł czas na kolejną zmianę na stanowisku premiera. Lord David Frost dzisiaj przyłączył się do apeli o rezygnację premier, również posłowie Angela Richardson, Crispin Blunt, Andrew Bridgen, Jamie Wallis, Henry Smith, Miriam Cates, Jill Mortimer, Ruth Edwards wezwali premier do ustąpienia.
Była minister kultury Nadine Dorries napisała na Twitterze: „Nie ma kandydata jedności. Nikt nie ma wystarczającego poparcia. Tylko jeden poseł ma mandat od członków partii i od brytyjskiego społeczeństwa – mandat z 80-miejscową większością. Boris Johnson. Wybór jest prosty – poprzyj Liz, jeśli nie przywróć Borisa lub zmierz się z wyborami w ciągu tygodni”.
https://twitter.com/NadineDorries/status/1581947841626640384?s=20&t=4cYfNraE-_Kumg6nOGL94A
Według zasad Komitetu 1922 Partii Konserwatywnej (który faktycznie powstał w kwietniu 1923 roku), aby premier stracił stanowisko, musi albo podać się do dymisji, albo jego partia musi przegrać wybory powszechne, albo musi przegrać głosowanie nad wotum zaufania. Zasady te również ustalają, że premier nie może stanąć przed wotum zaufania w ciągu pierwszego roku urzędowania. W obecnej sytuacji wynika, że nie można przeprowadzić głosowania o wotum nieufności przez kolejne 11 miesięcy. Natomiast następne wybory powszechne odbędą się dopiero pod koniec 2024 roku. I wtedy, po roku urzędowania szefa rządu, wymagane by było, aby 15% posłów konserwatywnych złożyło listy wotum nieufności (na chwilę obecną jest to liczba 53 posłów) – informuje dziennik itv.com.
Sytuacja jest trudna. Czy rosnąca krytyka ze strony własnej partii może zmusić premier Truss do rezygnacji? Warto przypomnieć, że chociaż Boris Johnson przetrwał głosowanie nad wotum zaufania na początku tego roku, został zmuszony do rezygnacji w następstwie fali masowych rezygnacji z pracy w jego rządzie.
Czy obecnemu rządowi uda się zewrzeć partyjne szyki?
Daria Więcek
Zdjęcie: House of Commons