Jak pokazują decyzje poszczególnych sztabów wyborczych w ostatnim czasie, przed tegorocznymi wyborami prezydenckimi żaden z kandydatów biorących udział w wyścigu nie planuje odwiedzenia Wielkiej Brytanii w celu zabiegania o głosy najbardziej aktywnej politycznie Polonii.
Choć MSZ zapowiada zintensyfikowanie oferty kulturalnej i powrotowej wobec Polonii poprzez dedykowane programy i otwieranie nowych placówek Instytutów Polskich, polityczna atrakcyjność Polonii wydaje się spadać.
Pomimo wcześniejszych doniesień docierających do redakcji British Poles, ani dwaj główni kandydaci, ani ci walczący o trzecie miejsce nie planują przyjechać do Wielkiej Brytanii, aby osobiście zabiegać o głosy polonijnych wyborców.
Decyzja ta musiała być przemyślana gdyż oznaczała nie tylko wycofanie się z podróży ale także odwołanie rezerwacji w najważniejszych miejscach spotkań z Polakami.
Warto przypomnieć, że w ostatnich wyborach parlamentarnych w Polsce, które odbyły się 15 października 2023 roku, Polonia mieszkająca w Wielkiej Brytanii wykazała się wyjątkowo wysoką frekwencją i zaangażowaniem. W Wielkiej Brytanii zarejestrowało się wtedy ponad 160 000 obywateli polskich uprawnionych do głosowania, co stanowiło najwyższy wynik wśród wszystkich krajów poza Polską. W samym Londynie liczba zarejestrowanych wyborców przekroczyła 99 000. Ostatecznie wydano 146 300 kart do głosowania, co oznacza, że Wielka Brytania była krajem z największą liczbą głosujących Polaków za granicą. W drugiej turze te liczby były jeszcze wyższe.
Wobec powyższych danych sytuacja, w której żaden z kandydatów nie planuje wizyty na Wyspach jest zaskakująca.
“Podczas ostatniej kampanii w 2020 roku mieliśmy lockdown. Jednak podczas poprzednich kampanii przylatywali do Wielkiej Brytanii wszyscy najważniejsi kandydaci, nawet ci bez szans na wygraną,” mówi dla Rzeczpospolitej Przemek de Skuba Skwirczynski, były brytyjski radny i działacz na rzecz przedstawicielstwa Polonii w parlamencie RP.
Zdaniem rozmówcy Wiktora Ferfeckiego jest to ze strony kandydatów “błąd taktyczny, biorąc pod uwagę liczbę Polaków głosujących za granicą. Np. w wyborach prezydenckich w 2020 roku w drugiej turze głos oddało poza granicami Polski 416 tys. osób.”
Dodać należy, że 400,000 głosów to suma jaką w Polsce zapewniają w sumie najmniejsze województwa.
W rozmowie z jednym z przedstawicieli sztabu wyborczego kandydata na prezydenta dowiadujemy się, że niektórzy boją się przegapienia istotnych wydarzeń w kraju przy ogromnej dynamice kampanii.
“Już kilku kandydatów mogło przekonać się o tym, że brak błyskawicznej reakcji na wydarzenia takie jak chaotycznie zorganizowana debata w Końskich może kosztować kilka dobrych punktów procentowych. Być może kandydaci boją się opuszczać Polskę wiedząc, że trudniej załatwić prywatny lot z Londynu?” mówi nam anonimowo jeden z naszych rozmówców, pracownik sztabu wyborczego.
“Prawdopodobnie w grę wchodzi kalkulacja czasowa. Sztaby uważają, że wyjazd za granicę wyjąłby zbyt wiele dni z kampanii w kraju, gdzie bardziej opłaca im się walczyć o głosy,” dla Rzeczpospolitej mówi dr Sergiusz Trzeciak, specjalista ds. marketingu politycznego.
Niezależnie od przyczyn tego zjawiska warto odnotować, że tegoroczne programy wyborcze kandydatów także pozostawiają wiele do życzenia pod kątem konkretnych propozycji dla Polonii, choć temat reemigracji często pojawia się w ich wypowiedziach w trakcie wieców wyborczych.
Czas pokaże czy uda się przełamać tę przykrą dla Polonii tendencję.
Źródło: PAP, Rzeczpospolita
Photo: Wszystko co najważniejsze
Tomasz Modrzejewski