Pierwszy polski wywiad z przywódcą Eurosceptyków. Jacob Rees-Mogg: Popieram brytyjskie bazy w Polsce

Czerwiec 4, 2019

Jacob Rees-Mogg to przywódca European Research Group, czyli brytyjskich eurosceptyków w Partii Konserwatywnej. Próbował obalić rządy Theresy May, dziś popiera Borisa Johnsona na następnego premiera Zjednoczonego Królestwa. W pierwszym polskim wywiadzie, przeprowadzonym przez portal British Poles, Rees-Mogg opowiada o prawdziwych powodach Brexitu, o nastawieniu Brytyjczyków do Polaków, a także o wzmocnieniu militarnym wschodniej flanki NATO. Zapowiedział, że popiera budowę brytyjskich baz we wschodniej Polsce.

 

Meg Dmitruk, British Poles: Panie Rees-Mogg, jest pan znany jako jeden z najbardziej zagorzałych zwolenników Brexitu i uważany za człowieka stojącego stanowczo za wartościami konserwatywnymi. Czy mógłby pan podzielić się z nami, czym kieruje się pan w życiu nie tylko politycznym, ale także prywatnym?

Jacob Rees-Mogg: Jeśli chodzi o Brexit, najważniejszą kwestią jest ponowne przejęcie kontroli przez demokrację. Pytanie: Czy poprzez głosowanie ludzie mogą zmieniać rządy? W niepodległych państwach tak, w Unii Europejskiej tak to nie działa. Wiele obszarów i regulacji jest zależne tylko i wyłącznie od Brukseli, a poszczególne państwa członkowskie muszą postępować tak, jak im się każe. A zatem walka o demokrację jest głównym powodem działań dla tych, którzy są zainteresowani losem Europy.

Myśląc szerzej, co jest dla mnie czynnikiem motywującym jako konserwatywnego polityka – uważam, że to jednostki i ich rodziny same podejmują lepsze decyzje, niż może to uczynić państwo. I z takiej polityki wypływają konkretne decyzje. Tak więc, na przykład niski podatek dochodowy, ponieważ są to pieniądze obywateli, a nie pieniądze państwa, następnie możliwość wyboru odpowiedniej szkoły dla dzieci, ponieważ rodzice podejmą lepsze decyzje, niż zrobi to biurokrata. Podobnie w służbie zdrowia to ludzie powinni wybierać i decydować, jak chcą być leczeni, dokąd chcą pójść. A wszystko zgodnie z założeniem, że to jednostka jest rdzeniem konserwatyzmu i to do niej powinna dostosować się polityka.

Pod względem mojej osobistej motywacji – rodzina jest ogromnie ważna. Mam szczęście, że mam sześcioro dzieci i bliską rodzinę. Poczucie, że ludzie, którzy mieli trochę szczęścia w kwestiach rodzinnych, starają się dać coś w zamian społeczeństwu, jest bardzo motywujące. Staram się tworzyć lepszy świat dla moich dzieci.

BP: Wybiegając nieco w przyszłość, biorąc pod uwagę Brexit, gdzie widziałby Pan Wielką Brytanię za 10 lat?

JRM: Brexit to ogromna szansa dla Wielkiej Brytanii, ponieważ UE utknęła w nie do końca udanym modelu gospodarczym. Unia wierzy, że model ten bez zmian może uchronić się przed konkurencją napływającą z całego świata. Oczekuje się, że 90% wzrostu na świecie będzie pochodzić spoza Unii Europejskiej i w związku z tym należałoby także patrzeć na nowych konkurentów, na kraje takie jak Chiny, czy Indie. Wielu przedsiębiorców obecnie inwestuje w rynki wschodzące i Polska jest krajem odnoszącym sukcesy, ale myślę, że byłaby jeszcze bardziej skuteczna, gdyby nie dławiło Was tak wiele przepisów unijnych i gdyby nie to, że tylu znakomitych młodych ludzi opuściło Wasz kraj, aby pracować w innych państwach UE. Gdyby nie odbył się tak masowy exodus z Polski, można sobie wyobrazić, jak jeszcze potężniejszym krajem Polska mogłaby być. Widać to na przykładzie innych rynków wschodzących, które zdołały rozwijać się jeszcze szybciej niż Polska. Zdołały to zrobić, między innymi dlatego, że nie blokowały ich unijne przepisy.

BP: Podniósł Pan temat Polski. Partia rządząca Prawo i Sprawiedliwość wielokrotnie wyrażała poparcie dla znalezienia obustronnie satysfakcjonującego dialogu ze Zjednoczonym Królestwem w negocjacjach dotyczących Brexitu i otwarcie wzywała do niekarania Wielkiej Brytanii za odejście z Unii. Mimo to Polska obawia się, że Anglia, dotychczas kluczowy sojusznik w Unii Europejskiej zrezygnuje ze wspierania Polski, że pozostawi Polskę samą sobie. Wielu polskich polityków stwierdziło, że opuszczenie UE przez Wielką Brytanię może oznaczać brak jednolitego podejścia do polityki wobec Rosji lub innych potencjalnych zagrożeń. Co więcej, taka decyzja mogłaby zakłócić balans w Unii i zwiększyć dominację nad debatą europejską na rzecz Niemiec i Francji. Jaka jest Pana opinia na ten temat?

JRM: Myślę, że to bardzo ważny punkt. Rozumiem, dlaczego Polska, biorąc pod uwagę jej długą historię, obawia się, że Wielka Brytania będzie mniej zaangażowana w obecną sytuację związaną z Rosją. Moim zdaniem NATO jest kluczowym aspektem obrony, którego Polska jest ważnym członkiem. Dlatego też chciałbym, aby Wielka Brytania miała stałą bazę w Polsce, aby potwierdzić nasze zaangażowanie w gwarancję NATO na podstawie artykułu 5.

Myślę, że prezydent Putin jest najbardziej niebezpiecznym graczem w polityce globalnej. Myślę również, że Kim Jong Un jest również niebezpieczny, ale jest on mniej znaczącym elementem niż prezydent Putin (śmiech). Zdaję sobie sprawę, że obecna sytuacja musi być zmartwieniem dla państw sąsiadujących z Rosją i ma największe znaczenie dla bezpieczeństwa kontynentu europejskiego, a nie dla UE. NATO powinno wzmocnić gwarancję traktatu i dlatego chciałbym, aby stała symboliczna baza Wielkiej Brytanii była tego wyrazem. Polska i Wielka Brytania są od dawna są sojusznikami. Nasza wspólna historia ma ogromne znaczenie, jak sądzę, dla obu krajów, i uważam, że zaangażowanie Wielkiej Brytanii w Polsce jest znaczne, a powinno być jeszcze konkretniejsze. Warto jednak jasno zaznaczyć, że odbywa się ono za pośrednictwem NATO, a nie za pośrednictwem Unii Europejskiej.

BP: Może więc Grupa Wyszehradzka jest jedną z odpowiedzi dla przyszłości Polski? Czy według Pana Polska powinna skupić się przede wszystkim na budowaniu silniejszych relacji z innymi państwami w regionie? Tak naprawdę to tuż się dzieje, ponieważ Polska, Węgry, Czechy i Słowacja są zaangażowane w tworzenie i wzmacnianie Grupy Wyszehradzkiej jako siły politycznej i gospodarczej w Europie. Czy uważa Pan, że Wielka Brytania powinna nawiązać bliższe stosunki z Grupą Wyszehradzką?

JRM: Myślę, że Grupa Wyszehradzka jest bardzo ważna. Sądzę, że jest to bardzo istotne, jeśli chodzi o państwa członkowskie UE, które zdecydowały się utworzyć specjalną grupę, aby promować interesy grupy, a nie interesy sojuszu francusko-niemieckiego. Jeśli spojrzeć na historię UE, to zależy ona właśnie od wspomnianego układu, który poprowadzi ją w złym kierunku. Okazuje się, że taka polityka nie zawsze była przedmiotem zainteresowania innych krajów, a zwłaszcza nowszych członków o mniejszych populacjach. Dlatego uważam, że grupa krajów, które rozwijają swoją współpracę, jest znaczącym i ważnym postępem w UE. Mam nadzieję, że Zjednoczone Królestwo będzie mogło jeszcze aktywniej współpracować z Grupą Wyszehradzką, kiedy wreszcie opuścimy UE.

BP: Jeszcze na chwilę zatrzymajmy się przy Brexicie – w czerwcu 2017 r. Partia Pracy zaproponowała poprawkę, która miała zagwarantować prawa obywateli UE przebywających w Wielkiej Brytanii, niezależnie od wyników negocjacji. Pan, jako jeden spośród innych posłów konserwatywnych głosował przeciwko poprawkom w Izbie Gmin. Wielu Polaków uważało, że są tylko pionkami negocjacyjnymi, i że istnieje ryzyko utraty praw obywateli UE po Brexicie. Czy mógłby Pan wyjaśnić swoje stanowisko w tym czasie?

JRM: Podczas kampanii referendalnej powiedziałem, że nie uważam za właściwe wykorzystywanie ludzi jako kart przetargowych, a ci, którzy są tutaj legalnie, powinni mieć wszelkie prawa przyznane im niezależnie od jakichkolwiek negocjacji traktatowych. Głosowanie przeciwko poprawkom przedstawionym przez Partię Pracy jest zupełnie nieistotne, opozycja zaproponowała poprawki, aby zawstydzić rząd, w żadnym stopniu nie są one odzwierciedleniem tego, co ludzie naprawdę myślą. To tylko partyjna polityka. Jeden minister nie chciał zagwarantować praw obywatelom państw członkowskich UE bezpośrednio po referendum, ale David Cameron chciał to zrobić, chciał to zrobić Nigel Farage i chciał to zrobić Boris Johnson. Jak mówiłem w moich wystąpieniach podczas kampanii, popierałem te gwarancje. Dlaczego? Cóż, myślę, że ludzie, którzy są gotowi zmienić miejsce zamieszkania, przeprowadzić się do kraju, którego językiem niekoniecznie się posługują, opuścić najbliższych, ciężko pracować i wysyłać pieniądze, by wesprzeć rodzinę, robią coś, co jest naprawdę szlachetne i godne podziwu. Jest to postawa, którą należy podziwiać, a nie krytykować. I zrobili to legalnie. W takiej sytuacji nie można, ot tak powiedzieć ludziom: Cóż, przyjechałeś 10 lat temu, kiedy było to legalne, ale teraz zdecydowaliśmy, że zmieniamy zdanie i nie możesz dłużej zostać. Walczyłem o to, żeby Europejczycy nie musieli płacić za prawo pobytu. Zawsze uważałem, że obywatele spoza Wyspy, przebywający tu legalnie, powinni być traktowani tak samo jak Brytyjczycy. I zaznaczam, że dopiero kiedy wyjdziemy z Unii, przepływ osób nie będzie taki prosty.

BP: Dobrze, że jest okazja na wyjaśnienie wspomnianej kwestii, ponieważ w polskich mediach pojawiło się wiele kontrowersji i niedomówień wokół tego tematu.

JRM: W Wielkiej Brytanii dostrzegamy wielki wkład pierwszego posła Parlamentu Brytyjskiego polskiego pochodzenia – Daniela Kawczyńskiego. Okazał się niezastąpiony w rozwijaniu stosunków angielsko-polskich i było to naprawdę ogromnie pożyteczne dla parlamentu. Daniel ma dwie unikalne umiejętności, które znam, a właściwie są to dwa fakty. Po pierwsze, jest najwyższym posłem Izby Gmin w historii, po drugie, jest pierwszym urodzonym w Polsce członkiem brytyjskiego parlamentu. Osobiście wielokrotnie również widziałem, jak skutecznie zabiegał o prawa Polaków i innych Europejczyków podczas brexitowych negocjacji.

BP: Przyznaję, to bardzo ważne, że mamy swojego przedstawiciela w Parlamencie, który tak stara się o wzmacnianie relacji między dwoma państwami. Czy chciałby Pan skierować jakąś wiadomość do Polaków mieszkających w Wielkiej Brytanii? Chociaż ich prawa po Brexicie wydają się być zagwarantowane, wielu wciąż nie ma pewności co do swojej przyszłości z powodu zawirowań negocjacyjnych.

JRM: Moim zdaniem ludzie, którzy już tu mieszkają, powinni mieć dokładnie takie same prawa, jak ja. I to powinna być bezwarunkowa obietnica. Cokolwiek stanie się podczas negocjacji, to Wielka Brytania jest krajem, który traktuje ludzi sprawiedliwie, a prawo nie może działać wstecz. Nigdy wcześniej tego nie robiliśmy i na pewno nie zrobimy teraz. Ludzie mówią: „Martwię się imigracją, myślę, że liczby są zbyt wysokie i muszą być kontrolowane”, a potem okazuje się, że ich sąsiedzi są Polakami, na co odpowiadają: „O tak, ale nasi sąsiedzi są wspaniali”. Anglicy popierają prawa jednostki, ale martwią się o łączną liczbę. A Brexit polega na kontrolowaniu całkowitych liczb imigrantów, a nie na osobach, które już tu są, które są częścią naszego społeczeństwa. I ośmielę się powiedzieć: Polacy zwiększają liczbę chodzących do kościoła. Kościoła, do którego chciałbym, aby ludzie chodzili. Także również jako katolik muszę powiedzieć: to wspaniała rzecz, że tak wielu Polaków mieszka w Anglii.

Zdjęcie: Conservative supporter, Instagram

Tłumaczenie: Redakcja

Najnowsze NAJNOWSZE


Kursy walut

PLN/GBP:
GBP/PLN:
GBP/EUR:

Kursy walut

PLN/GBP:
GBP/PLN:
GBP/EUR: