Otwarcie się rządzących na wybory korespondencyjne daje możliwość upomnienia się o przywrócenie tej formy głosowania w przyszłości, po ustaniu epidemii.
Spór o możliwość przeprowadzenia wyborów prezydenckich 10 maja, który trwa obecnie w polskiej polityce, może znacząco wpłynąć na prawa wyborcze Polaków za granicą. W ostatnich dniach doszło bowiem do zasadniczej zmiany w podejściu partii rządzącej (PiS) do głosowania korespondencyjnego. Przypomnijmy – na początku 2018 roku ta forma głosowania została w Polsce znacznie ograniczona, a dla Polaków mieszkających za granicą całkowicie zniesiona. Zdaniem rządzących nie gwarantowała tajności głosowania oraz stwarzała pole do fałszerstw wyborczych. Pandemia koronawirusa i przekonanie Jarosława Kaczyńskiego o potrzebie przeprowadzenia wyborów doprowadziły jednak do korekty tego stanowiska. Projekt ustawy wniesiony przez PiS w zeszłym tygodniu proponuje, aby dostęp do głosowania korespondencyjnego mieli wszyscy wyborcy – również Polacy za granicą. Zgłoszona do niego autopoprawka idzie jeszcze dalej i zakłada, że wybory prezydenckie odbędą się wyłącznie poprzez głosowanie kopertowe. Spełnia zatem postulat środowisk polonijnych o przywrócenie tej formy głosowania, chociaż główna motywacja proponowanych zmian może być zupełnie inna.
Po pierwsze – projekt głosowania korespondencyjnego 10 maja już na wstępie nie miał poparcia całego obozu rządzącego. Nie został bowiem uzgodniony z liderem Porozumienia, z którym PiS współtworzy koalicję Zjednoczonej Prawicy. Jarosław Gowin już wcześniej zastrzegał, że jest przeciwny daleko idącym zmianom w ordynacji bez konsensusu całej klasy politycznej i postuluje odłożenie wyborów co najmniej o rok. Przyjęcie projektu PiS na dzisiejszym posiedzeniu Sejmu jest zatem mało prawdopodobne, co zdecydowanie oddala perspektywę organizacji wyborów w maju. Bez 18 głosów posłów Porozumienia zabraknie po prostu większości do jego uchwalenia. Dlatego próba rozszerzenia głosowania korespondencyjnego na wszystkich wyborców w Polsce i za granicą przez wielu komentatorów traktowana jest jako działanie pozorowane. Pozwala bowiem zatrzeć wrażenie selektywnego traktowania wyborców, które pojawiło się po pierwszych poprawkach, już wniesionych do Kodeksu wyborczego. W ich wyniku możliwość głosowania korespondencyjnego otrzymali wyborcy powyżej 60. roku życia oraz osoby przebywające na kwarantannie lub w izolacji domowej. Ta zmiana nie objęła jednak wyborców poza granicami kraju, co sprawiło, że w warunkach społecznego zamknięcia Polonia zostałaby de facto wykluczona z udziału w wyborach prezydenckich.
Po drugie – zaproponowane rozwiązanie ma charakter jednorazowy i dotyczyć ma wyłącznie wyborów prezydenckich w 2020 roku. Takie postawienie sprawy sugeruje, że intencją rządzących nie jest przywrócenie możliwości głosowania korespondencyjnego na trwałe, a jedynie na okres epidemii, kiedy możliwość fizycznego głosowania w lokalu wyborczym obarczona jest ryzykiem zakażenia się wirusem. Deklaracje polityków Prawa i Sprawiedliwości zakładają jednak, że istnieje możliwość przeprowadzenia wyborów w sposób korespondencyjny przy zachowaniu bezpieczeństwa zdrowotnego, ale również samego procesu wyborczego. To ostatnie ma być zagwarantowane poprzez użycie specjalnych oznaczeń dla materiałów wyborczych, które znacząco utrudniają ich sfałszowanie. Przykładem podawanym przez polityków PiS jest druga tura wyborów samorządowych w Bawarii, która z uwagi na koronawirusa odbyła się wyłącznie korespondencyjnie. Różnica tkwi jednak w skali przedsięwzięcia i doświadczeniu w stosowaniu tego typu głosowania, które w Bawarii praktykowane jest od 1957 roku.
Niezależnie od powodzenia projektu forsowanego obecnie przez PiS i kryjących się za nim motywacji, tak zdecydowane otwarcie się rządzących na wybory korespondencyjne daje możliwość upomnienia się o przywrócenie tej formy głosowania w przyszłości, po ustaniu epidemii. Zwolennicy tego rozwiązania w Polsce, jak również środowiska polonijne zyskują obecnie mocy argument za tym, że głosowanie kopertowe można przeprowadzić w sposób trudny do sfałszowania. Na ten argument powołują się obecnie rządzący i z pewnością będą musieli go respektować w przyszłości.
Autor: Marcin Chruściel – członek zespołu i publicysta “Nowej Konfederacji”, doktorant nauk o polityce na Uniwersytecie Wrocławskim, badacz integracji europejskiej. Wcześniej konsultant w Regionalnym Ośrodku Debaty Międzynarodowej we Wrocławiu. Ostatnie teksty autora dostępne są tutaj.