Posłanka Partii Pracy zdradza kulisy swojej pracy. Paula Sherriff MP: Nigdy nie ukrywałam polskiego pochodzenia

Czerwiec 3, 2019

Paula Sherriff to brytyjska posłanka Partii Pracy o polskich korzeniach. Reprezentuje region Dewsbury w północnej Anglii. W gabinecie cieni Jeremy Corbyna jest ministrem ds. zdrowia psychicznego i opieki społecznej. W wywiadzie przeprowadzonym przez portal British Poles opowiada o kulisach swojej pracy, o swoich polskich korzeniach, o ulubionych polskich potrawach, a także o tzw. “podatku od tamponów”.


British Poles:
Co zmotywowało Panią, żeby zostać politykiem i członkiem Brytyjskiego Parlamentu?

Paula Sherriff: Po skończeniu szkoły w wieku osiemnastu lat, przez następne dwadzieścia lat pracowałem w sektorze publicznym. Najpierw spędziłam prawie dekadę pracując w policji, głównie w sekcji pomocy ofiarom. Do moich zadań należało między innymi wspieranie ofiar przestępstw, przygotowywanie akt dla prokuratury, które kierowane były później wraz ze sprawą do sądu oraz inne ogólne kwestie związane z osobami, będącymi świadkami lub ofiarami przestępstw. Potem zaczęłam pracować w NHS, co oznaczało dla mnie pracę w szpitalach, przede wszystkim w Yorkshire, z którego pochodzę.

W tym czasie zawsze byłam bardzo zainteresowana kwestiami politycznymi. Dorastałam w domu, w którym mama dużo mówiła o polityce i przypuszczam, że to miało na mnie wpływ. Zwykłam siedzieć w domu, krzyczeć w stronę ekranu telewizora i być naprawdę sfrustrowana tym, co się dzieje w świecie polityki.

W tym czasie pracowałam pod rządem Partii Pracy, a potem pod rządami koalicji Konserwatystów i Liberalnych Demokratów. Wtedy naprawdę dostrzegłam różnicę między rządami. Był czas, kiedy byłam aktywna w związkach zawodowych. Wielokrotnie byłam zachęcana, by kandydować, początkowo jako radna.

I wtedy pomyślałam, że nie wystarczy siedzieć i krzyczeć do telewizji, muszę coś z tym zrobić, muszę zrobić więcej, niż dotychczas. Tak więc zdecydowałam się bezpośrednio zaangażować w politykę. Na początku, co prawda, podchodziłam sceptycznie do tego pomysłu, ponieważ nie skończyłam żadnego uniwersytetu, a tkwiłam w przekonaniu, że politycy zawsze kończyli uniwersytety z wyróżnieniami, z wysokimi stopniami naukowymi i prawdopodobnie pracowali już w sektorze związanym z polityką, może w firmach lobbingowych. Wydawało mi się, że ja zupełnie nie pasowałam do takiego profilu.

Ale wtedy zdałam sobie sprawę, że moje doświadczenie w pracy, na gruncie społecznym naprawdę pomogło mi zrozumieć, o co ludzie się martwią, jakie są ich największe problemy, z czym zmagają się na co dzień.

I rzeczywiście zostałam radnym (councillor), co bardzo mi się spodobało. Wtedy też oprócz pełnienia funkcji radnej, pracowałam na pełny etat. Przyznam, że była to kwestia ogromnego zaangażowania czasowego, ale jestem bardzo zadowolona, że podjęłam takie wyzwanie. Była to okazja, aby zmienić środowisko, ale także uświadomić sobie, że kiedy ludzie przychodzą do ciebie, można odmienić ich życie. Czasami się gniewają, czasami są emocjonalni lub po prostu bardzo sfrustrowani. Oczywiście nie zawsze uzyskasz pożądany wynik. Teraz będąc członkiem parlamentu jest trochę podobnie, ale gdy się uda coś wywalczyć i wygrać, to uczucie jest naprawdę satysfakcjonujące.

BP: Wspomniała Pani również o swoich polskich korzeniach, wspiera Pani wiele polskich inicjatyw. Proszę nam powiedzieć, kto jest Polakiem w Pani rodzinie i czy kiedykolwiek odwiedza Pani Polskę?

PS: Moja mama jest Polką. Miała ojca Polaka i matkę Litwinkę. Mama, oczywiście, mieszka teraz w Wielkiej Brytanii, ale jest naprawdę bardzo ‘’polska’’. Na wiele sposobów. Niesamowicie kocha Polskę, to kraj, w którym dorastała.

Kiedy byłyśmy dziećmi, ja i moja starsza siostra, zawsze byłyśmy bardzo dumne z naszych polskich korzeni. Spędzałyśmy dużo czasu z naszym dziadkiem ze strony matki, który był wspaniałym człowiekiem. Kochał kulturę, więc często zabierał nas do galerii sztuki i muzeów.

BP: Czyli ma Pani w Polsce krewnych?

PS: Tak, nadal mam krewnych mieszkających w Mogielnicy, niedaleko Radomia. Niektórzy z rodziny także wyemigrowali do Wielkiej Brytanii i obecnie mieszkają w Essex.

Jestem niesamowicie dumna z moich polskich korzeni. Czuję bardzo silny związek z Polską. Kiedy wyjeżdżam na wakacje, nie czuję się tam turystką. Wiadomo, przede wszystkim jestem Brytyjką i też jestem z tego bardzo dumna, ale kiedy wyjeżdżam do Polski, czuję, że to mój drugi dom. Kiedy jadę do Warszawy zawsze uderza mnie historia tego miasta. Uwielbiam spędzać w nim czas. Bardzo lubię kontrasty w Polsce, w Warszawie. Stare Miasto, które jest takie piękne, pełne kościołów. Myślę, że polskie kościoły są po prostu najpiękniejsze. Uwielbiam także nowoczesną część Warszawy, więc Złote Tarasy, urocze małe sklepiki w podziemiach, w drodze do metra.

Tak więc nigdy nie ukrywałam faktu, że mam polskie pochodzenie.

Dorastałam na polskim jedzeniu, mama zawsze robiła pierogi i bigos, naleśniki i placki ziemniaczane. Kilka tygodni temu odwiedziłam mamę i zrobiła, o mój Boże, jak nazywa się ta zupa. Jest zrobiona z kapusty, tak jakby słodka, ale też słona… Moja mama robi dużo zup, ale to był wyjątkowy polski przepis… Nie pamiętam nazwy.

BP: Kapuśniak?

PS: Tak, to jest to! Kapusta! To było niesamowite, jak powiedziałem. Moja siostra też tak uważa. Kiedy mama przyjeżdżała do Polski, zawsze mówiła: „Niesamowite, spójrz na trawę, czyż nie jest piękna!”. Odpowiedzieliśmy: „Mamo, to tylko trawa!”. Kiedy piła wodę mówiła: „Jak niesamowita jest ta woda!”, na co my: „Mamo, to tylko zwykła woda z kranu …”. Wszystko było tam inne. Nadal mamy tam rodzinę i ją odwiedzamy. Rozważaliśmy też zakup mieszkania w Warszawie, mój kuzyn już to zrobił.

BP: Też powinnaś kupić! Tylko trzeba się pospieszyć, bo ceny bardzo szybko rosną!

PS: Tak, wiem, cieszę się, że polska gospodarka radzi sobie tak dobrze!

BP: Twoje polskie imię brzmiało Bagnicki, to prawda?

PS: Tak! Bagnicki. B-a-g-n-i-c-k-i. Myślę, że jest piłkarz o tym nazwisku – Piotr Bagnicki?

BP: Tak, jest!

PS: Moja mama nie zostawiła swojej żeńskiej formy nazwiska więc nie była Bagnicka, tylko Bagnicki, niektórzy Polacy śmiali się z tego. W szkole angielskiej dzieci nazywały ją „dużymi majtkami” (baggie knickers – red.), haha! Potem wyszła za mąż w latach siedemdziesiątych. Moja matka jest dość feministyczna, więc myślę, że gdyby dzisiaj wychodziła za mąż, prawdopodobnie zachowałaby swoje polskie nazwisko. Ale wtedy nie można było zachować swojego panieńskiego nazwiska.

Jest bardzo dumna ze swojego polskiego pochodzenia. Zawsze kupuję jej polskie orły, kiedy jeżdżę do Polski, ma ich teraz mnóstwo.

BP: Jeśli chodzi o Twój okręg wyborczy, ilu Polaków tam mieszka? Są jakieś polskie sklepy?

PS: Tak, jest trochę Polaków, ale nie jest ich dużo. Mamy też kilka polskich sklepów, które czasami odwiedzam, ponieważ uwielbiam polskie produkty. Ale nie mówię po polsku, znam kilka słów. To bardzo trudny język do nauki. Chciałbym się kiedyś nauczyć. Mamy polską kelnerkę w parlamencie, ma na imię Ania i codziennie kiedy ją widuję, mówię „Dzień dobry, do widzenia, dobranoc”. W tym miesiącu wyjeżdża do Polski i zaproponowała mi, że przywiezie dla mnie Wyborową.

BP: Dobry wybór!

PS: Któregoś razu miałam bardzo emocjonującą wizytę w Polsce, w Auschwitz, chyba dwa lata temu. Nigdy wcześniej tam nie byłam. Moja mama była i uznała to za bardzo bolesne przeżycie, ponieważ jej ciotka Barbara została wysłana do obozu koncentracyjnego jako dziecko, a nawet nie była Żydówką. Niezwykle poruszające doświadczenie.

Potem poleciałam do Krakowa. Ogólnie, jeszcze nie miałam okazji odwiedzić wiele polskich miast, ale chciałbym zobaczyć znacznie więcej. Chciałabym pojechać do Gdańska, Gdyni, Sopotu.

BP: Wspomniałeś, że członek twojej rodziny był w Auschwitz. Wielu ludzi zapomina, że ​​to także Polacy, katolicy, a nie tylko Żydzi, zostali tam zamordowani.

PS: O tak, to prawda. Ale cioci udało się uciec z obozu. Żyła jeszcze do późnych lat osiemdziesiątych. Nie znam szczegółów, moja mama wiedziałaby więcej. Myślę, że była w drodze do szkoły i została złapana z ulicy.

BP: Ale czy została złapana przypadkowo? Czy wiesz, jak długo tam była?

PS: Niestety nie znam wszystkich szczegółów, ale na pewno dowiem się więcej.

BP: Ocalała. To niesamowite, trzeba o tym pamiętać i to czcić.

PS: To była siostra mojego dziadka – Barbara. Natomiast mój dziadek odnalazł się w Anglii, zawsze mówił: „Wielka Brytania dała mi pamięć i dobre życie”. Był bardzo dumny. Kochał królową, mówił: „Pozwoliła mi tutaj zamieszkać”. Wstąpił do Marynarki Wojennej, został stewardem na statku i tak się tu znalazł. Tuż przed śmiercią znów zaczął mówić tylko po polsku, swoim ojczystym języku. Był biznesmenem, miał wiele sklepów, lodziarnię, kiosk. Wszystkie znajdowały się w Glasgow, w niezbyt bezpiecznej dzielnicy, więc musiał płacić pieniądze za protekcję.

BP: Wracając do tematów politycznych, rząd zagwarantował prawa obywateli UE po Brexicie, nawet w przypadku braku porozumienia (no deal – red.). W rzeczywistości wielu Polaków wciąż martwi się o swoją przyszłość, chociażby jeśli chodzi o przyznawanie statusu mieszkańców-rezydentów. Jakie byłoby Twoje przesłanie do Polaków, mieszkających w Wielkiej Brytanii, czy mają się czym martwić?

PS: Mam nadzieję, że nie. Cały czas naciskam na rząd. Publicznie i prywatnie. Polacy są tu niezwykle mile widziani, wnoszą tak wiele do naszego społeczeństwa, służby zdrowia, do naszego przemysłu wytwórczego, do naszej kultury. Ludzie tacy jak ja zrobiliby wszystko, co w naszej mocy, aby mogli tu zostać. Kluczową kwestią jest, abyśmy dostrzegli wkład, jaki Polacy wnoszą w nasze społeczeństwo. W przypadku braku porozumienia należałoby się martwić. Niektórzy mówią, że „brak porozumienia nie oznacza problemu”. Zupełnie się z tym nie zgadzam. Brak porozumienia jest wielkim problemem. Przemysł wytwórczy mógłby zostać przetrzebiony w przypadku braku porozumienia. Szczególnie przemysł samochodowy.

Gdziekolwiek się nie udasz, spotykasz Polaków. Gdziekolwiek nie pójdę, kiedy słyszę kogoś z Polski, zawsze mówię „Dzień dobry!”. To wspaniały naród z bardzo ciężko pracującymi ludźmi.

BP: Jako ostatnie pytanie, jesteś uznawana za pierwszego posła w historii parlamentarnej, który zaproponował poprawkę do rezolucji budżetowej z powodzeniem przyjętą. Chodzi o tak zwany problem „podatku tamponowego”. Czy mogłabyś podzielić się tym, jak ważny jest ten problem i dlaczego nie został on wcześniej rozwiązany, a także, co robisz teraz jako minister cieni ds. Zdrowia psychicznego i opieki społecznej?

PS: Udało mi się zmienić ustawę budżetową rządu z ‘’tylnej ławki’’ (backbenches – red.), czego nigdy wcześniej nie zrobiono. Poprosiliśmy bibliotekę w Izbie Gmin o przejrzenie zapisów i rzeczywiście okazało się, że byłam pierwszym posłem, który to zrobił. Co ważniejsze, rząd zgodził się na zerowe stawki za produkty menstruacyjne dla kobiet, ponieważ wcześniej kobiety musiały płacić podatek VAT od tamponów i innych produktów sanitarnych. Kuriozalne, że inne rzeczy były wolne od podatku VAT, takie jak paliwo do prywatnych odrzutowców i kilka innych naprawdę dziwnych rzeczy, ale nie te istotne, więc myślę, że to, co udało nam się osiągnąć, jest naprawdę bardzo ważne. W związku z tym pracowałem nad kampanią wspierającą kobiety w trudnej sytuacji finansowej w czasie menstruacji. Co najmniej 15% dziewcząt w tym kraju cierpi z powodu trudności w pozwoleniu sobie na zakup produktów higienicznych.

Pracowałam także nad zdrowiem kobiet w szerszym kontakcie. Jestem naprawdę zainteresowana tym, jak możemy rozwiązać te problemy i wyjść im naprzeciw, jak np. rak piersi, zdrowie psychiczne kobiet i inne problemy, które ludzie mogą uważać za kontrowersyjne. Między innymi prawo do aborcji.

Jeśli chodzi o zdrowie psychiczne, w Wielkiej Brytanii mamy ogromny kryzys. Kolejki na zapisy do lekarza są zbyt długie, czasami trzeba czekać wiele miesięcy, a niektórzy niecierpliwi pacjenci muszą podróżować do lekarza setki kilometrów. Nie mamy wystarczającej ilości personelu odpowiadającego za tę kwestie, widziałam dość znaczące zmniejszenie liczby pielęgniarek psychiatrycznych w naszym kraju, a NHS powinien mieć tutaj kluczowy wpływ.

Pracowałam nad zwiększaniem świadomości na temat zdrowia psychicznego. Myślę, że bardzo ważne jest, abyśmy starali się to zmienić. Czasami ludzie wstydzą się powiedzieć „czuję się źle, moje zdrowie psychiczne jest słabe” i dlatego często nie otrzymują potrzebnej pomocy. Musimy zachęcić społeczeństwo, aby pozwoliło sobie pomóc, aby ten, to potrzebuje, miał odwagę się zgłosić. W dzisiejszym świecie mamy więc wiele wyzwań związanych ze zdrowiem psychicznym i musimy sprawić, aby temat ten stał się częścią debaty publicznej, ale także powinniśmy skupić się na zapewnieniu lepszych warunków.

Parę tygodni temu brałam udział w spotkaniu na temat zdrowia psychicznego wśród studentów uniwersytetów. W szczególności, gdy są poza domem, powinniśmy ich wspierać i upewnić się, że umiemy budować odporność, uświadamiać młodych o istniejącym problemie. To naprawdę duży obszar, którym należy się zająć. Mamy spory odsetek popełnianych samobójstw. Trzeba działać, aby zmniejszyć ich ilość. W moim okręgu wyborczym dochodzi też do tragedii jak pozostawione rodziny. To musi być dla nich niewyobrażalnie trudny czas.

Jest naprawdę dużo pracy do wykonania. Dlatego prowadzę kampanię na rzecz przyszłego rządu Partii Pracy, jest to dla mnie bardzo ważne, ponieważ potrzebujemy silnego rządu, który służy wielu, a nie tylko wybranym.

BP: Jaka jest Pani podsumowująca wiadomość dla Polaków?

PS: Pamiętajcie, że jesteście tutaj zawsze mile widziani i dziękuję za wszystko, co wnosicie do naszego społeczeństwa i naszej gospodarki. Dziękuję!

Najnowsze NAJNOWSZE


Kursy walut

PLN/GBP:
GBP/PLN:
GBP/EUR:

Kursy walut

PLN/GBP:
GBP/PLN:
GBP/EUR: