Wielka Brytania, wielkie możliwości?

18 grudnia, 2020

Szacuje się, że na 34 elitarnych uniwersytetach w Wielkiej Brytanii studiuje aktualnie około 5 tysięcy Polaków. Czy to szansa na lepsze życie? – Raz wyszłam wcześniej z wykładu i…miałam potężne wyrzuty sumienia. Tutaj nie opuszcza się zajęć, a raczej stawia nacisk na „cokolwiek robisz w swoim życiu, robisz to po to żeby mieć lepsze CV”. Nigdy nie wiadomo, która minuta wykładu zmieni twoje życie o 180 stopni – mówi jedna z Polek studiująca w Wielkiej Brytanii. 

Liga Bluszczowa (inaczej Antyczna Ósemka) to stowarzyszenie ośmiu najlepszych uniwersytetów amerykańskich, położonych na wschodzie Stanów Zjednoczonych: Harvard, Yale, Brown, Pennsylvania, Princeton, Columbia, Cornell, Dartmouth. Zaledwie 10 procent kandydatów dostępuje zaszczytu studiowania w tej wielkiej ósemce. Jednak Wielka Brytania depcze im po piętach. Słynna Liga Najlepszych tzw. Russell Group skupia w swoim kręgu 24 prestiżowe uniwersytety, m.in.: w Birmingham, Cambridge, Cardiff, Leeds, Oxford, Lancaster czy University College London, Imperial College London, a także King’s College. W ich murach spotykają się najwybitniejsze osobowości, światłe umysły, genialne talenty, wpływowi liderzy, wyróżnieni Noblem naukowcy. Tony Blair, David Cameron, Radosław Sikorski, Margaret Thatcher – to zaledwie kilka nazwisk z doborowej listy absolwentów. Legitymacja studencka nie traci ważności i jest uznawana na całym świecie. Trafiają tam najlepsi z najlepszych. Młodzi ludzie, którzy nie znoszą porażek, a rywalizację mają we krwi. Często chcą być lepsi od swoich rodziców i kończą nie jeden, a trzy kierunki. Każdy jest wybitny, myśli globalnie i ma poczucie misji.

Kierowcy uniwersyteckich autobusów mówią, że studenci powyższych uczelni są najbardziej przemęczeni – zasypiają, rozlewając na siebie kawę, a w czasie sesji są tak zamyśleni, że tracą kontakt z rzeczywistością. Właśnie w takiej scenerii kształci się kilkoro Polaków: Natalia Rzędowska, Aleksandra Wróbel, Martyna Piotrowska i Bartek Barański – wszyscy po międzynarodowych maturach i szczęśliwi posiadacze dyplomu IB (International Baccalaureate). 

Oni i my

Podobno o tego typu uniwersytetach nie da się opowiedzieć outsiderowi. To fenomen charakteryzujący akademickie środowisko, działający jak magiczne zaklęcie, szczególnie na potencjalnych pracodawców. Z kolei studenci często oczekują dobrze płatnej pracy. Nie wszyscy mają zamożnych rodziców. Bartek, dwudziestojednoletni kielczanin studiuje Computer Science na Lancaster University.  – Nie było mi się ciężko wybić z regionu. Od samego początku liceum byłem nastawiony na studia za granicą i skończyłem maturę międzynarodową, właśnie po to, żeby sobie jeszcze bardziej ułatwić wyjazd. Do studiów skłoniła mnie perspektywa marnej pracy za małe pieniądze w Polsce, chęć poznania świata, opinie znajomych i ciekawość – wspomina Bartek. – Korzyści z tej decyzji są widoczne dla mnie już teraz. Obecnie jestem na rocznych płatnych praktykach w Hong Kongu, w jednym z największych banków na świecie. Studia w UK otwierają drzwi na praktycznie cały świat. Możliwości są niesamowite. Jeszcze dwa lata temu nie pomyślałbym, że wyjadę pracować na rok do Chin.

W UK kładzie się większy nacisk na ogólne dobro studenta i raczej podaje mu się pomocną dłoń na każdym kroku, niż kłody pod nogi. Do tego więcej się mówi i przygotowuje do pracy w biznesie po studiach, niż podaje suchej wiedzy – dodaje. 21-letnia Aleksandra Wróbel, zawsze szła pod prąd, wybierała inne ścieżki niż rówieśnicy. – W liceum zaczęła do mnie przemawiać idea zdobycia międzynarodowego doświadczenia – wyjścia ze strefy komfortu, nabrania pewności siebie i nauczenia się samodzielności. Dziś mogę z dumą powiedzieć, że w każdej z tych sfer udało mi się poczynić znaczące postępy – mówi. Od października 2015 jest studentką biznesu i zarządzania na University of Surrey w Guildford, które znajduje się około 40-50 minut pociągiem od Londynu. – Nie wybrałam tego kierunku, ponieważ spodziewałam się w przyszłości objąć stanowisko na czele ważnej firmy. Zdecydowałam się na niego raczej po to, aby mieć dyplom w jakiejś względnie przydatnej dziedzinie. Moim prawdziwym marzeniem jestem dziennikarstwo. W Wielkiej Brytanii przede wszystkim cieszy mnie praktyczność, rozsądny plan i brak przedmiotów- „zapchajdziur”, które psują tyle krwi moim znajomym z polskich uniwersytetów. Mam cztery moduły (przedmioty) na semestr, większość z nich zaliczam „na dwa razy”. W piątym bądź szóstym tygodniu semestru mam do oddania pracę pisemną lub do napisania krótki egzamin, które stanowią zazwyczaj około 30% oceny końcowej. Na koniec czeka mnie egzamin końcowy, który polega na sprawdzenia mojej wiedzy z całego semestru – wymienia Ola.

Natalia Rzędowska studiuje Business Management with Year in Industry na uczelni University of Birmingham. – Obecnie robię placement year czyli 12-sto miesięczną praktykę w Vauxhall (Opel) jako Fleet Finance Analyst. – W Anglii na studia idzie się po to, żeby zaraz po otrzymaniu dyplomu iść do pracy w swojej branży, a nie po to żeby studiować dla samego studiowania. Mamy duże wsparcie w zakresie aplikowania na praktyki (pomoc z pisaniem CV, listów motywacyjnych). Istnieją tzw. „Networking Events” – spotkania z firmami, absolwentami, na których przedstawiciele największych firm oferują swoje praktyki.

Czym różnią się studia w Anglii od tych w Polsce: to na pewno liczbą różnych staży – albo 3 miesięcznych w wakacje po drugim roku albo tak jak w moim przypadku 12-sto miesięczne na trzecim roku. Równie popularne są Graduate Schemes czyli 2-3 letnie programy dla absolwentów oferowane przez różne firmy. Zazwyczaj polegają one na tym, że spędza się kilka miesięcy w różnych działach i na różnych pozycjach, po to żeby po ukończeniu takiego programu mieć już stałą pracę. Co ciekawe, Graduate Schemes nie są płatne jak typowe praktyki – przeważnie to podwójna stawka minimalna – zaznacza Natalia. – Nie boję się o to, że po studiach nie znajdę pracy w zawodzie, dla mnie to jest oczywiste, że dostanę pracę o jakiej zawsze marzyłam – dodaje.

Polak Polakowi wcale nie wilkiem

Nagły wyjazd do obcego kraju to absolutne trzęsienie ziemi w życiu młodego człowieka. Często instynktownie poszukując kontaktu z rodakami, polscy studenci potrafią się zintegrować. Choć ekscytuje ich możliwość pogłębienia wiedzy o innych kulturach, to jednocześnie zwracają się ku temu, co znajome i co daje poczucie bezpieczeństwa. Dokładnie taką przestrzeń stwarzają polskie stowarzyszenia studenckie (Polish Societies lub po prostu PolSocs). – Na pierwszym roku naturalnie ciągnęło mnie do Polaków. Ale z biegiem czasu zaczęłam dostrzegać, że obok są ludzie z całego świata – mam znajomych z Kolumbii, Litwy, Finlandii, Bułgarii, Rumunii i oczywiście z Wielkiej Brytanii. Na drugim roku pełniłam funkcję Secretary w Polish Society na moim uniwersytecie. Razem z trzema osobami organizowaliśmy różne imprezy. Zaproszeni byli przede wszystkim Polacy, ale często gościliśmy Anglików, Hiszpanów i Rumunów. Naszymi stałymi eventami są Vodka Tasting Party czyli domówka, która odbywa się dwa razy do roku – nasza największa impreza, Pierogi (czyli lepienie pierogów!) i oczywiście spotkania z okazji świąt Bożego Narodzenia i Wielkanocy – wymienia Natalia.  – Wielokulturowość to niesamowite doświadczenie. Na pewno otwiera umysł i zmienia punkt widzenia na świat i ludzi nas otaczających. Mam wrażenie, że tego bardzo brakuje niektórym ludziom w Polsce – doświadczania innych kultur i obcowania z nimi. Wiele się można w ten sposób nauczyć. Na uniwersytecie mamy Polish Society, które zrzesza Polaków poprzez wspólne obchodzenie Święta Niepodległości, 3 Maja, albo wspólne oglądanie meczy reprezentacji – zaznacza Bartek. – Jak to jest obracać się w kręgu wielokulturowym? Na pierwszym roku mieszkałam z Azjatkami, dowiedziałam się więc dość sporo o ich niesamowicie ostrej kuchni. Każdego dnia mam też okazję do skonfrontowania obrazu jakiegoś narodu z rzeczywistością. Mogę weryfikować, na ile to, czego uczono mnie w szkole bądź o czym czytałam, pokrywa się z wizją osoby, której to bezpośrednio dotyczy. Nigdy nie byłam w Malezji, Indiach czy Chinach, jednak poznanie dziewczyn z tych państw ułatwiło mi wyobrażenie sobie, jak się tam żyje – stwierdza Aleksandra. – Będąc studentką, z pewnością nie poświęcam się wyłącznie nauce. Na brytyjskich uczelniach działa wiele klubów i stowarzyszeń, ale w Surrey powstało dopiero, kiedy byłam na pierwszym roku. Zostałam jego członkinią-założycielką, a na drugim roku sprawowałam funkcję wiceprezydenta. W owej roli zajmowałam się głównie organizacją spotkań integracyjnych. Przez pierwszych pięć miesięcy nie znałam żadnych Polaków, choć całą sobą pragnęłam poznać choć jedną osobę. Przypuszczam, że nie byłam jedyna i bardzo się cieszę, że dziś nasz PolSoc może pomóc takim zagubionym „świeżakom” się odnaleźć. Niedawno objęłam funkcję Media Officer i będę w tej roli dążyć do rozpowszechniania informacji o naszej działalności. Do tej pory udało nam się nawiązać współpracę z pewnym nowym portalem, za pośrednictwem którego będziemy inspirować młode dziewczyny do pójścia w nasze ślady i wybrania edukacji wyższej w Wielkiej Brytanii. Piszę artykuły, zajmuję się również newsletterem i współpracuję z licealistami z British Alumni Society przy projekcie ‘Great Poles’. To inicjatywa, która ma celu przypominać o osiągnięciach wielkich Polaków, poświęcając szczególną uwagę tym, którzy za granicą są zupełnie nieznani. 

M.in. Federacja Polskich Stowarzyszeń Studenckich jest organizacją parasolową zrzeszającą wszystkie polskie stowarzyszenia studenckie w Wielkiej Brytanii. Choć bezpośrednio ich nie organizuje, to gorąco popiera ich inicjatywy – zaznacza Ola. Federacja Polskich Stowarzyszeń Studenckich to studencka organizacja non-profit, założona w 2013 roku, której głównym celem jest sprzyjanie integracji i współpracy społeczności polskich studentów w Wielkiej Brytanii.

Federacja ma także za zadanie reprezentować interesy polskich studentów w UK. W tym celu ściśle współpracuje z takimi podmiotami jak Ambasada RP w Londynie, instytucje pozarządowe czy partnerzy korporacyjni. Ich wsparcie ułatwia organizację inicjatyw, które promują polską kulturę i prezentują studentom różne ścieżki kariery w Polsce – mówi Martyna Piotrowska, studentka Ekonomii i Biznesu na Uniwersytecie Edynburskim, Prezydentka Federacji Polskich Stowarzyszeń Studenckich w Wielkiej Brytanii.  – W ramach FPSS organizujemy wiele inicjatyw skierowanych do wszystkich polskich stowarzyszeń studenckich (Polsoców) działających na brytyjskich uniwersytetach. Mają one na celu promocję współpracy pomiędzy Polsocami jak również z innymi organizacjami w Wielkiej Brytanii i Polsce, wsparcie działalności polsoców, promocje studiów w UK oraz polskich studentów z uniwersytetów brytyjskich. Uczestniczymy również w corocznym kongresie finansowym w Sopocie czy w debatach oksfordzkich organizowanych przez BAS. Organizujemy również kongres polskich stowarzyszeń studenckich w UK, którego w zeszłym roku obchodziliśmy dziesięciolecie. Co roku jego organizacją zajmuje się inny Polsoc – w tym roku jest to Warwick. W czasie tego wydarzenia odbywają się panele, na których dyskutujemy o ważnych kwestiach dotyczących: gospodarki, polityki, kultury w Polsce i na świecie. Organizowane są również warsztaty oraz prezentacje polskich korporacji, które maja pokazać studentom dostępne ścieżki kariery w Polsce. Co roku gościmy również specjalnych prelegentów m.in. Aleksandra Kwaśniewskiego, Danute Hubner, Adama Zamoyskiego, Macieja Stuhra czy Steffena Möllera – wymienia Martyna.

Wartą szczególnej uwagi działalnością polskich stowarzyszeń studenckich są coroczne konferencje tematyczne – poświęcona technologiom i innowacjom Poland 2.0 Summit na Imperial College London, LSE Polish Economic Forum organizowany przez polskie stowarzyszenie biznesowe na LSE, organizowane na UCL Leaders: Poland in Global World czy naukowe Science Polish Perspectves.  – Szeroka działalność stowarzyszeń studenckich zarówno w ramach Federacji jak i na poszczególnych uniwersytetach daje możliwość rozwoju wielu umiejętności, nie tylko tych naukowych. Są to przede wszystkim tzw. umiejętności miękkie – pracy w grupie, liderskie, zarządzania czasem, komunikacja czy rozwiązywanie problemów. Są one o wiele bardziej docenione przez pracodawców w Wielkiej Brytanii niż te twarde, techniczne.

Uważa się, że te niewyuczalne umiejętności interpersonalne są o wiele ważniejsze, ponieważ tych technicznych można się zawsze nauczyć. Dlatego wielu studentów angażuje się właśnie w działalność stowarzyszeń i innych organizacji czy pracuje part-time – po to by zdobyć doświadczenie organizacyjne i pracy w zespole, oraz lepiej poznać swoje mocne i słabe strony – dodaje. Co dają studia zagraniczne? – pytam. – Człowiek staje się bardziej tolerancyjny na różnice oraz różnorodność doświadczeń. To również poczucie przynależności do wielkiego świata, w którym czeka na nas niezliczona ilość możliwości. To poczucie siły i chęci do działania, ponieważ wszystko wydaje się być w zasięgu ręki i zależy to tylko od nas, jak bardzo będziemy chcieli działać i spełniać swoje marzenia. Co więcej, ilość ludzi, która napotykamy na swojej drodze inspiruje, uczy nas o sobie i daje poczucie większej świadomości wyzwań świata, w którym funkcjonujemy – wymienia prezydentka.

Co z tym życiem

Pomimo, że trzeba być aktywnym intelektualnie przez kilka godzin dziennie, siedem dni w tygodniu, z ciągłym poczuciem: nie zdążę! normą jest, że oprócz stawiania na naukę, robi się mnóstwo innych rzeczy. – Po studiach planuję pracować i mieszkać w Londynie, przynajmniej przez pierwsze lata. Raczej nie planuję wracać do Polski. W wolnych chwilach robię to co każdy w moim wieku. Uprawiam sport, chodzę na imprezy, spotykam się ze znajomymi, uprawiam swoje hobby i spotykam się ze swoją dziewczyną. Do tego w UK pracuję jeszcze part-time, żeby zarobić – mówi Bartek. Powrót do Polski? – pyta Aleksandra. – Kiedy wyjeżdżałam, miałam poczucie, że spełniam swoje marzenie. Wydawało mi się, że zostanę w Anglii już na zawsze. Rzeczywistość szybko zweryfikowała ten pomysł. Nie przewidziałam, jak wielka będzie moja tęsknota za bliskimi i jak silne jest moje przywiązanie do ojczyzny. Dziś jestem w stu procentach przekonana, że nawet jeśli zostanę za granicą, to będę robić coś związanego z Polską. Najbardziej chciałabym jednak wrócić i pracować w ogólnopolskich mediach. Być może zamieszkać w Polsce, ale jednak podróżować w celu robienia materiałów z zagranicy. Czeka mnie jeszcze długa droga, aby nigdy nie wiadomo, z której strony nadejdzie wyczekiwana szansa – zaznacza.

Z kolei Natalia po studiach chce zostać w Anglii i zdobyć inne kwalifikacje. – Dopiero z dyplomem zagranicznej uczelni i bogatym doświadczeniem zawodowym wrócę do Polski, aby dalej rozwijać swoją karierę – mówi. A co robisz w wolnym czasie, pytam. – Obecnie już nie pamiętam, jak to jest mieć wolne chwile, bo na placemencie życie studenta obraca się o 180 stopni – ciągle w pracy! Natomiast, jakbym miała odpowiedzieć na to pytanie jednym zdaniem – w wolnych chwilach imprezuję tak jak chyba większość studentów wszędzie na świecie. 

Karolina Wiatrowska

Zdjęcia: British Poles

 

Kursy walut

PLN/GBP:
GBP/PLN:
GBP/EUR: