Wigilia dla Bezdomnych w zachodnim Londynie

22 grudnia, 2019

Święta Bożego Narodzenia to czas radości, ale też refleksji i zadumy. Obchodzimy te święta zwykle w gronie rodziny i przyjaciół. Według polskiej tradycji na wigilijnym stole stawiamy 1 nakrycie więcej – dla niespodziewanego gościa.  Właśnie o takich niespodziewanych gościach warto pamiętać w czasie przedświątecznej gorączki. Czy są wśród naszego otoczenia ludzie samotni, często pozbawieni dachu nad głową, dla których Boże Narodzenie nie jest czasem radości?

W piątek 20 grudnia wzięliśmy udział w Wigilii dla Bezdomnych. W krypcie kościoła St. John’s Church (Mattock Ln, W13 9LA Londyn), znajduje się jeden z oddziałów chrześcijańskiej organizacji charytatywnej “Ealing Soup Kitchen”.  Jej managerem jest Andrew McLeay z Australii. Mieści się tam schronisko dla bezdomnych, prowadzone przez wolontariuszy. Nie da się ukryć, że akurat ten oddział jest głównie prowadzony przez Polaków i z tego względu przychodzą do niego też nasi rodacy. Spośród wszystkich gości na naszej Wigilii około 80 procent było z Polski, reszta przeróżnych narodowości. W większości mężczyźni, naliczyliśmy tylko 3-4 panie. Dlaczego los tak ich potraktował? Trudno udzielić jednoznacznej odpowiedzi. Każda historia jest inna, ale zwykle powodem bezdomności jest utrata pracy, choroba, kłopoty psychiczne, konflikt w rodzinie. Niestety, bardzo często też alkohol. Wielu z nich pewnie chciałoby wrócić do Polski, ale nie mają na to środków lub najzwyczajniej na świecie się wstydzą.

W takim miejscu jak “Ealing Soup Kitchen”  każdy przybyły może poczuć się bezpiecznie. Schronisko oferuje szeroki zakres pomocy. Oczywiście głównie jest to pożywienie. W naszą piątkową Wigilię wydaliśmy aż 120 posiłków świątecznych. Gorący barszcz, zupa gulaszowa, śledzik, sałatka jarzynowa, ryba po grecku – to tylko część wigilijnych przysmaków. Nasi goście są głodni i zmarznięci, ale każdy ma w sobie godność. Krępuje ich własna bezdomność, co przekłada się na zamknięcie w sobie i nieśmiałość. Uśmiechem i pełnym talerzem przełamujemy te opory i po chwili nasi goście otwierają się, zaczynają rozmawiać, nawiązują kontakt z innymi osobami siedzącymi przy stole. Oczy im błyszczą, gdy pakujemy im dania “na wynos”. Początkowo krępują się brać coś ze sobą, mówią “to dla kolegi”, ale gdy widzą że dar jest wręczony  prosto z serca, niepewność znika.

W schronisku są też prysznice, gdzie można się umyć i  chwilę potem dostać czyste ubranie. W trakcie naszej Wigilii widzieliśmy Brytyjczyków, którzy przynosili ciepłe ubrania na potrzeby schroniska. Magazyn z ubraniami jest podzielony na część damską, męską i dział z kosmetykami. To jednak nie wszystko. Na miejscu jest też fryzjer. Koło swojego fotela ma karteczkę, na której można się wpisać do strzyżenia.

Kilka słów o kuchni, która jest sercem schroniska. To tam przygotowywane i wydawane są posiłki. Ze względu na wyjątkowo dużą liczbę gości, Pani Marzena Konarzewska (Prezes Balu Polskiego), wspierana przez córkę Klaudię, postanowiła wyjść z jedzeniem (czytaj: z wielkim garnkiem) do zebranych. Okazało się to strzałem w dziesiątkę, bo prawie każdy poprosił o dokładkę.

Szefową schroniska jest Monika Kowalska, dobry duch, który od wielu lat pomaga bezdomnym. Jej prawą ręką jest Agnieszka Przybyłek z Centrum Pomocy Rodzinie “Przystań UK”. Aktywnie pracowała też Sylwia i Marek Pawelczak z Viking Polish Food, wspomniana wcześniej Marzena i Klaudia Konarzewskie oraz Wasza skromna reporterka. Naturalnie wszyscy pracowali wolontaryjnie.

A skąd braliśmy produkty na Wigilię? Oczywiście cała nadzieja w sponsorach. Dzisiejszą Wigilię sponsorowałą tradycyjnie już Polish Bakery, dostarczając pieczywo, ciasto i pączki. Wspomniany wcześniej sklep Viking Polish Food zafundował rybę po grecku i śledzie. Restauracja Galicja ugotowała przepyszną zupę gulaszową. Wymienić należy też Delikatesy Mleczko i Aptekę Irys, które finansowo wsparły uroczystość, dzięki czemu można było zakupić pozostałe potrzebne produkty.

Monika Kowalska powiedziała portalowi British Poles: “Zapraszamy wszystkich potrzebujących w każdy piątek w godzinach 13-16. Kuchnia jest gotowa na Wasze przyjście! Latem odwiedza nas każdorazowo około 60 osób, ale zimą nawet 120. Każdy dostanie coś ciepłego do jedzenia i picia, ciepłe ubranie czy buty”.  Na pytanie ośrodki finansowe odpowiada: “Opieramy się na pomocy ludzi dobrej woli, którzy przychodzą i pomagają. Finanse pochodzą od sponsorów. Ale jeśli nikt się nie zaofiaruje ze wsparciem, to gotujemy “magic food” czyli uruchamiamy wszystkie nasze zapasy i coś wyczarowujemy. Ze schroniska nikt nie wychodzi głodny!”

Agnieszka Przybyłek dodaje: “U nas nie ma hierarchii. Każdy kto chce pomóc przychodzi i wykonuje tyle pracy, ile chce. Bez agitacji. Dzielimy się obowiązkami, działamy spontanicznie”. To prawda, ta spontaniczność udziela się nam wszystkim, nakładamy potrawy, kroimy chleb, zmywamy, zbieramy brudne naczynia – z uśmiechem!

Nasza ekipa od lewej: Monika Kowalska, Agnieszka Przybyłek, Maria Byczynski, Marzena Konarzewska, Claudia Konarzewska-Stefańczyk, Sylwia Pawelczak, Marek Pawelczak

To wielka satysfakcja spędzić taki dzień wsród tych najbardziej potrzebujących. Ich uśmiech i wdzięczność są dla nas bezcenne. Szczególnie na emigracji ceni się każdy taki ludzki gest. Oby ich los się odwrócił i Boże Narodzenie oraz Nowy Rok przyniosły im iskierkę radości i nadziei na trochę lepszą przyszłość i stabilizację.

Jeśli któryś z naszych czytelników chciałby działać w schronisku jako wolontariusz, to wszystkie wiadomości znajdzie tutaj.

Natomiast darowiznę dla potrzebujących można przekazać tutaj.

Autor: Maria Byczynski

Zdjęcia: British Poles

Kursy walut

PLN/GBP:
GBP/PLN:
GBP/EUR: