Wywiad z L. Pietraszkiewiczem – Czy „Mimo wszystko” będzie jego kolejną powieścią z listy bestsellerów?

Lukasz Pietraszkiewicz wydał powieść „Świat się pomylił…”, która trafiła na listy bestsellerów w Wielkiech Brytanii i Stanach Zjednoczonych. Zdopingowany przez swoich wiernych czytelników napisał jej kontynuację zatytułowaną „Mimo wszystko”. Czego możemy spodziewać się po kolejnej książce? Czy ma szansę powtórzyć sukces pierwszej publikacji? Z tymi pytaniami zwracamy się do autora.

British Poles: A jednak, dopiąłeś swego i kontynuacja Twojej bestsellerowej powieści ujrzała światło dzienne. Jaką tym razem drogę musiałeś przejść by to osiągnąć?

Lukasz Pietraszkiewicz: Sam jeszcze nie potrafię w to uwierzyć. Kilka lat temu, napisałem „coś” do szuflady, a dziś wydałem już drugą książkę. To wszystko wydaje się być zbyt piękne, by było prawdziwe. Przyznam się, że nie miałem pomysłu na kontynuację. To czytelnicy zmusili mnie do tego, by ona powstała. Pragnę wyjść naprzeciw oczekiwaniom odbiorców, dlatego stworzyłem coś, co wymyka się z próby prostego zdefiniowania. Coś, co wzbudza w ludziach takie same emocje jak w „Świat się pomylił…” W „Mimo wszystko” przeplatają się sceny, w których bohaterowie przekraczają różne granice. Główny bohater, Alex usilnie poszukuje prawdziwej miłości, zatracając się kompletnie w toksycznym świecie, do którego nigdy nie pasował. Obie moje powieści są jak mapa po trudnych sytuacjach i mocnych emocjach.

Od samego początku zależało mi, aby stworzyć bohaterów zdecydowanie nieidealnych. Pomimo tego, że prawie każdy z nich, prócz psycholog Julii jest potargany przez życie, to z drugiej strony są zdeterminowani i wskoczyliby jeden za drugiego w ogień w imię najprawdziwszej przyjaźni. Mówię tu o Laili i Alexie.

BP: Opowiedz czytelnikom British Poles o czym jest „Mimo wszystko”

LP: O Alexie…. (śmiech). A raczej o jego nieustannym maratonie w poszukiwaniu prawdziwej miłości. Alex ulokuje swoje uczucia w niewłaściwej osobie, nie ucząc się na błędach. Decyduje się na terapię. Okaleczony emocjonalnie, za namową Laili, jego psycholog przeprowadza go przez bolesny etap nieudanych związków i niespełnionych oczekiwań. W końcu zmęczony ciągłymi porażkami, zmienia swoje nastawienie do ludzi i świata. Zaślepiony pragnieniem o wolności od cierpienia i miłosnych rozterek popełnia błędy, przez które przychodzi mu zapłacić najwyższą cenę. Czuję, że będą łzy i nocne telefony z zapytaniem: Jak mogłeś?

BP: Czy masz swojego ulubionego bohatera? Który z nich jest Tobie najbliższy?

LP: Bardzo podchwytliwe pytanie. W każdym z nich jest coś mrocznego. W „Świat się pomylił…” stworzyłem Lailę, którą albo się kocha albo nienawidzi. To jej najbardziej oberwało się od czytelników… W tej części całą swoją złość przelałem na Denisa. Jest cyniczny, agresywny i zarozumiały w efekcie czego często dużo się dzieje wokół niego. Zdecydowanie jest postacią dominującą. Myślę, że w każdym z nich jest jakaś cecha, z którą mógłbym się utożsamić, ale nie ma prawdziwego odbicia mnie samego. Może gdyby była to historia z życia wzięta, może wtedy…

BP: Czy jesteś zadowolony z tego jak przyjęła się książka „Świat się pomylił…”?

LP: I tak, i nie! Zawsze jest miejsce na jeszcze więcej. Książka cieszy się ogromnym zainteresowaniem, podkreślam, że wśród Polaków na Wyspach i za oceanem. W Polsce… jak to w Polsce, bywa różnie. Ludziom sam talent nie wystarczy. Zauważyłem, że dopóki nie masz siły przebicia lub nie stworzysz wokół siebie otoczki to na rynku się nie przebijesz. Obecnie świat rządzi się niebieskim znaczkiem na Instagramie. Opowiedziałem wzruszającą historię, która pobudza ludzi do przemyśleń. Wkurza moich czytelników, doprowadza do płaczu czasami także do śmiechu. Przeklinają, rzucają książką w kąt, tylko po to, by zaraz do niej wrócić i się utożsamić z bohaterami. Poszukują ich w metrze w Londynie, czy w Barcelonie.

Może gdybym przyznał wszystkim, że to rzeczywiście historia żywcem ściągnięta z mojego życia, a Alex to ja, może wtedy bym osiągnął sukces, na jaki ta książka zasługuje. Pewnie bym tak zrobił jeszcze kilkanaście lat temu, zanim pojawiła się moja pierwsza córka. Jednakże rodzina jest dla mnie najważniejsza. Ani sława, ani pieniądze nie przytulą mnie wieczorem do snu, czy też nie podniesie mnie na duchu jak coś się wali. Dla zaspokojenia własnego ego nie zniszczę moim dzieciom życia. Wiem, jak to jest być ocenianym przez pryzmat rodziców: kim są a raczej kim nie są a mogliby być. Sam przechodziłem przez to piekło. Na własnej skórze odczułem, jak rówieśnicy mogą zmieszać cię z błotem, a jak to nie wystarczy to jeszcze tym błotem cię nakarmić, dopóki się nie zadławisz. Ale to historia na inna okazje… na szczęście nie mieszkam już w małym miasteczku w Polsce, gdzie wszyscy się znają a ty jesteś ślepym odbiciem rodziców, który skończy tak samo jak ojciec czy matka gdzieś w rynsztoku.

Wracając do książki to, bestseller na Wyspach i za oceanem mi wystarcza.

Obie powieści są kierowane do ludzi, którzy patrzą na otaczający ich świat i potrafią dostrzec cierpienie. Powinniśmy cenić sobie wolność wyobraźni i walczyć o nią. Ale każdy powinien przeczytać moje książki, by się otworzyć na to co niektórzy nazywają odmiennością. Przekonacie się, że za miłość można nawet umrzeć i wszyscy możemy być więźniami sytuacji.

Lukasz Pietraszkiewicz z córką

BP: Kilka lat temu wzbudziłeś sensację w czasie brytyjskiej edycji „Top Model„, dotarłeś do finału, zostałeś uhonorowany nagrodą publiczności. Zrezygnowałeś z życia z modelingiem, wybiegami i sesjami modowymi?

LP: Tak naprawdę, to zdecydowało o tym moje zdrowie. Często bolał mnie kręgosłup, jednak nie spodziewałem się tego, co przekazali mi brytyjscy lekarze. To była koszmarna diagnoza: rak kości. Przez pół roku byłem poddawany przeróżnym badaniom, a jednocześnie od razu wdrożono chemioterapię,

To właśnie wtedy zacząłem pisać swoją pierwszą powieść. To była moja terapia. Nie przeszło mi wtedy przez myśl, że książka zostanie wydana! (śmiech).

BP: Czego oczekujesz od życia? Odniosłeś kolejny sukces. Pokażesz wszystkim, że możesz osiągnąć jeszcze więcej?

LP: Wiem, że w naszych czasach bycie normalnym nie wystarcza. Trzeba umieć zawirować ludźmi na tyle, by ciebie zauważyli. Ale ja się nie poddaję. Przede mną jeszcze kilka pięknych lat… Czy jest mi przykro? Przykro nie! Nie będę udawał, że nie jestem wściekły na to, że świat nie daje szansy innym ludziom. Ciągle się mówi i pisze o tych samych ludziach, wielu z nich tego sobie nawet nie życzą. Wiem, że wystarczy jeden człowiek, który może zmienić bieg wydarzeń. Czuję, że ten ktoś się zbliża do mnie.

Kiedy często ktoś ci powtarza, że nie jesteś wystarczająco w czymś dobry, zaczynasz w to wierzyć. To bardzo bolesne zdanie. Warto mierzyć słowa, które wypowiadamy z naszych ust.

Moi drodzy, pomyliliście się! Wszyscy!

Jestem cholernie nieprzewidywalny i po publikacji pierwszej części uświadomiłem sobie, że bycie naturalnym to cecha, którą posiada niewielu. Dzisiaj wznoszę toast za zdrowie tych którzy podcinali mi skrzydła. Bo dzięki nim mogę latać jeszcze wyżej. Pomimo tego, że na mojej drodze jest zawsze wiele turbulencji, ja nadal mam kilka marzeń do spełnienia.

BP: Zdradzisz nam, co to za marzenia?

LP: Pewnie! Chciałbym zekranizować moje powieści, nawet podjąłem ku temu pierwsze kroki. I wejść na Kilimandżaro.

BP: A co z pisaniem?

Pisanie pozwala mi oderwać się od codzienności. Trudno jest coś dobrego napisać, kiedy ma się pracę na pełen etat, dwoje dzieci, które pochłaniają twoją energię itd. Ze mną jest tak, że czasami wykończony leżę już w łóżku, zamykając oczy wyobrażam sobie jakieś sceny, na szczęście obok mam zeszyt z długopisem i szybko sobie wszystko zapisuje. A czasami jak piszę, to historia sama się nakreśla. W taki sposób pozwalam myślom tworzyć moich bohaterów. Mam setki małych karteczek zapisanych, które walają się po całym domu, lub są przyklejone do mojego komputera. Pisanie pozwala mi wypowiedzieć wiele rzeczy na głos. Mam pomysł na kolejną książkę. Napisałem już do niej wstęp. Będą to wspomnienia, w formie opowiadań, z mojej pielgrzymki do Santiago, na której spotkałem wiele interesujących osobowości, a one zawierzyły mi swoje nietypowe historie. Tym razem książka będzie zawierała treści z mojego życia. Sam jestem ciekawy, czy będzie łatwiej pisać o samym sobie.

BP: Czy masz jakieś oczekiwania od swoich czytelników?

LP: Powinienem zacząć od tego, że jestem przeszczęśliwy, że moja powieść pomimo debiutu, trafiła do tak zacnego grona czytelników. Uważam, że to duże osiągnięcie.

Jestem niezwykle ciekawy, jakie wrażenie wywrę na moich czytelnikach tym razem, jakie nowe konteksty uda mi się w nich wychwycić… i najważniejsze – czy odczują wobec moich bohaterów ten sam zachwyt. Życzę sobie, aby w moich książkach pojawiały się myśli, które odbijają się wyjątkowo donośnym echem, aby czytelnicy znajdowali w nich siebie, a czasami również innych ludzi. Wierzę, że i “Mimo wszystko” wzbudzi prawdziwe emocje, które odciskają trwałe piętno.

Bardzo dziękuję wszystkim, którzy przyczynili się do powstania mojej powieści. Moim patronom medialnym, a także mojemu wydawcy Dominice Caddick, za jej profesjonalizm i czas poświęcony. Jesteś moim aniołem stróżem. Dodam tylko, że gdyby nie mój wydawca, to książka mogłaby nie ujrzeć światła dziennego. Był moment, w którym byłem gotowy się wycofać, do dzisiaj nie wiem co mną wtedy kierowało. Dzięki wydawcy z DC Books i dziewczynom, które pracowały nad tekstem udało się! Oby powieliła sukces pierwszej.

BP: Dziękuje za rozmowę. Zapraszam Was do świata, w którym serce przegrywa walkę z rozumem.

Opracowała: Maria Byczynski

Zdjęcia: Instagram lukaszpietraszkiewicz

Od redakcji: British Poles jest patronem medialnym książki. Z tego względu Łukasz przygotował dla naszych czytelników 10% zniżkę na hasło „Lukas81”. Książka jest dostępna na jego stronie internetowej.

 

 

Zobacz również

Verified by MonsterInsights