Wywiad z Rafałem Supińskim – polskim aktorem i wokalistą mieszkającym w Londynie

20 czerwca, 2020

Redakcja British Poles wraz z grupą przyjaciół zastanawiała się jak podnieść morale, zadbać o naszą równowagę i zdrowie psychiczne w dobie koronawirusa. Jako, że dla Polonii pamięć o Polsce jest ważna, postanowiliśmy zorganizować kolejny koncert w ramach Polish Heritage Days, czyli dniach Polskiego Dziedzictwa na Wyspach. Ta wspaniała akcja, zainicjowana przez Ambasadę Rzeczypospolitej w Londynie, w tym roku z powodu pandemii przeniosła się do internetu. Inwencja Polaków jest znana na całym świecie, ale same dobre pomysły nie wystarczą. Do koncertu trzeba znaleźć wykonawców, którzy stworzą wyjątkowe przedstawienie, przemawiające do serc widzów.

Skorzystaliśmy z rekomendacji przyjaciół z Krakowa, związanych z Operą Krakowską, którzy polecili nam młodego aktora i wokalistę, obecnego stypendystę Royal Academy of Music w Londynie – Rafał Supińskiego. Już po pierwszej próbie uświadomiliśmy sobie, że trafiliśmy na brylant. Rafał zaśpiewał „Czerwone Maki na Monte Cassino” i „My, Pierwsza Brygada” z takim zaangażowaniem, że nasza ekipa redakcyjna z trudem kryła wzruszenie. Dodać trzeba, że wszystko się działo przy akompaniamencie wybitnego londyńskiego pianisty Artura Haftmana, w zaciszu zaprzyjaźnionego polskiego domu.

Koncert został udostępniony online na portalu i w mediach społecznościowych British Poles. Natychmiast zdobył polskie serca. Postanowiliśmy dowiedzieć się czegoś więcej o tym zdolnym polskim wokaliście i przybliżyć jego postać naszym czytelnikom.

British Poles: O Twoich sukcesie było ostatnio głośno w polonijnym środowisku muzycznym. Masa osób zgłaszała się do nas z pytaniami dotyczącymi Ciebie. Wiemy, że zdobyłeś stypendium Royal Academy of Music. Proszę powiedzieć naszym czytelnikom, kiedy to miało miejsce i jak duża była konkurencja?

Rafał Supiński: Dzień dobry. Jest mi niezmiernie miło, że mogłem wystąpić dla Polonii wykonując dwa utwory związane z naszą historią. Nie kryję zadowolenia, że zostało to tak pozytywnie przyjęte. Jeżeli chodzi o moje stypendium w Royal Academy of Music, naukę rozpocząłem we wrześniu 2019 roku. Natomiast egzaminy zdawałem w grudniu 2018 roku oraz kwietniu 2019. Trudno jest mi cokolwiek powiedzieć o konkurencji, ponieważ dostałem się za pierwszym razem, ale sądzę, że w tak renomowanej uczelni selekcja była spora. Mnie się udało, spełniłem swoje marzenie!

BP: Na co się przekłada to stypendium, jakie otwiera Ci możliwości?

RS: Studia, na które się dostałem, trwają rok. To studia podyplomowe, magisterskie. Stypendium pokrywa koszty czesnego. Bardzo się cieszę z takiego wyróżnienia. Informację o przyznaniu mi stypendium otrzymałem po drugim etapie egzaminów wstępnych wraz z decyzją o przyjęciu mnie do Royal Academy of Music.

BP: To naprawdę wielki sukces! Wyobrażamy sobie, że wymagał nie tylko wyjątkowego talentu, ale też ogromnego wysiłku. Powiedz nam proszę, kiedy zacząłeś śpiewać? Czy od dziecka chciałeś zostać aktorem?

RS: Myślę, że każdy sukces jest związany nie tylko z talentem, ale z  pracą i wysiłkiem, by go osiągnąć. Od dziecka śpiewałem w scholach, domach kultury, a nuciłem  i podśpiewywałem w domu. Byłem głośnym „urwipołciem”. Wszystko to było amatorskie. Dopiero gdy dostałem się do Państwowej Szkoły Teatralnej im. Ludwika Solskiego w Krakowie, zacząłem uczyć się fachu od mistrzów. Na początku to były głównie niezgrabne kroki sceniczne, potem również wokalne. Gdy otrzymałem angaż w Operze i Filharmonii Podlaskiej w Białymstoku postanowiłem, że będę się dalej rozwijał i kształcił. Wybrałem studia wokalne na Uniwersytecie Muzycznym Fryderyka Chopina w Warszawie. To właśnie w trakcie studiów w Warszawie udało się mi dostać do Royal Academy of Music.

Marzenie o byciu aktorem było związane z moim dzieciństwem – pasjami i zainteresowaniami, miłością do muzyki. Od dziecka marzyłem,  by tym co robię dzielić się z innymi – przekazywać i budzić emocje, opowiadać historię postaci. Nie zależało mi, by być podziwianym, ale by móc wcielić się w postać. Teraz, z perspektywy lat, potrafię to nazwać. Ale jako dziecko, nie myślałem w tych kategoriach, działałem intuicyjnie.

BP: Czy rodzina wspierała Cię w tej pasji?

RS: Pomimo różnych trudności z jakimi zmagała się nasza rodzina miałem ogromne wsparcie mojej mamy, która próbowała wysyłać mnie na różne dodatkowe zajęcia –  taniec towarzyski, czy próby scholi dziecięcej. Jestem jej teraz ogromnie wdzięczny. Z doświadczenia wiem, że pochodzenie z małej miejscowości nie musi mieć znaczenia w osiągnięciu sukcesu, liczy się determinacja, wyznaczenie sobie celu i …praca.

BP: Jak potoczyła się Twoja kariera zawodowa?

RS:  Zaraz po ukończeniu monieckiego Liceum Ogólnokształcącego, zdałem egzaminy do Państwowej Wyższej Szkoły Teatralnej im. Ludwika Solskiego w Krakowie (dziś AST). Już w trakcie studiów otrzymałem rolę Grzesia w farso-wodewilu „Pińska szlachta” w reż. Mikałaja Pinihina wystwianą przez Teatr Rampa w Warszawie. I tak zaczęło się wszystko toczyć. Niedługo po tym, grałem w kolejnej premierze, tym razem musicalu „Mały Lord” w Operze Karkowskiej. Otrzymałem także propozycję współpracy z Operą i Filharmonią Podlaską w Białymstoku. Byłem solistą, pełniłem też funkcję asystenta reżysera przy takich produkcjach jak: „Carmen”, „Turandot”, „Czarodziejski flet”, czy musicalu „Skrzypek na dachu”. Jednocześnie uczyłem w dwóch białostockich szkołach muzycznych. Mimo takiej intensywności pracy, wciąż myślałem o edukacji zagranicznej. Bardzo chciałem studiować w Londynie i poznać formy kształcenia oraz pracy artystycznej właśnie tutaj, by móc w przyszłości tę wiedzę wykorzystać w swojej pracy zawodowej. Dlatego, postanowiłem porzucić strefę komfortu i stabilizacji i zdawałem do Królewskiej Akademii Muzycznej – co było strzałem w dziesiątkę.

BP: Jaki występ był Twoim największym sukcesem? Taki, który zawsze miło wspominasz i jesteś z siebie dumny?

RS: Każda premiera, każdy kolejny spektakl/tytuł, był okazją by rozwijać się jako aktor i człowiek. Niemniej jednak bardzo miło wspominam rok 2013, gdy wygrałem przesłuchania do musicalu „Upiór w Operze” i otrzymałem rolę Raoula, wicehrabiego de Chagny. Za każdym razem, gdy ten spektakl wraca na deski Opery i Filharmonii Podlaskiej, cieszę się jak dziecko. Musical był grany od 2013 do czerwca 2019 roku, ale  być może jeszcze będę miał okazję w nim wystąpić.

BP: Kto jest Twoim ulubionym wykonawcą i artystą? Z kim byś najchętniej zagrał w jednym filmie?

RS: Jako młody adept sztuki teatralnej zachwycałem się grą aktorską Krzysztofa Globisza, Anny Polony, Małgorzaty Hajewskiej-Krzysztofik („33 sceny z życia”, gdzie była genialna) czy Jerzego Treli. To są artyści, którzy kojarzą mi się z kindersztubą aktorską, z cenioną marką. Marzy mi się również zagarnie u boku Hugh Jackman’a – aktora, który rozpoczynał swoją karierę w musicalu, a potem zaczął występować w filmach. Nie ukrywam, że nadal tkwi we mnie „Piotruś Pan”, który chciałby wystąpić w filmie akcji.

BP: A jeśli chodzi o repertuar muzyczny?

RS: Miałem już okazję zagrać na scenie ze znanymi polskimi artystami musicalowymi, takimi jak: Małgorzata Duda-Kozera, Olga Szomańska, Tomasz Steciuk, Damian Aleksander, Jakub Szydłowski, Wojciech Dmochowski, czy operowymi: Ewa Vesin, Iwona Sobotka, Iryna Zhytynska, Rafał Bartmiński, Sang-Jun Lee, Grzegorz Szostak i wielu innych. Za każdym razem był to dla mnie ogromny zaszczyt, a także możliwość obserwacji artystów o ogromnej wrażliwości i świadomości scenicznej. Obecnie mam małe marzenie, by móc współpracować na West Endzie, jako aktor lub asystent reżysera. Chciałbym by to był mój kolejny krok w rozwoju artystycznym. A w przyszłości, kto wie – może udałoby mi się zrealizować własne produkcje musicalowe.

BP: A tak całkiem prywatnie, to do jakiej muzyki tańczysz najchętniej? 

RS: Do każdej, która pozwoli mi wyrazić siebie. Gdy byłem jeszcze na studiach w Krakowie, dzięki Iwonie Olszowskiej, która wykładała tam taniec oraz plastykę ruchu, zachwyciłem się teatrem ruchu oraz tańcem współczesnym. Jeździłem na Międzynarodowe Warsztaty Tańca Współczesnego w Bytomiu, które pomogły mi w budowaniu świadomości scenicznej oraz napędzały do dalszych poszukiwań nowych form teatralnych. Uwielbiałem oglądać kompanie taneczne, takie jak: Kibbutz Company, Poznański Teatr Tańca, Sadlers Wells i inne. Uwielbiam teatr, który ma znaczenie i który obiera różne formy wyrazu, docierając do najgłębszych strun istoty ludzkiej.

BP: Czym zajmujesz się na co dzień? Jak wygląda Twój zwykły dzień? Zdajemy sobie sprawę, że pandemia koronawirusa przewróciła Twoje studenckie i artystyczne życie do góry nogami. Na pewno dużo ćwiczysz w domu, ale może czasem wiedziesz też prozaiczne życie, daleko od reflektorów? 

RS: Rzeczywiście, pandemia totalnie przewróciła życie wszystkim. Gdy doszło do londyńskiego lockdown’u zaczynaliśmy próby do pokazu przed agentami. To jest jedna z okazji, by móc zdobyć agenta i być reprezentowanym przez profesjonalną agencję. Jednak mimo skomplikowanych okoliczności udało mi się podpisać umowę z Coulter Management Agency. To mój wielki sukces ponieważ wiem, jak ciężko jest zdobyć agenta. Jeżeli chodzi o naukę w RAM, obecnie jesteśmy na etapie realizacji dwóch projektów: każdy z nas ma nagrać materiały w domu i przesłać je uczelni, która potem będzie prezentowała te nagrania m.in. reżyserom castingu. W tej sytuacji postanowiłem pojechać do Polski, by móc pracować i studiować właśnie stąd. Pogłoski mówią, że teatry na West Endzie otworzą się dopiero w kwietniu 2021 roku.

BP: Czy jest jakieś́ szczególne miejsce/scena, gdzie marzyłbyś, by wystąpić? Takie uwieńczenie Twojej kariery?

RS: Oczywiście że jest, a raczej są takie miejsca, między innymi Sydney Opera House, Broadway, czy wcześniej wspomniany West End. Ale też nie chcę się zamykać w ramach jakiegoś miejsca – dla mnie największą wartością w pracy teatralnej jest doświadczanie współdziałania z innymi ludźmi, od których mogę czerpać wiedzę. Teatr to spotkanie.

BP: Na pewno uda się̨ w przyszłości! A jakie masz plany na najbliższe miesiące? Czy dalej wiążesz swoje plany z Wielką Brytanią?

RS: Oczywiście, że tak. Jak wcześniej wspomniałem, obecnie będę studiował zdalnie z Polski, a także pracował w Operze i Filharmonii Podlaskiej w Białymstoku, prowadził warsztaty. Nadal będę współpracował z agencją w Wielkiej Brytanii i przygotowywał się na ewentualne przesłuchania, które na pewno ruszą, gdy cała sytuacja z pandemią ucichnie.

BP: Trzymamy kciuki! Z naszej strony serdeczne gratulacje z powodu odniesionych sukcesów. Jesteśmy dumni mając wśród Polonii tak znakomitego i cenionego artystę.

RS: Dziękuję i serdecznie pozdrawiam wszystkich czytelników portalu British Poles.

 

Rozmawiała:  Maria Byczynski

Zdjęcia: Caroline Byczynski

 

 

Kursy walut

PLN/GBP:
GBP/PLN:
GBP/EUR: