Bogusław Malinowski, jeden z najlepszych tłumaczy na świecie: “Polski się nie wyrzeknę”

Bogusław Malinowski jest wybitnym polskim tłumaczem przysięgłym pracującym w Anglii od ponad 15 lat. W 2018 roku wygrał prestiżową nagrodę w konkursie organizowanym przez firmę thebigword, dzięki której otrzymał de facto status mistrza w swoim fachu. Pomimo długich lat spędzonych poza Polską, Bogusław Malinowski wciąż jest przywiązany do ojczyzny. Portal British Poles skontaktował się z nim w celu przeprowadzenia wywiadu. 

British Poles: Ciężko jest w sieci znaleźć informacje na Pana temat. Dlaczego tak jest?

Bogusław Malinowski: To bardzo proste, nie posiadam konta na Facebook’u. Posiadam jedynie konto na Twitterze, żeby być  jako tako w obiegu. W dzisiejszych czasach, gdy ktoś nie posiada konta w mediach społecznościowych, trudniej jest zdobyć o takiej osobie informacje, poznać jej poglądy, czy sposób postrzegania świata. A jestem przeciwnikiem takich technologii, choć wiem, że jest to w obecnych czasach coraz rzadziej spotykane. Zapewniam jednak wszystkich, że można żyć i istnieć bez tego. 

BP: Czym się Pan zajmuje?

BM: Ostatnie 8 lat pracuję bez przerwy dla brytyjskiego ministerstwa sprawiedliwości wykonując zlecenia tłumaczeń w sądach rodzinnych, karnych, na komisariatach policji itd. Zdarza się, że wzywany jestem do ministerstwa spraw wewnętrznych. Tym się na co dzień zajmuje i muszę powiedzieć, że spełniam się w tej pracy i sprawia mi ona radość. Przed językiem angielskim nauczyłem się rosyjskiego, z którego też dokonuję tłumaczeń. Można nawet powiedzieć, że rosyjski jest moim drugim językiem. Jest to, wbrew pozorom, bardzo przydatny język, jeśli chodzi o pracę. Władam również niemieckim. Jednak w Anglii nie ma aż takiego zapotrzebowania. Wykonuję również niektóre zlecenia prywatne, niezwiązane z ministerstwem sprawiedliwości.

BP: Czy może Pan podać jakiś przykład? 

BM: Jedną z rzeczy, które robiłem, to kilka lat temu tłumaczyłem pisemnie umowę walki lub kontrakt walki, jak kto woli, między angielskim bokserem Tysonem Fury i Wladimirem Klitschko, który walczy w niemieckim zespole. Innymi słowy – kto ile dostanie. Tam jest wszystko podzielone, czyli ile miejsc, ile biletów się sprzeda i kto za co ile dostanie, w zależności od wygranej, oczywiście. Ze względu na to, że to Klitschko wyzywał Fury, kontrakt ten był napisany w języku angielskim i musiał zostać przetłumaczony na język niemiecki. Tym się właśnie zajmowałem.

Byłem też zaangażowany w tłumaczenie dla firmy Volkswagen, kiedy wykupiła pakiet większościowy w firmie Bentley i przejmowała tę firmę. Innym przykładem jest podkładanie głosu pod produkcje przemysłowe, co jest dosyć popularne w Anglii. Pracuje tu sporo Polaków, ale też są Litwini, Łotysze. Większość z nich, zwłaszcza starsza generacja, świetnie mówi po rosyjsku. 

British Poles: Został Pan odznaczony w 2018 roku bardzo prestiżową nagrodą przez firmę thebigword, która jest światowym liderem w dziedzinie tłumaczeń ustnych i pisemnych i współpracuje z wieloma rządami i firmami na całym świecie. Czy mógłby powiedzieć nam Pan kilka słów na temat tej nagrody?

BM: W pierwszej kolejności myślę że powinienem doprecyzować jak w ogóle wygląda możliwość dostania się, jako tłumacz przysięgły, do tego całego systemu. Po pierwsze trzeba zdać/otrzymać tak zwany dyplom DPSI 6 po przejściu specjalnego egzaminu lub też posiadać jego zagraniczny ekwiwalent. To uprawnia do wykonywania zawodu. Od około 12 lat brytyjskie ministerstwo sprawiedliwości zrezygnowało z bezpośredniego zlecania zapotrzebowania na tłumaczy. Zamiast tego przeprowadza się outsourcing i organizuje konkurs na firmę, która będzie się tym zajmować w ich imieniu. Na przełomie tych ostatnich lat już trzy firmy wyłoniły się za pośrednictwem takich konkursów, które są mniej więcej organizowane co cztery lata. To niekoniecznie zadowala tłumaczy, ponieważ upraszczając nieco, zarabiali oni więcej gdy jeszcze podlegali bezpośrednio ministerstwu, a teraz sprawy mają się trochę gorzej z ich punktu widzenia.

W tej chwili firma, która otrzymała ten kontrakt, nazywa się thebigword. Thebigword ma 12 biur na całym świecie, zatrudnia 1500 pracowników i ponad 15000 lingwistów. Angielskie biuro tbw znajduje się w mieście Leeds. Oczywiście, z racji na wagę tych zleceń, firma ta, jak również te poprzednie, jest kontrolowana i pod stałym nadzorem ministerstwa sprawiedliwości. Trzeba mieć na uwadze, że są to kontrakty o wartości  60 milionów funtów rocznie. Firma thebigword w 2018 roku zorganizowała konkurs mający na celu wyłowienie perełek w tym fachu. Ja zostałem tak naprawdę wyróżniony za pośrednictwem opinii wyrażanych przez sędziów sądów koronnych i magistratów dotyczących mojej pracy. Innymi słowy ja wykonywałem swoją pracę, czyli zlecenia na które się zgadzałem itd. A ludzie, którzy mieli ze mną styczność począwszy od sędziów, poprzez prokuratorów i adwokatów, przysyłali krótkie raporty lub opinie na temat mojej pracy do thebigword, jeżeli uważali to za stosowne. Tych raportów/opinii nagromadziło się widocznie wystarczająco dużo, abym został nominowany. Oczywiście byłem informowany o tych raportach na bieżąco, co też było budujące. 

BP: Konkurs firmy thebigword nie dotyczył wyłącznie Wielkiej Brytanii, prawda?

BM: Nie. Był to konkurs globalny, dlatego nie wyobrażałem sobie, że mógłbym konkurować chociażby ze Stanami Zjednoczonymi czy z Azją, gdzie tłumaczy jest mnóstwo. Poszczególne osoby zostały nagrodzone w wyznaczonych regionach geograficznych. Jednak, ku memu zaskoczeniu, dostałem nagrodę najbardziej prestiżową z tych wszystkich. 

BP: Jakie to jest uczucie zostać uznanym za “gwiazdę roku”? 

BM: Tak szczerze, to z jednej strony trochę mnie to bawi i na pewno nie spodziewałem się tego. Z drugiej, jasne, że jestem z tego dumny, ale nie tak, żeby przez to oszaleć. Moje podejście do pracy jest niezmienne i zawsze staram się wykonywać wszystkie zlecenia na najwyższym profesjonalnym poziomie. 

BP: Skąd się u Pana wzięła pasja do tłumaczenia?

BM: Mieszkam i pracuję w Anglii od 2006 roku. Nie wygląda to tak, że przyjechałem i pracowałem jako tłumacz od początku. Wykonywałem różne zawody i zajęcia. Jeśli chodzi o moją pasję, to mój śp. ojciec razem z moją mamą wpoili mi, żebym się uczył języków obcych. Ojciec pochodził z regionu wschodniej II Rzeczypospolitej. Urodził się w 1935 roku i pamiętał ostatnie lata II wojny światowej. Ze względu na repatriację wylądował na Dolnym Śląsku w roku 1948. Jego własny ojciec został zamordowany w lesie, najprawdopodobniej przez niemiecką bojówkę. Znał biegle język rosyjski i uczył się też języka niemieckiego. Jeździł do Niemiec i tam pracował, w latach 80. latał do USA celem zarobku. Mama z kolei urodziła się już na Dolnym Śląsku, ale to dzięki jej rodzinie ojciec mógł jeździć do USA, jako że część rodziny mojej mamy wyjechała do Stanów przed wojną. Pomijając szczegóły, to właśnie rodzice zaszczepili we mnie potrzebę uczenia się języków. W związku z tym ja się tych języków uczyłem, choć na początku trochę się opierałem. Dziś, z całkowitym przekonaniem, muszę uznać, że to była właściwa decyzja. 

BP: Fakty mówią same za siebie. A czy planuje Pan ewentualnie powrócić do ojczyzny?

BM: „Tam dom twój gdzie serce twoje”. Ten cytat zawsze mi przychodzi do głowy, kiedy słyszę takie pytanie. Naprawdę ciężko mi powiedzieć. Jedno jest pewne: Polski się nie wyrzeknę. Zawsze, gdy jest jakieś polskie święto narodowe, to na moim domu powiewa biało-czerwona flaga. Kiedy tylko mam możliwość, to rozmawiam z ludźmi, którzy interesują się Polską. Razem z żoną wysyłamy nasze dzieci do polskiej szkoły sobotniej. Oboje uważamy to za słuszne i staramy się przekazać dzieciom jak najwięcej dobrych polskich cech.

Zawsze staram się wspierać wszelkie inicjatywy Polonii w Wielkiej Brytanii, ponieważ uważam że zjednoczeni Polacy są w stanie tu wiele osiągnąć.

BP: Bardzo dziękuję za rozmowę.

BM: Dziękuję również. 

 

Zdjęcia: prywatne archiwum Bogusława Malinowskiego

Zobacz również

Verified by MonsterInsights