Od kilku dni w internecie krąży nagranie, które wywołało ogromne emocje nie tylko wśród Polaków mieszkających w Wielkiej Brytanii. Widać na nim interwencję brytyjskiej policji wobec polskiej rodziny w Liverpoolu. Film został obejrzany przez miliony osób i sprowokował falę komentarzy dotyczących brutalności, z jaką funkcjonariusze policji potraktowali 12-letniego Wojtka i broniącą go mamę. Skojarzenia z interwencją policji przy aresztowaniu Henryka Nowaka nasuwają się same.
Interwencja policji zakończyła się poważnymi obrażeniami chłopca. 12-letni Wojtek trafił do szpitala ze złamanym nadgarstkiem i otrzymał gips, który będzie musiał nosić przez kilka tygodni. Przeżywa traumę, podobnie jak jego rodzeństwo i rodzice. 2 dni później ukończył 13 lat i na długo zapamięta swoje smutne urodziny.
Dotarliśmy do rodziców chłopca – Angeliki i Karola Krysińskich. W rozmowie opowiedzieli nam o tym, co wydarzyło się tego dnia, wspomnieli też o wcześniejszych relacjach ich rodziny z dziećmi z sąsiedztwa.
W rodzinie jest pięcioro dzieci. Jak mówią, ich dom od dawna jest miejscem, do którego chętnie przychodzą dzieci z okolicy. Zawsze są przyjmowane gościnnie i częstowane jedzeniem. Jednym z chłopców, którzy od kilku miesięcy pojawiali się w domu Krysińskich, był pochodzący z Nigerii 13-letni Sean, którego rodzina wprowadziła się pół roku temu do znajdującego się w sąsiedztwie domu komunalnego.
Według rodziny z czasem pojawiały się problemy związane z zachowaniem Seana. Ojciec Wojtka twierdzi, że kilkukrotnie dochodziło do sytuacji, w których chłopiec miał zabierać rzeczy, które nie należały do niego. Mimo tych incydentów rodzina nadal pozwalała mu przychodzić do domu i bawić się z pozostałymi dziećmi.
Jak opowiada ojciec Wojtka, dzień przed interwencją policji Sean był razem z nimi i ich dziećmi w wesołym miasteczku. Podczas tankowania samochodu chłopiec wszedł do sklepu przy stacji benzynowej i zabrał dużą ilość słodyczy. Rodzina twierdzi, że po tym zdarzeniu Pan Karol powiedział mu, żeby więcej nie przychodził do ich domu. Chłopiec, mimo tego zakazu, nadal pojawiał się pod ich domem. Miał kopać w drzwi i krzyczeć. Po kilku godzinach Sean wezwał policję.
To właśnie od tej sytuacji miała rozpocząć się interwencja, która zakończyła się hospitalizacją Wojtka. Do domu Polaków przyszedł 1 policjant. Było to zaskakujące, jak twierdzi Pani Angelika, „bo policjanci zwykle chodzą parami, tym bardziej że było już po godzinie 22”.
W pewnym momencie chłopiec został zabrany do radiowozu. Był bosy. Policjant nie zgodził się na założenie butów czy skarpet. Matka próbowała zapobiec zatrzymaniu i w efekcie została po chwili zakuta w kajdanki.
Na miejsce przyjechały kolejne radiowozy, a ostatecznie w całej interwencji uczestniczyło około 10–12 funkcjonariuszy. Na ulicę wyszli brytyjscy sąsiedzi broniąc Polaków. Na koniec na miejsce przyjechała uzbrojona jednostka policji. Funkcjonariusze mieli broń palną, mimo że na miejscu znajdowały się dzieci. „Nie wiedziałem, o co chodzi. Ja naprawdę podczas tej interwencji się bałem” – wspomina Pan Karol.
Jak już wcześniej wspominaliśmy, w czasie interwencji Pani Angelika została zakuta w kajdanki. Rodzina twierdzi, że kobieta została następnie szarpana przez jednego z funkcjonariuszy. Jej mąż twierdzi, że policjant kilkukrotnie próbował przewrócić ją na ziemię, szarpiąc za skute kajdankami ręce.
Według jego relacji sytuację obserwowały ich dzieci, które krzyczały, aby policjant przestał. Dodał: „Wszystko działo się na oczach dzieci, zarówno naszych, jak i innych dzieci z sąsiedztwa”.
W tym samym czasie Wojtek został zabrany przez policję. Ojciec twierdzi, że nie otrzymał żadnej informacji, dokąd funkcjonariusze zabierają jego syna. Postanowił więc pojechać za radiowozem. Policja zablokowała jego samochód więc pojechał z sąsiadem. Kiedy w końcu zobaczył Wojtka, chłopiec był już bardzo zdenerwowany i płakał. „Jak go odbierałem, to dziecko było przestraszone i zapłakane” – mówi Pan Karol.
Według relacji ojca Wojtek powiedział, że jeden z policjantów wykręcał mu rękę. „Ten policjant o numerze służbowym 1301 wykręcił Wojtkowi rękę tak mocno, że aż złamał mu nadgarstek” – twierdzi Pan Karol. Droga do szpitala, która zwykle zajmuje zaledwie kilka minut, tym razem trwała pół godziny, ponieważ samochód został zatrzymany przez policję i poddany szczegółowej kontroli. Cierpiące dziecko nie tylko nie otrzymało od funkcjonariuszy żadnej pomocy, ale dodatkowo zostało pozbawione możliwości szybkiego dotarcia do szpitala i uzyskania pomocy medycznej.
W końcu Wojtek otrzymał gips na prawą rękę. Lekarze przewidują, że będzie musiał go nosić przez 6 tygodni a potem czeka go długa rehabilitacja.
Pan Karol twierdzi, że posiada kilka nagrań dokumentujących przebieg całej interwencji. „Ja mam jeszcze cztery inne filmy. Każdą jedną sekundę interwencji mam nagraną” – mówi. Rodzina chce, aby wszystkie materiały zostały dokładnie przeanalizowane i aby wyjaśniono, czy podczas interwencji policja działała zgodnie z procedurami.
Rodzina podjęli już kroki mające na celu wyjaśnienie sprawy i – jak poinformował nas ojciec chłopca – w sprawę zaangażowany został prawnik. Dla rodziny najważniejsze jest teraz zdrowie Wojtka oraz odpowiedź na pytanie, dlaczego agresywna interwencja wobec 13-letniego chłopca zakończyła się jego pobytem w szpitalu i złamaną ręką.
Przedstawiona historia opiera się na relacji rodziców chłopca oraz materiałach, które przekazali redakcji British Poles. Zarzuty dotyczące prawidłowości działania policji wymagają niezależnego wyjaśnienia przez odpowiednie organy. Będziemy na bieżąco informować o dalszym rozwoju sprawy.
Maria Byczynski
Zdjęcia: Karol Krysiński




