Samorząd Polonii: czas na reprezentację wybraną przez samych Polaków, a nie mianowaną z góry

Niedawno prof. Arkady Rzegocki napisał: „Setki milionów złotych rocznie wydaje polskie państwo na współpracę z Polonią. To kwota poważna, a jednak nie o pieniądze toczy się tu spór. Moja teza jest prosta: mamy jeden z największych zasobów strategicznych, jakim dysponuje Rzeczpospolita, i zarządzamy nim w sposób rozproszony, nieczytelny i poniżej jego potencjału. Da się to naprawić, bez rewolucji i bez dosypywania miliardów.”

Uważam dokładnie tak samo, ale mam nieco inną receptę na poprawę sytuacji. Zaznaczam, że moim zamiarem nie jest forsowanie jakiegoś osobistego pomysłu. Chodzi o coś znacznie ważniejszego: wzbogacenie istniejących struktur polonijnych o prawdziwy element samorządowy i danie Polonii reprezentacji, którą sama wybiera.

Pewnym impulsem do refleksji nad tym problemem była Rada Polonii przy Prezydencie RP. Z dobrych, zaufanych i rzetelnych źródeł wiem, że jej skład – w skali całego świata – jest straszliwie nierówny. Są gwiazdy, świetni działacze, ale są też miernoty, a nawet osoby poddane środowiskowemu ostracyzmowi. To nieunikniony skutek systemu, w którym członków się mianuje.

Podobnie jest z konsulami honorowymi – też mianowanymi i odwoływanymi przez władzę państwową.

Istotą mojej propozycji, w jakiejkolwiek ostatecznej formie, jest dodanie do tej układanki przedstawicieli wybranych przez samą Polonię. Taki reprezentant byłby niezależny od władzy państwowej, zależny od swoich wyborców, a jednocześnie skazany na współpracę z jednymi i drugimi. System ten sprzyjałby patriotycznemu profesjonalizmowi, a nie politycznej plemienności.

Na świecie funkcjonują różne modele współpracy państwa z diasporą jego narodu. Najczęściej przybierają one postać prawa udziału w wyborach krajowych, zarezerwowanych miejsc parlamentarnych (m.in. Francja, Włochy, Portugalia, Chorwacja) lub sieci organów doradczych i struktur konsularnych. Występują również rozwinięte formy samorządności lokalnej społeczności diasporowych – gminy wyznaniowe, federacje organizacji etnicznych oraz rady konsultacyjne powoływane przez władze kraju pochodzenia.

Model żydowski należy do najbardziej rozwiniętych: lokalne gminy żydowskie posiadają własne struktury samorządowe (zarządy, szkoły, synagogi, organizacje charytatywne). World Jewish Congress to organizacja reprezentująca społeczności żydowskie z wielu krajów, zajmująca się dialogiem z rządami i ochroną interesów diaspory. Jewish Agency for Israel łączy Izrael z diasporą poprzez edukację, kulturę i wysyłanie emisariuszy (shlichim) do społeczności na świecie; wspiera też partnerstwa między miastami i regionami.

W przypadku Polski istnieją elementy tej infrastruktury: sieć placówek konsularnych, wyspecjalizowana komisja senacka oraz liczne organizacje polonijne. Brakuje jednak trwałego, legitymizowanego samorządu o charakterze publicznoprawnym, który systematycznie łączyłby społeczności poza granicami kraju z instytucjami państwa. Dotychczasowe mechanizmy mają charakter fragmentaryczny i w znacznej mierze zależą od bieżącej polityki rządowej. Skala polskiej diaspory (szacowana na 15–20 mln osób) uzasadnia poszukiwanie rozwiązań o większym stopniu instytucjonalizacji.

Proponuję więc powołanie Samorządu Polonii Światowej oraz instytucji Starostów Polonijnych. To nie kolejny organ doradczy tworzony odgórnie. To konstrukcja publicznoprawna, lecz nie terytorialna w klasycznym sensie. Podstawową jednostką staje się Starosta Polonijny – wybieranyprzedstawiciel konkretnej społeczności lub obszaru. Kolegium Starostów tworzy Radę Starostów Polonijnych, organ samorządowo-doradczy przy Prezydencie RP lub przy Senacie.

Starosta miałby kompetencje przede wszystkim opiniodawczo-doradcze, ale z realnym udziałem w procesach decyzyjnych:

• udział w charakterze organu opiniodawczego w postępowaniach dotyczących przywracania lub nadawania obywatelstwa polskiego osobom polskiego pochodzenia,

• formułowanie rekomendacji w zakresie rozdziału środków publicznych i grantów przeznaczonych na działalność polonijną (edukacja, kultura, media, działalność społeczna),

• stała współpraca z konsulami zawodowymi i honorowymi w zakresie diagnozowania potrzeb społeczności oraz organizacji działań administracyjnych i wyborczych,

• reprezentowanie interesów lokalnej Polonii wobec instytucji państwa przyjmującego (w uzgodnieniu z placówką dyplomatyczną) oraz wobec organów Rzeczypospolitej,

• prawo inicjatywy w zakresie wniosków i opinii kierowanych do organów państwa oraz monitoring realizacji programów wspierających Polonię.

Tu pojawia się kluczowa przewaga. Starosta – reprezentując pokaźną grupę obywateli państwa przyjmującego – może sobie pozwolić na znacznie więcej niż ambasador czy konsul. Może wejść w konflikt z lokalnymi władzami nawet wbrew zaleceniom swojej władzy państwowej. Trochę jak generał Żeligowski. Model dobrego i złego policjanta. Jestem przekonany, że taka reprezentacja ogromnie zwiększyłaby siłę głosu polskiej mniejszości w różnych krajach świata. Dużo lepiej teżsłużyłaby realizacji interesów państwa polskiego za granicą.

Podział na okręgi starościńskie musi cechować się elastycznością, dostosowaną do rzeczywistego rozmieszczenia polskiej diaspory. Możliwe warianty obejmują model demograficzny (jeden Starosta na określoną liczbę zarejestrowanych osób), regionalny, krajowy lub mieszany. Rejestr osób uprawnionych do udziału w wyborach prowadzony byłby przez placówki konsularne. Łączna liczbaStarostów na świecie mogłaby kształtować się w przedziale 20–80.

Wybory Starostów odbywałyby się równolegle z wyborami do Sejmu i Senatu, z wykorzystaniem istniejącej infrastruktury. Dopuszczalne systemy: większościowy jednomandatowy, z wymogiem bezwzględnej większości, proporcjonalny w okręgach wielomandatowych lub mieszany.

Głosowanie osobiste, korespondencyjne oraz – po zapewnieniu odpowiednich zabezpieczeń –elektroniczne.

Sposób wyboru powinien świadomie ciąć po skrzydłach: eliminować skrajności i dawać głos ludziom środka. W ten sposób można wreszcie zacząć rozwiązywać odwieczne konflikty w rodzaju słynnych w Londynie: POSK kontra Ognisko, POSK1 kontra POSK2 czy Ognisko1 kontra Ognisko2. Żadna z tych koterii nie dałaby rady wygrać Starosty bez współpracy z kimś jeszcze.

Do rozważenia pozostaje wybór Starosty Seniora w danym kraju oraz wybór przez Radę Starostów 101. Senatora Polonii Światowej (w Senacie RP jest 100 senatorów – przyp. red.), osoby uprawnionej do głosu doradczego, bez prawa głosu decydującego. Konstrukcja ta zachowuje konstytucyjną równowagę polityczną oraz podkreśla samorządowy charakter instytucji.

Samorząd Polonii nie stanowi nowego szczebla władzy publicznej i nie narusza konstytucyjnego systemu organów państwa. Działanie Starostów i Rady opiera się na zasadzie kadencyjności zsynchronizowanej z kadencją Sejmu. Finansowanie ogranicza się do niezbędnych kosztów funkcjonowania. Zapewniona jest jawność działań oraz mechanizmy odpowiedzialności.

To pomysł surowy, wymagający poważnego szlifowania i przetłumaczenia na język ustawy sejmowej. Ale coś w tej sprawie trzeba robić. To, co mamy obecnie, jest głęboko niesatysfakcjonujące.Proponowana konstrukcja łączy doświadczenia innych państw w zakresie organów doradczych diaspory oraz struktur samorządowych społeczności emigracyjnych – w tym szczególnie rozwiniętego modelu żydowskiego – z elementami polskiej tradycji samorządowej. Zapewnia legitymizowane przedstawicielstwo Polonii, usprawnia współpracę z aparatem konsularnym i centralnym, a jednocześnie unika upolitycznienia i naruszenia równowagi konstytucyjnej.

Ustawa o Samorządzie Polonii mogłaby stanowić trwałą podstawę normatywną partnerskich relacji między Rzecząpospolitą Polską a jej światową wspólnotą. Umożliwi znaczący wzrost znaczenia Polonii w krajach przyjmujących i wykorzystanie tej siły w realizacji polityki Państwa Polskiego.

Czas przestać mianować. Czas pozwolić Polonii wybrać.

Dr Krzysztof Magier, sierpień 2026

Zobacz również

Verified by MonsterInsights