Witold Roman Starża-Kopytyński: „Nasze sto lat”

Założony w 1926 roku Związek Polaków w Argentynie powstał w Buenos Aires jako federacja kilkunastu towarzystw polonijnych, by scalić życie organizacyjne około 150-tysięcznej Polonii. Do dziś jest centralną organizacją argentyńskiej społeczności polskiej, zrzeszającą lokalne stowarzyszenia i prowadzącą Dom Polski w stolicy.

Z tej okazji Przewodniczący Związku, Witold Roman Starża-Kopytyński, wygłosił przemówienie będące hołdem dla wielu pokoleń Polaków, którzy budowali polską wspólnotę w Argentynie, zachowując język, kulturę, tradycję i pamięć o Ojczyźnie. Jednocześnie jest to refleksja nad odpowiedzialnością za przyszłość – za przekazanie kolejnym pokoleniom dziedzictwa pozostawionego przez przodków oraz dalsze umacnianie więzi między Polską i Argentyną.

Pan Witold zgodził się na udostępnienie swojego przemówienia wraz z pozdrowieniami dla Polonii brytyjskiej i czytelników portalu British Poles.

Poniżej publikujemy całą treść przemówienia.

 

„Sto lat.

Powiedzieć „sto lat” to powiedzieć „czas”, ale także „ciągłość”.

To mówić o obecności, która nigdy nie została przerwana, o głosie, który nigdy nie zgodził się na milczenie, o płomieniu, który przechodził z rąk do rąk i nigdy nie zgasł.

Nasze sto lat to pamięć i świadectwo. To przekaz i dziedzictwo.

To historia kobiet i mężczyzn, którzy z dala od swojej Ojczyzny potrafili nadal być Polakami. Polakami, którzy wypełniali swoje polskie obowiązki — nie tylko słowem, lecz całym swoim życiem.

Byli to Polacy, którzy się przesiedlili.

Nie wyrwali swoich korzeni, aby o nich zapomnieć — zabrali je ze sobą.

Przenieśli je na inną ziemię, zapuścili w nowej glebie i na nowych fundamentach wznieśli swoje domy, rodziny, instytucje i wspólnoty. Przywieźli ze sobą swoje przekonania, tradycje, język, wiarę i pamięć. I pośród nowej rzeczywistości potrafili zachować to, co stanowiło o ich tożsamości.

Tak rozpoczęła się nasza historia.

Historia zbudowana z cichych poświęceń i gestów, które często nie zostały zapisane w księgach.

Polacy, którzy uprawiali ziemię.

Polacy, którzy wytyczali drogi.

Polacy, którzy wznosili domy.

Polacy, którzy przywieźli ze sobą swoją wiedzę i swoje rzemiosła.

Polscy technicy, którzy dotarli aż na południowy kraniec Argentyny i uczestniczyli w wierceniu pierwszych szybów naftowych.

Osadnicy, którzy stawiali czoła dżungli, puszczy, odległości i samotności. Kobiety i mężczyźni, którzy uczynili z obcej ziemi własną ziemię — nie dlatego, że przestali kochać Ojczyznę, którą pozostawili za sobą, lecz dlatego, że zrozumieli, iż można służyć Ojczyźnie także z daleka.

A byli też tacy, którzy kiedy Ojczyzna ponownie wezwała ich z oddali, nie zawahali się.

Kiedy na tamtej odległej ziemi rodacy ponownie chwycili za broń, byli Polacy z Argentyny, którzy stali się żołnierzami.

Zaciągali się jako ochotnicy.

Bo są w życiu narodu takie chwile, w których odległość nie jest w stanie zgasić poczucia obowiązku.

I byli tacy, którzy zrozumieli, że można żyć daleko od Polski, ale Polska nigdy nie może być daleko od serca Polaka.

Być może nikt nie wyraził piękniej tej więzi między tymi, którzy przybyli, a ziemią, która ich przyjęła, niż Zelmira de la Torre de Quadri, która w 1937 roku, po poznaniu polskich osadników w Apóstoles, napisała:

„Kiedy przybyłam do Apóstoles, znalazłam się wśród ludzi, którzy byli dla mnie obcy. Lecz kiedy zbliżyłam się do nich i poznałam ich jako dobrych, życzliwych, szlachetnych i gościnnych, a przede wszystkim jako miłujących naszą ziemię i szanujących nasze prawa, wtedy przestałam czuć się obca. Kiedy przemierzyłam ich gospodarstwa, poznałam ich zmagania i zajrzałam w ich dusze, ukształtowane przez odwagę, wtedy poczułam się z nimi zjednoczona w wysiłku, który na odległość i w przestrzeni prowadzi do jedności, aby stać się namacalną rzeczywistością i który potrafi sprawić, że kwiaty wyrastają nawet na kamieniach. Zdobyli tę moją ziemię największą siłą na świecie: siłą pracy. To oni zraszali te puszcze potem swoich czół, aż sprawili, że zakwitły złotymi kłosami.”

Oto cała definicja emigracji.

Nie przez to, co otrzymała, lecz przez to, co ofiarowała.

Nie przez to, czego zażądała od tej ziemi, lecz przez to, co potrafiła jej dać.

Potem przyszło następne pokolenie.

Po wojnie przybyli nowi Polacy — ci z emigracji i wygnania.

Przybyli z sercem wciąż zwróconym ku zniszczonej Ojczyźnie. Wielu przybyło, marząc, że pewnego dnia powróci. Inni zostali uwięzieni na zawsze na emigracji.

I oni również musieli nauczyć się tej trudnej sztuki rozpoczynania życia od nowa.

Zapuścili korzenie.

Założyli swoje domy.

Stworzyli nowe rodziny.

Na nowo zbudowali swoje życie.

A kiedy wydawało się, że historia zakończyła już stawianie przed nimi kolejnych wymagań i poświęceń, odpowiedzieli również na wezwanie tego polskiego Papieża, który z Warszawy wypowiedział słowo mające przekroczyć granice i pokolenia: „Nie lękajcie się!”

I Polacy ponownie uwierzyli.

Ponownie podnieśli głowy.

Ponownie spojrzeli w stronę Polski.

Przez te sto lat byliśmy głosem, wołaniem i świadectwem.

Ale wspólnota nie żyje wyłącznie wspomnieniami.

Wspólnota potrzebuje się organizować, spotykać, rozpoznawać siebie nawzajem i wspólnie pracować.

Dlatego też, z inicjatywy kilkunastu stowarzyszeń, w 1926 roku postanowiono utworzyć Unię Polaków.

Unia powstała po to, aby być reprezentacją i rzecznikiem polskiej wspólnoty zamieszkałej w Argentynie.

Powstała po to, aby zachować naszą tożsamość kulturową.

Powstała po to, aby pomagać naszym rodakom.

Powstała po to, aby towarzyszyć tym, którzy przybywali, wyciągać rękę do tych, którzy rozpoczynali nowe życie, i podtrzymywać — mimo dzielącej nas odległości — więź z Polską.

I od tamtej chwili, pokolenie po pokoleniu, Unia budowała dzieło, które nie należy do jednej epoki ani do jednego pokolenia.

Należy do nas wszystkich.

Już w 1922 roku narodził się głos, który miał towarzyszyć nam przez całą tę drogę: La Voz de Polonia.

Tygodnik, który stał się oficjalnym organem Unii i który, przechodząc przez dziesięciolecia, rządy, wojny, emigracje i przemiany, dotrwał do naszych czasów.

Bo wspólnota, która zachowuje swój głos, zachowuje również część swojej pamięci.

Historia nadal się rozwijała.

Dołączały nowe organizacje.

Harcerstwo, które w ubiegłym roku obchodziło dziewięćdziesięciolecie swojego istnienia.

Stowarzyszenia z Santa Fe, z Kordoby i z Buenos Aires.

Stowarzyszenie Kombatantów.

Nasz Balet, który w ubiegłym roku obchodził siedemdziesiąt pięć lat działalności.

I tak wiele innych instytucji, które uczyniły z naszej wspólnoty żywą rzeczywistość.

Wśród nich instytucje będące prawdziwymi strażnikami naszej pamięci i naszej kultury:

Biblioteka Domeyki, Chór im. Fryderyka Chopina, Polskie Ośrodek Młodzieżowe w Burzaco, które osiąga dziś pięćdziesiąt lat swojego istnienia.

Stu lat nie buduje się wyłącznie wielkimi wydarzeniami.

Buduje się je również próbami, spotkaniami, lekcjami języka, pieśniami, tańcami, książkami, uroczystościami, pielgrzymkami, rodzinnymi rozmowami i dziećmi, które uczą się polskiego słowa z ust swoich dziadków.

Buduje się je za każdym razem, gdy ktoś postanawia przekazać drugiemu to, co sam otrzymał.

Bo właśnie tam zaczyna się prawdziwe dziedzictwo:

w chwili, kiedy to, co otrzymaliśmy, przestaje być jedynie pamięcią, a staje się przekazem.

Nasza wspólnota potrafiła również być obecna w najważniejszych momentach historii Polski.

W roku 1966 obchodzimy tysiąclecie chrztu Polski.

Przyjęliśmy naszego polskiego Papieża w 1987 roku.

Przyjęliśmy Polski Rząd na Uchodźstwie w 1988 roku.

Uczestniczyliśmy w pierwszych częściowo wolnych wyborach w czerwcu 1989 roku, kiedy Polska zaczynała odzyskiwać drogę ku swojej wolności.

W 1995 roku przyjęliśmy Lecha Wałęsę, już jako Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej.

Byliśmy świadkami przemieniającej się Polski.

Polski, która ponownie powstawała.

Polski, która odzyskiwała swój głos.

Nasza wspólnota chciała tam być.

Bo odległość geograficzna nigdy nie oznaczała odległości duchowej.

Również tutaj pracowaliśmy, aby Argentyna uznała wkład Polaków w rozwój tej ziemi.

Tak stało się w przypadku ustanowienia przez Kongres Narodowy, na mocy ustawy 24.601 z 1995 roku, 8 czerwca Dniem Polskiego Osadnika.

Także poprzez obecność polskiej pamięci w przestrzeni publicznej Argentyny, czego przykładem jest pomnik Świętego Jana Pawła II, znajdujący się przed Biblioteką Narodową.

Bo wspólnota nie powinna jedynie pamiętać o swojej historii we własnym gronie.

Powinna również sprawiać, aby ta historia była widoczna na zewnątrz.

I jest takie miejsce, w którym raz w roku wszystkie te historie zdają się spotykać:

Luján.

Tam, obok Matki Bożej z Luján, znajduje się również nasza Matka Boża Częstochowska, Królowa Polski.

Tam modlimy się razem.

Tam składamy nasze troski, nasze nadzieje i naszą wdzięczność.

Być może nie istnieje głębszy obraz naszej historii niż właśnie ten: dwie ziemie, dwa sanktuaria, dwa wezwania jednej Matki, połączone krokami wspólnoty, która nauczyła się żyć pomiędzy dwiema Ojczyznami, nie przestając żadnej z nich kochać i żadnej służyć.

Bo być Polakiem w Argentynie nigdy nie oznaczało wybierać pomiędzy Polską a Argentyną.

Oznaczało nauczyć się służyć, kochać i budować w obu.

W ostatnich latach nasza działalność dążyła również do pogłębiania wiedzy.

Wzmocniliśmy działalność akademicką poprzez porozumienia z Universidad del Salvador oraz z Katolickim Uniwersytetem Lubelskim.

Organizowaliśmy kursy historii i kultury Polski.

Bo wiemy, że tożsamość, która nie zna swojej historii, może łatwo stać się jedynie nostalgią.

A my nie chcemy nostalgii. Chcemy pamięci. Nie chcemy patrzeć wyłącznie wstecz.

Chcemy patrzeć w przyszłość, zabierając ze sobą wszystko to, co otrzymaliśmy.

Bo dzisiaj nie jesteśmy tutaj jedynie po to, aby świętować sto lat.

Jesteśmy tutaj, aby przyjąć odpowiedzialność.

Odpowiedzialność za to, by nie pozwolić zgasnąć płomieniowi, który zapalili inni.

Odpowiedzialność za to, że otrzymaliśmy pochodnię i że będziemy musieli przekazać ją dalej.

Naszym poprzednikom jesteśmy winni wdzięczność.

Tym, którzy przybyli jako pierwsi, tym, którzy uprawiali ziemię, tym, którzy budowali instytucje, tym, którzy bronili Polski, tym, którzy przechodzili przez wojny i wygnania, tym, którzy uczyli swoje dzieci języka, który zdawał się zanikać, tym, którzy zachowali pieśń, modlitwę, sztandar, książkę, fotografię, rodzinną historię.

Wszystkim im mówimy: dziękujemy.

Dziękujemy, ponieważ zrozumieli, że naród nie znika wtedy, gdy jego dzieci przekraczają granicę.

Naród znika dopiero wtedy, gdy jego dzieci przestają o nim pamiętać, przestają go kochać i przestają go przekazywać następnym pokoleniom.

A my jesteśmy tutaj, aby powiedzieć, że o nim nie zapomnieliśmy.

Jesteśmy tutaj, aby powiedzieć, że płomień wciąż płonie.

Jesteśmy tutaj, aby powiedzieć, że głos wciąż trwa.

Sto lat później nadal jesteśmy częścią tej samej historii.

Historii tych, którzy przybyli.

Historii tych, którzy pozostali.

Historii tych, którzy nigdy nie mogli powrócić.

Historii tych, którzy urodzili się tutaj i odkryli, że również mogą nazywać Ojczyzną ziemię swoich rodziców i dziadków.

Sto lat później nadal jesteśmy obecni.

Dlatego, patrząc na rozpoczynające się stulecie, nie możemy pytać jedynie o to, co otrzymaliśmy.

Musimy zapytać, co przekażemy.

Jaką pamięć odnajdą nasi wnukowie?

Co pozostanie po nas, kiedy nasze imiona przestaną być wypowiadane?

Odpowiedź nie jest jeszcze napisana.

Napiszemy ją my.

Swoją pracą. Swoją jednością. Swoją kulturą. Swoim językiem. Swoją wiarą. Swoim zaangażowaniem. Swoją wolą, aby nadal być godnymi tych, którzy byli przed nami.

Otrzymaliśmy od nich pochodnię, którą będziemy musieli przekazać dalej, nie pozwalając jej zgasnąć.

Niech nigdy nie zabraknie głosu, który powie: Polska.

Niech nigdy nie zabraknie ręki, która zbuduje most między Polską a Argentyną.

Niech nigdy nie zabraknie dziecka, które ponownie nauczy się polskiego słowa.

Niech nigdy nie zabraknie mazurka Chopina.

Niech nigdy nie zabraknie bieli i czerwieni.

Niech nigdy nie zabraknie Matki Bożej Częstochowskiej, która będzie nam towarzyszyć.

I nie zapominajmy nigdy, że te sto lat nie jest końcem historii.

To zaledwie pierwszy rozdział następnych stu lat.

Dlatego, dziękując tym, którzy byli przed nami, i mocno postanawiając być godnymi ich dziedzictwa oraz kontynuować drogę, którą nam wyznaczyli, powierzamy naszą przyszłość Najświętszej Maryi Pannie: Matce Bożej z Luján, która przyjęła nas na tej ziemi, oraz Matce Bożej Częstochowskiej, Królowej i Matce Polski, która przez wieki towarzyszyła naszemu narodowi.

Niech za sto lat, kiedy nowe pokolenia Polaków w Argentynie zgromadzą się, aby wspominać ten dzień, będą mogły powiedzieć o nas to samo, co my dziś mówimy o tych, którzy byli przed nami:

że otrzymaliśmy pochodnię, utrzymaliśmy ją płonącą i potrafiliśmy przekazać ją dalej.

Nasze sto lat.

Tym, którzy byli.

Tym, którymi jesteśmy.

I tym, którzy nadejdą.

Niech żyje Polska!”

Zobacz również

Verified by MonsterInsights