O tym, że Jim Auton był ciężko chory wiedzieliśmy od dawna. Lekarze nie dawali mu żadnej nadziei więc Jim spędził ostatnie miesiące życia w domu, otoczony opieką swojego przyjaciela Paula Tricketta. Jim nie miał żadnej rodziny. Jego rodzeństwo dawno zmarło a ukochana żona Peggy, która miała 19 lat w momencie ślubu, odeszła kilka lat temu. Jim zmarł 18 stycznia w wieku 95 lat. Dlatego też Polonia zmobilizowała się niesłychanie, by uhonorować Jima za Jego niezwykłe bohaterstwo i towarzyszyć Mu w ostatniej drodze.

Jim Auton to bohaterski lotnik, który w 1944 roku pod niemieckim ostrzałem, dokonał zrzutów nad walczącą Warszawą. Była to misja niemal samobójcza. 76 lat temu (13-14 sierpnia 1944 r.) Jim i jego załoga odbyli pierwszy lot do Warszawy, aby zrzucić dla polskiego ruchu oporu 12 kontenerów z bronią, amunicją, sprzętem medycznym oraz materiałami wybuchowymi.

Podczas odprawy przed startem dowódca polskiej eskadry z pasją prosił lotników RAF-u o pomoc: „Przez 13 dni Polacy walczą, jeśli im nie pomożecie, to umrą” – mówił. Do tego czasu dziesiątki tysięcy bezbronnych mężczyzn, kobiet i dzieci były masakrowane przez Niemców w odwecie za Powstanie.
Jim i jego załoga decydują, że bez względu na to, co się stanie, dostarczą swój cenny ładunek w wyznaczonej strefie zrzutu. Ich B-24 wystartował z Włoch, uniknął niemieckiej obrony przed Jugosławią, Węgrami i Czechosłowacją. Nad Polską musieli unikać zarówno niemieckich i rosyjskich nocnych myśliwców, jak i ostrzałów przeciwlotniczych. Warszawa płonęła, a załoga była świadkiem kolejnego zestrzelonego przed nimi samolotu RAF-u, ale wbrew wszelkim przeciwnościom spędziła 50 minut na okrążaniu miasta, aż Jim był w stanie zlokalizować strefę zrzutu i zwolnić kontenery.
Dwie noce później znów wrócili do piekła Warszawy.

Jim nigdy nie zapomniał o odwadze Polaków. Napisał książkę o tym, jak źle potraktowano Polaków po wojnie, założył organizację charytatywną, która zarówno wspierała finansowo polskich weteranów, w tym bohaterów Dywizjonu 303 i spadochroniarzy SOE, ale także dostarczała najnowszy sprzęt medyczny do polskich szpitali. Nagłośnił informację, że wielu Polaków, którzy wspomagali brytyjskie jednostki podczas konfliktu, zostało zabitych lub uwięzionych przez władze komunistyczne. Twierdził, że po zapewnieniu zwycięstwa nad nazistowskimi Niemcami rządy brytyjski i aliancki zdradziły Polaków, którzy tak dzielnie służyli sprawie i wnieśli tak znaczący wkład w aliancki wysiłek wojenny. Opisał to wszystko w książce „The secret betrayal of Britain’s wartime allies”. Książka jest do kupienia tutaj. Za swoją wojenną odwagę otrzymał 19 medali z różnych krajów, w tym z Francji, Polski i Czechosłowacji oraz Order Imperium Brytyjskiego (MBE) od księcia Karola.

Opiekun Jima Paul Trickett powiedział portalowi British Poles: „Jim nie ma żadnej rodziny, dlatego tak ważna jest Wasza obecność”. Jak wszyscy świetnie wiemy, na Polaków można liczyć. Dziś tj. 6 lutego w kościele św. Marii Magdaleny w Newark zebrało się ponad 400 osób, by pożegnać Jima.

Pogrzeb rozpoczął się od niezwykle uroczyście. Tłum czekał, aż trumna zostanie wniesiona przez żołnierzy RAF do środka. Zgromadzonym towarzyszyła honorowa warta z licznymi, również polskimi, sztandarami.

W czasie Mszy św. wysłuchaliśmy kilku niezwykłych przemówień: kazania księdza odprawiającego mszę żałobną, wspomnienia o Jimie pióra Paula Tricketta i wystąpienia polskiego konsula generalnego Leszka Rowickiego, który odczytał list ambasadora RP Arkadego Rzegockiego i dodał od siebie kilka wzruszających słów.

Następnie udaliśmy się wszyscy na cmentarz. Newark-on-Trent to jeden z największych polskich cmentarzy w Wielkiej Brytanii, a jednocześnie największy polski cmentarz lotniczy na świecie. Spoczywa na nim łącznie 351 lotników Polskich Sił Powietrznych. Są to przede wszystkim groby lotników z jednostek bombowych: 300 Dywizjonu „Ziemi Mazowieckiej”, 301 Dywizjonu „Ziemi Pomorskiej”, 304 Dywizjonu „Ziemi Śląskiej” oraz 305 Dywizjonu „Ziemi Wielkopolskiej”. Poza lotnikami na cmentarzu pochowano Naczelnego Wodza, gen. Władysława Sikorskiego (jego szczątki w 1993 r. zostały ekshumowane i przeniesione do krypty pod Katedrą św. Stanisława i Wacława na Wawelu w Krakowie) oraz trzech prezydentów Rządu RP na uchodźstwie: Władysława Raczkiewicza, prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej w latach 1939-1947, Augusta Zaleskiego, prezydenta RP na uchodźstwie w latach 1947-1972 oraz Stanisława Ostrowskiego, prezydenta RP na uchodźstwie w latach 1972-1979.

Jim został pochowany zaledwie kilka kroków od pomnika Warsaw Air Bridge na cmentarzu Newark (znajdującym się za dawnym grobem generała Sikorskiego). Jim, o czym mało Rodaków dzisiaj tu żyjących wie, zbudował ten pomnik w 1989 roku.

To pomnik, który ma upamiętnić i uczcić lotników wszystkich narodowości, którzy stracili życie podczas lotów ze zrzutami zaopatrzenia dla Armii Krajowej podczas Powstania Warszawskiego w 1944 roku.

Pożegnaliśmy Jima modlitwą i śpiewem. Złożyliśmy wieńce, kwiaty i zapaliliśmy znicze. Cały czas towarzyszył nam wierny pies Jima – Lester.

Po pogrzebie wszyscy pojechaliśmy do klubu RAF, do którego Jim uwielbiał przychodzić na piwo. Paul Trickett przygotował wystawę dla Jima składającą się z Jego fotografii, książek i pamiątek rodzinnych.

Nie zabrakło flagi polskiej z symbolem Powstania Warszawskiego i… kufla ulubionego piwa Jima!

Dziękujemy Ci Jim za oddanie Polsce i niezwykłe bohaterstwo!
Maria Byczynski
Zdjęcia: British Poles, Paul Trickett, Facebook Jima Autona