18 kwietnia swoje 100. urodziny obchodzi podporucznik Jan Stangryciuk – Black, jeden z nielicznych żyjących polskich lotników walczących z Niemcami w obronie brytyjskiego nieba, tylny strzelec pokładowy w składzie 300 Dywizjonu Bombowego „Ziemi Mazowieckiej”.

Pan Jan urodził się w Chełmie, ale w wieku 8 lat wyemigrował z rodziną do Argentyny. Był wychowany w patriotyczny sposób i już jako młody chłopak marzył o wstąpieniu do Polskich Sił Zbrojnych.

W wieku 19 lat (w 1942 roku) przybył statkiem do Belfastu, gdzie wkrótce zaczął brać udział w pierwszych lotach treningowych.

W czasie jednego jednego z takich lotów Pan Jan przeżył katastrofę. Gdy próbował wydostać się z płonącego samolotu, ten eksplodował. Pan Jan odniósł poważne uszkodzenia ciała, głównie twarzy. W szpitalu został poddany eksperymentalnej terapii dr Archibalda McIndoe, o którym mówił po latach: „Dziękuję Bogu za tego człowieka. Na początku zoperował moje ręce. Gdyby nie on, straciłbym władzę w palcach. To nie był jednak koniec męczarni. Zrekonstruował moją twarz. Przede wszystkim nos, uszy i policzki. Byłem w grupie szczęściarzy. Wielu chłopaków straciło ręce, uszy, a nawet oczy. Ja przeszedłem ponad dwadzieścia operacji.”

Po takich przejściach piloci zwykle nie wracają do latania, ale Pan Jan nie poddał się. Powiedział swojemu dowódcy: „Panie pułkowniku, ja się szkoliłem, by latać i chcę latać!”

W latach 1944-45, jako tylny strzelec Dywizjonu 300, wziął udział w osiemnastu misjach nad terytorium Niemiec. Pytamy Pana Jana o rolę tylnego strzelca: „Tylny strzelec ma do dyspozycji 4 karabiny maszynowe. Myśliwce atakują bombowce z tyłu. Tylny strzelec broni swojego samolotu i przez interkom informuje pilota, jakie uniki wykonać, by Niemiec nie złapał go w celownik. To on wtedy rzuca tego Lancastera w lewo i w prawo, by uniknąć zestrzelenia. Ja starałem się strzelać do Niemca, ale niemieckie myśliwce miały większy zasięg. Dobrze, jak są bomby zrzucone, bo jak jest pełen ładunek, to uniki są bardzo trudne.”

Lotnicy, którzy przeszli poparzenia, należeli do klubu „Guinea Pig”, który otoczony jest niezwykłym szacunkiem za pełną poświęcenia służbę krajowi. Członkowie tego klubu zostali zaproszeni przez Brytyjczyków na słynną Paradę Zwycięstwa 8 czerwca 1946 roku. Pan Jan był JEDYNYM POLAKIEM, który wziął udział w tej uroczystości. Powiedział portalowi British Poles: „Ja byłem jedynym Polakiem, który maszerował. Jeden jedyny Polak. Dla mnie to było straszne, że Anglicy bali się Rosjan i nie zaprosili Polaków. Niemcy bombardowali Londyn, by załamać moralność Anglików i potem mieli już łodzie przygotowane, by przez White Cliff of Dover wylądować tutaj. To byłby koniec. Anglicy wstydzą się prawdę powiedzieć i przyznać, że bez Polaków nie daliby rady pokonać Niemców. Anglicy nie mieli ludzi. Polacy byli asami, byli świetnie wyszkoleni. Dzięki naszej pomocy Londyn został uratowany. Anglicy mieli wielkie uznanie za wygranie wojny, a nam pozostał tylko żal…”

Jan Stangryciuk jest też już ostatnim żyjącym Polakiem należącym do klubu „Guinea Pig”, którego przez lata prezydentem był mąż królowej Elżbiety, książę Filip. Pan Jan powiedział, że „w klubie znajdowali się poparzeni, zeszpeceni lotnicy, często też nerwowo załamani lotnicy, którzy w tym samym szpitalu byli leczeni. To my ponieśliśmy największe straty.”
Pan Jan do dziś bierze bardzo aktywny udział w życiu Polonii brytyjskiej. Jest zapraszany na olbrzymią ilość uroczystości polskich i brytyjskich.
Tradycją jest, że Pan Jan bierze corocznie udział we wrześniowych obchodach organizowanych ku czci poległych polskich lotników pod Pomnikiem Polish War Memorial w Londynie. Warto zapoznać się z naszą relacją (w języku angielskim) z Ceremony of Homage to Fallen Polish Airmen in London.

Pomimo zaawansowanego wieku ppor. Stangryciuk z przyjemnością przyjmuje zaproszenia na uroczystości, chętnie opowiada o czasach wojny, dzieli się swoimi wspomnieniami i mądrością życiową, a jego entuzjazm i radość życia udziela się nam wszystkim.

Tuż przed pandemią Pan Jan wziął udział w „Wigilii dla weterana” w Ognisku Polskim, zorganizowanej przez portal British Poles i Europejskie Forum Wolności, o czym więcej można przeczytać tutaj.

Postanowiliśmy odwiedzić Pana Jana w dniu jego urodzin. Powitał nas w swoim domu jak zwykle bardzo gościnnie, wraz ze swoją przemiłą małżonką Jadwigą. Oboje pokazują dumnie kartkę z życzeniami, która kilka dni temu przyszła od Królowej Elżbiety II.

Pan Jan podzielił się garścią wspomnień z czasów gdy latał na bombowcu Lancaster. Przekazał też wiele cennych wskazówek dla młodych Polaków, przypominając, że miłość do Ojczyzny jest największą wartością.
Zresztą sami posłuchajcie:
Redakcja portalu British Poles składa najlepsze życzenia zdrowia, szczęścia i pogody ducha dla Szanownego Jubilata. 200 lat Panie Janku!
Maria Byczynski
Zdjęcia: British Poles
Zdjęcie główne: Jan Stangryciuk w bunkrze Battle of Britain w podlondyńskim Uxbridge, siedzibie dowódzctwa RAF w czasie II wojny światowej. Obecnie mieści się tam muzeum, w którym m. in. można oglądać stałą ekspozycję poświęconą Polskim Siłom Powietrznym na Wyspach w czasie II wojny światowej.