Brytyjski rząd próbuje ograniczyć “pingdemię”

Działanie aplikacji brytyjskiej służby zdrowia (NHS), która ma na celu śledzenie kontaktów, została w dużym stopniu ograniczona. Jest to reakcja na bezprecedensowe zakłócenie funkcjonowania kraju w obliczu „pingdemii”, gdy setkom tysięcy ludzi kazano izolować się w domu, bo znaleźli się w pobliżu osoby zarażonej koronawirusem.

Aplikacja do śledzenia kontaktów Covid-19 firmy National Health Service wykorzystuje technologię Bluetooth do rejestrowania, czy jej użytkownik kontaktował się z kimś innym posiadającym tę samą aplikację, u którego zdiagnozowano koronawirusa. Aplikacja wysyła wtedy alert z odgłosem “ping”. Dlatego “pingdemią” nazwano falę absencji w pracy osób, które aplikacja wysłała na 10-dniową obowiązkową kwarantannę. Do niedawna aplikacja była używana do rejestracji się w restauracjach i pubach. Od 19 lipca, zwanego „Dniem Wolności” aplikacja nie jest wymagana w lokalach.

W pierwszym tygodniu tego miesiąca aplikacja NHS wysłała “ping” do ponad 500 000 osób w Anglii i Walii, w drugim 620 ooo, co oznacza prawie 17-procentowy wzrost. Od uruchomienia aplikacji na kwarantannę poszły prawie 4 miliony osób.

Pingdemia” w dużym stopniu sparaliżowała działanie gospodarki. W pierwszym etapie izolacji miały podlegać wszystkie wytypowane osoby, nawet te podwójnie zaszczepione. Po kilku dniach niespotykanej absencji w pracy spowodowanej “pingdemią”  brytyjski rząd zdecydował, że wielu kluczowych pracowników nie będzie musiało odbywać kwarantanny, jeśli będą wykonywać w zamian codzienne testy. Są to głównie pracownicy związani z dystrybucją żywności, transportem i spedycją, policja, straż graniczna, straż pożarna.

Według sondażu  40 procent Brytyjczyków nigdy nie pobrało aplikacji. Spośród tych, które to zrobiły, tylko 22 procent twierdzi, że używa jej poprawnie, a 24 procent twierdzi, że albo wyłączyło śledzenie kontaktów i/lub uniknęło meldowania się w miejscach, podczas gdy 10 procent całkowicie usunęło aplikację.

Najwyższy odsetek osób, które ją usunęły, 17 procent, to osoby w wieku od 18 do 24 lat. Ten sam przedział wiekowy miał również najwyższy odsetek osób, które stwierdziły, że nadal mają aplikację, ale  wyłączają śledzenie kontaktów (15 procent), unikają meldowania się w miejscach, w których było to wymagane (10 procent) lub wykonali jedno i drugie (10 procent). Mają też najniższy odsetek przyznających się do prawidłowego korzystania z aplikacji (dziewięć procent).

Chociaż jest to tylko ankieta, a nie oficjalne dane, odpowiada niedawnym doniesieniom o „rosnącej liczbie” osób usuwających aplikację, w tym wśród personelu NHS.

Według dziennika The Times, minister inwestycji Lord Grimstone z Boscobel powiedział, że aplikacja jest tylko „narzędziem doradczym” i nie ma „prawnego obowiązku” izolowania się. The Guardian natomiast zauważa, że samoizolacja jest jednak wymogiem prawnym, ale przestrzeganie jej jest praktycznie niewykonalne. Podczas gdy minister biznesu Paul Scully powiedział również, że izolacja nie jest obowiązkowa w przypadku pingowania, we wtorek powiedział Times Radio, że aplikacja pozwala ludziom „podejmować świadome decyzje”.

Gorąca dyskusja rozgorzała i pojawiły się liczne protesty, gdy Boris Johnson zapowiedział wprowadzenie obowiązkowych paszportów szczepionkowych w celu wejścia do dużych obiektów, takich jak kluby nocne. Celem tego jest  niewątpliwie wywarcie presji na młodszych ludzi, by się zaszczepili.

Od 16 sierpnia w Anglii osoby zaszczepione a wytypowane do 10-dniowej kwarantanny przez aplikację NHS, nie będą już musiały jej odbywać, a jedynie zastąpić ją codziennymi testami. Taki sam system będzie dotyczył Walii (od 7 sierpnia) i Szkocji (od 9 sierpnia).

Daria Więcek

Zdjęcie: Getty Images