1 sierpnia 1944 roku o godzinie 17.00, wybuchło Powstanie Warszawskie. Co roku obchodzimy rocznicę jego wybuchu. To Powstanie, jakiego w dziejach ludzkości nie było. Heroiczność Armii Krajowej, cywilów, młodzieży, harcerzy, duchownych i dzieci – nie sposób o wszystkich napisać. Ich determinacja, wiara i odwaga sprawiły, że Powstańcy walczyli w nierównej i osamotnionej walce przez 63 dni, pragnąc niepodległości i wolności. Wolności od niemieckiej okupacji i dominacji radzieckiej.

Ten czas zadumy, refleksji i zastanowienia sprawia, że człowiek wraca pamięcią i wyobraźnią w tamte dni. Szuka znaków tamtych dni i lat. Tak jest i tym razem, kiedy w miejscu zamieszkania i w swoich lokalnych społecznościach, spotykamy tych, którzy mogą nam coś jeszcze opowiedzieć i przekazać. I nieważne, gdzie się jest, czy w Polsce, Warszawie czy na obcej ziemi, gdzie żyję od 15 lat. Mało kto wie, że w Doncaster (gdzie mieszkam dzisiaj z rodziną) służył kapłan, ks. Tadeusz Skudlarski, który stracił fragment dłoni w Powstaniu Warszawskim. Skąd o tym wiem – od starszej Polonii. Od weteranów i tych, którzy tu byli zaraz po II wojnie światowej.
Godnym uwagi jest fakt, o którym mało kto dzisiaj wie i pamięta, że pobliską polską Parafię w sąsiednim Rotherham i Halifaxie odwiedzał generał Tadeusz Bór-Komorowski. To generał Bór-Komorowski podjął decyzję o wybuchu Powstania Warszawskiego. Cytuję: “Żołnierze Stolicy! Wydałem dziś upragniony przez Was rozkaz do jawnej walki z odwiecznym wrogiem Polski, najeźdźcą niemieckim. Po pięciu blisko latach nieprzerwanej walki, prowadzonej w podziemiach konspiracji, stajecie dziś otwarcie z bronią w ręku, by ojczyźnie przywrócić wolność i wymierzyć zbrodniarzom niemieckim przykładną karę za terror i zbrodnie dokonane na ziemiach Polskich”.
Kolejna rocznica wybuchu Powstania Warszawskiego to czas refleksji, zadumy i zachwytu. To czas, kiedy wspominamy Powstańców, ich odwagę, wiarę, heroizm i bohaterskie czyny. To czas, w którym wracamy pamięcią do wszystkich zmarłych, poległych i żyjących.


Nie brakuje tu także Anglików, którzy jako przyjaciele Polski i Polaków w tamtych dniach latali nad okupowaną Warszawę. Jedną z tych osób był Jim Auton, który odszedł 3 lata temu. Jako Polacy żyjący z dala od domu, na emigracji pragniemy mu za całe to dobro dziękować. Jim latał jako żołnierz Królewskich Sił Powietrznych nad Polskę i Warszawę podczas Powstania.
Po raz pierwszy poleciał nad Warszawę nocą z 13 na 14 sierpnia i mimo tego, że zestrzelono inne samoloty, jego załoga spędziła 50 minut lecąc nad płonącym miastem, dopóty Jim nie miał pewności, że ich pomoc trafi w ręce Armii Krajowej.
Jim, o czym mało Rodaków dzisiaj tu żyjących wie, zbudował pomnik na cmentarzu w Newark-on-Trent. Pomnik, który ma upamiętnić i uczcić lotników, którzy zginęli latając nad Warszawą a także odwagę Armii Krajowej i Warszawiaków. Newark to jeden z największych polskich cmentarzy w Wielkiej Brytanii, a jednocześnie największy polski cmentarz lotniczy na świecie.

Thank You Jim/ Dziękujemy Jim!
Nikola Lakovic
Zdjęcia: profil FB Jim Auton, British Poles
Od redakcji: warto przeczytać jak uroczyście Jim Auton zostan pochowany w Newark: Ostatnia droga Jima Autona, brytyjskiego bohatera wspierającego Powstanie Warszawskie ’44. Redakcja British Poles miała zaszczyt brać udział w pogrzebie.

