Nasz wywiad z Moniką Williams, kandydatką na radną z londyńskiej dzielnicy Ealing

W nadchodzących wyborach lokalnych w Londynie kandyduje ponad 50 osób o polskich korzeniach. Jedną z nich jest Monika Williams, która reprezentuje londyńską dzielnicę Ealing. Ilość Polaków biorących udział w wyborach jest co roku coraz wyższa. W Londynie do głosowania zarejestrowało się, według danych ONS (Office for National Statistics),  96 296 polskich obywateli.

W dzielnicy Ealing jest największe skupisko Polaków, którzy zarejestrowali się do wyborów – 12 377 osób. Portal British Poles skontaktował się z Moniką Williams, która kandyduje z listy konserwatystów.

British Poles: Czy może się Pani przedstawić naszym czytelnikom?

Monika Williams: Witam serdecznie czytelników British Poles. Nazywam się Monika Williams. Jestem zwykłą osobą nie różniąca się niczym od innych. Niestety, doświadczyłam w swoim życiu wiele krzywd. Zmotywowało mnie to do podjęcia decyzji, aby zawalczyć o swoje szczęście i byt mojej rodziny. W związku z tym zdecydowałam się wziąć życie we własne ręce. Przyleciałam na Wyspy, ukończyłam studia w celu zdobycia wyższego wykształcenia i potrzebnych mi kwalifikacji, aby moc pomagać ludziom takim jak ja. Moje życie składa się z większości z pracy społecznej na rzecz innych. Mam silną potrzebę pomocy innym i tego się trzymam. Pomagając innym pomagam sobie.

BP: Od kiedy mieszka Pani w Anglii i co Panią skłoniło do przeprowadzki akurat do Londynu?

MW: W Anglii mieszkam od ok 14 lat. Głównym powodem wyjazdu za granice była ucieczka z rąk potwora. Jako ofiara przemocy domowej szukałam schronienia i bezpiecznego miejsca do życia dla mnie i mojego dziecka. Pragnęłam zacząć wszystko od nowa, pozostawiając przeszłość w tyle. Zabrałam wszystko co było dla mnie najbardziej cenne na ten moment, czyli mojego syna i wyruszyłam w świat. Mając ze sobą £10 w kieszeni, jedna torbę, dziecko i wiarę w siebie przyleciałam tu, do UK. Na początku mieszkałam w pięknej okolicy, zwanej 'sypialnią Londynu’ –  w Kent. Po kilku latach nadarzyła się okazja przeprowadzki do Londynu, do gminy Ealing, z której to skorzystałam. Otrzymałam propozycję praktyki u Christian Dior, która wydala mi się niezmiernie motywująca do tego, aby rozpocząć nowy etap życia w wielkim mieście. Dziś wiem na pewno, iż była to dobrze podjęta decyzja.

BP: Czy może Pani opisać swoje zaangażowanie w poszczególne akcje społeczne? W jaki sposób angażuję się Pani w polepszanie życia swojej społeczności?

MW: Akcji, w których uczestniczyłam, było wiele. Pozwolę sobie wymienić tylko te, które wspierałam tu, w mojej gminie Ealing. Od wielu lat pomagam ludziom bezdomnym, gotując dla nich w Ealing Soup Kitchen. Jestem również sponsorem – kupuję żywność i inne niezbędne produkty. Wspieram ludzi starszych, poznanych w szpitalach, poprzez odwiedzanie ich w domach i poświęcanie im czasu. Dodatkowo pomagam pakować żywność do lokalnych organizacji pomocy w City Harvest London, która to organizacja otrzymuje żywność z krótką datą ważności i przygotowuje skrzynki pełne jedzenia dla rodzin najbardziej potrzebujących. Ostatnio udzielam się też wolontaryjnie w trzech dzielnicowych bibliotekach pomagając społeczności lokalnej. Moja pomoc ma wiele form – od zaniesienia starszej pani zakupów, zawiezienia potrzebnych rzeczy ludziom, którzy stracili prace lub los ich ciężko doświadczył. Dziś na przykład na moich oczach starsza pani upadła na ulicy, więc pomogłam jej wstać i towarzyszyłam jej całą drogę do miejsca, do którego pragnęła dotrzeć. Takich przypadków znajdzie się wiele. Jestem osoba z ogromną empatia i dzielę troski i problemy innych ludzi. Odczuwam ból i cierpienie innych i jest mi wtedy ogromnie przykro. Dlatego zawsze, kiedy tylko mogę to zmienić, to czynię to, nie patrząc często na konsekwencje. Ze względu na własne doświadczenia nie potrafię przejść obok ludzkich krzywd obojętnie. Moją największą słabością z całą pewnością zawsze były, są i będą kobiety w opałach. Kobiety, będące ofiarami przemocy domowej lub handlu ludźmi, bezbronne ofiary napaści, gwałtu, szukające jakiegokolwiek schronienia. Takim kobietom pomagam od wielu lat, próbując pokazać, że na Wyspach pomoc jest dostępna i że tu mogą czuć się bezpiecznie. Sama jestem chodzącym przykładem, iż można zmienić swój los na lepszy.

BP: Jakie są główne wyzwania stojące przed Pani dzielnicą? Co Pani partia proponuje, aby im sprostać?

MW: Według rezydentów Walpole, największym problemem lokalnym z całą pewnością jest LTN, czyli tak bardzo niechciane blokady na ulicach, z którymi borykamy się od dłuższego czasu. Ja, inni konserwatyści z dzielnicy Ealing oraz rzesza ludzi mieszkających w naszej gminie uczestniczyliśmy w marszu przeciwko LTN w zeszłym roku. Protestowaliśmy głównie z tego powodu, że decyzje o ich  zainstalowaniu, zostały podjęte bez wcześniejszych konsultacji z nami – mieszkańcami. Kolejnym dużym problemem lokalnym jest mnożenie się drogich w utrzymaniu, ekskluzywnych apartamentów mieszkalnych oraz wieżowców zamiast budowania tak bardzo potrzebnych domów mieszkalnych dla rodzin. Mieszkańcy Walpole narzekają też na brak jakiejkolwiek komunikacji pomiędzy ich dzielnicą a Ealing Council. Budynek tego urzędu istnieje, ale tak naprawdę nikt w nim nie pracuje. Dodatkowo, rezydenci wielu uliczek, skarżą się na ciągły wzrost opłat council tax, brak regularnego wywozu śmieci, czy nawet sprzątania ulic. My, konserwatyści z Walpole, wspieramy dodatkowo ideę otwarcia większej ilości komisariatów policji, zainstalowania kamer monitorujących oraz lepszego oświetlenia, aby polepszyć bezpieczeństwo rezydentów, w szczególności kobiet. A na koniec dodam tylko, że na skutek poszerzenie strefy ULEZ nasi mieszkańcy musza posiadać auta spełniające te wymogi, nie mając możliwości ładowania swoich pojazdów. W związku z tym pragniemy zainstalować 2000 punktów do ładowania pojazdów elektrycznych. Mamy w zanadrzu wiele pomysłów, dzięki konsultacjom z mieszkańcami. Przede wszystkim nasi rezydenci muszą wiedzieć, że to oni maj prawo wprowadzać w życie nowe idee, pomysły, a my jesteśmy od tego, aby ich słuchać i razem decydować o kolejnych projektach lokalnych.

BP: Czy ma Pani jakieś przesłanie dla Polaków w Anglii w kontekście nadchodzących wyborów?

MW: Przesłanie dla naszych rodaków jest tylko jedno: Moi drodzy Polacy, mamy tu takie same prawa jak wszyscy inni. Pokażmy, że mamy wpływ na rozwój naszej gminy idąc głosując 5 maja 2022 pomiędzy godziną 6 rano a 22. Skoro żyjemy tu, pracujemy, płacimy podatki, to czas najwyższy, abyśmy stali się konstruktywną częścią tego kraju, w pełnym tego słowa tego znaczeniu. Dobrze wiemy, iż nasz lokalny urząd miasta mógłby być lepszy, dlatego pomóżcie mi to zmienić i zagłosujcie na mnie!

BP: Dziękujemy za wywiad i trzymamy kciuki!

Rozmawiała Maria Byczynski

Zdjęcia: Monika Williams

 

 

 

Zobacz również

Verified by MonsterInsights