Sowieckie naloty na Warszawę – nieznana historia

Jednym z najmniej znanych epizodów w historii Warszawy są naloty sowieckie w czasie II wojny światowej. Przez 45 lat po wojnie o tej sprawie z wiadomych powodów milczano. Dziś kwestia nalotów sowieckich nadal nie jest szerzej znana.

Naloty sowieckie na Warszawę rozpoczęły się zaraz po wybuchu wojny niemiecko-sowieckiej w czerwcu 1941 r. Do pierwszego ataku doszło już 23 czerwca. Celem ataku dokonanego przez „kilka bombowców” miały być most Kierbedzia i Okęcie. Skuteczność tego nalotu, zwłaszcza pod względem celności, pozostawiała wiele do życzenia. Tak będzie też w przypadku kolejnych nalotów Sowietów na miasto: „Bomby rzucone na most – trafiły w wóz tramwajowy koło kościoła Św. Floriana, w Wisłę, Krakowskie Przedmieście, w dom zajęty przez Niemców przy ul. Focha 6, oraz ruiny Teatru Narodowego. Na Okęciu zapalono 1 hangar” – podawał „Biuletyn Informacyjny” (26 czerwca 1941). Kolejny numer „Biuletynu” (3 lipca) dodawał: „Do opisu nalotu dokonanego w drugim dniu wojny [23 czerwca], przybywa ważny szczegół: w dniu tym zbombardowano pole wyścigowe na Służewcu, gdzie zginęło około 40 niemieckich żołnierzy z oddziałów lotniczych a kilkudziesięciu zostało rannych”. W podsumowaniu autor napisał “nalot wykazał w całej pełni nieudolności zarówno atakujących, jak i broniących. Lotników rosyjskich cechowało tchórzostwo (trzymali się wielkiej wysokości) i mała skuteczność bombardowania. Niemiecka obrona – zawiodła: alarm ogłoszono w 15 min. po pierwszych bombach. Rosjanie odlecieli nieścigani”.

W wyniku pierwszego nalotu śmierć poniosły „34 osoby cywilne, ranionych zostało kilkadziesiąt. W domu na Focha zabito i raniono pewną ilość żołnierzy niemieckich”.

Ofiary polskie

W następnych dniach Warszawa przeżyła kolejne naloty sowieckie, o czym informował  „Biuletyn  Informacyjny” (26 czerwca 1941): „Pojedyncze samoloty sowieckie 24 i 25 czerwca zrzuciły bomby na węzeł kolejowy (poza granicami miasta), na składy na Towarowej, na Most Kolejowy. Celność – mała. Niemiecka obrona – działa słabo”. Strona sowiecka nie poniosła żadnych strat.

Kolejny  atak,  tym  razem  pojedynczego samolotu, nastąpił „13 XI [1941] około godz. 11 przy dobrej widoczności i bezchmurnym niebie – nieznany samolot zrzucił na Warszawę około 8 bomb. Bomby, choć zrzucone z dużej wysokości (samolot nie był widziany ani słyszany) były celne, gdyż część z nich uszkodziła główny tor kolejowy przy ul. Towarowej, ponadto rampę, tory boczne i budkę dróżnika. Ruch kolejowy na tej linii wstrzymany był prawie przez dobę.

Niestety część pocisków padła w rejonie ulic Srebrnej i Miedzianej – uszkadzając trzy domy, zabijając około 50 ludzi i raniąc powyżej stu. W setce domów tej dzielnicy powypadały doszczętnie szyby. Na zakończenie dodano: „Z nieszczęścia ludzkiego pośpieszyli skorzystać kanalie: w ciągu paru godzin cena szkła okiennego zwyżkowała parokrotnie” („BI” z 20 listopada 1941).

Kolejny rok, 1942, przyniósł Warszawie następne naloty, z udziałem większej liczby samolotów, z większą ilością zniszczeń, ale przede wszystkim strat wśród ludności cywilnej.

20 sierpnia 1942 r. o godz. 23:15 nastąpił kolejny nalot. Atak przeprowadzono w  trzech  falach  po  9–12  samolotów. Bombardowano znów z dużej wysokości (2–3 tys. m). Teren ataku został intensywnie oświetlony rakietami. Na miasto spadło ok. 250 bomb burzących i zapalających o różnej wadze (100–300 kg). Wraz z nimi zrzucono ulotki propagandowe skierowane do żołnierzy niemieckich. Wybuchło 12 pożarów, głównie w dzielnicach  mieszkalnych,  które  do  świtu ugaszono. Meldunek wywiadowczy AK z 27 sierpnia 1942 r. dodawał: „Sądząc z położenia niektórych serii w pobliżu domniemanych celów, bombardowanie planowano na następujące obiekty: dworce, Urząd Telekomunikacyjny, Bielany, Okęcie, Gestapo na Szucha, Pasta. Żaden z domniemanych celów nie ucierpiał!”.

Straty według meldunku – 800 zabitych Polaków i 1000 rannych. Wśród cywilów niemieckich ponad 200 zabitych i 400 rannych. Straty materialne wyceniono na 34 mln ówczesnych złotych. Były to dane urzędowe,  a  w  rzeczywistości  straty  były znacznie wyższe. Dane wg „Biuletynu Informacyjnego”  (27  sierpnia  1942)  – straty wśród ludności polskiej obliczano na ok. 200 zabitych i ok. 800 rannych. Straty niemieckie (łącznie cywile i siły zbrojne) ok. 60 zabitych i poniżej 300 rannych. Liczbę pożarów obliczono na ok. 40, a liczbę budynków trafionych bombami  –  na  ok.  50.  W  następnym numerze „Biuletynu” (3 września 1942) liczba ofiar wzrosła do ok. 130. „Straty w budynkach mieszkalnych rozłożyły się na całe miasto – szczególnie silnie ucierpiały domy przy ul. Marszałkowskiej, kilka domów na Żoliborzu, Sielcach itd.”

O nalotach sowieckich donosiły “Biuletyny Informacyjne”, m.in. te z 20 listopada 1941 r., 27 sierpnia 1942 r. i 20 maja 1943 r.

Następnie gazeta informowała, że kilka bomb spadło „na urządzenia kolejowe na lewym brzegu Wisły, jedna bomba uszkodziła peron Dworca Zachodniego, poza tym uszkodzone  zostały  tory  Dworca  Wschodniego”.  Wstrzymano  na  kilka  godzin ruch kolejowy w kierunku Żyrardowa i Lublina. „Poza tym jedna bomba uszkodziła warsztat naprawy samochodów na Woli, zapalony został skład materiałów pędnych w tej samej dzielnicy, uszkodzenia odniosły również urządzenia Fortu Bema. Trafiono fabrykę konserw, dykty, skład nasion itd. Bomby upadły również na lotniskach Okęcie i Bielany, przy czym wytwórnie samolotów nie zostały trafione. Podobno uszkodzono radiostację na Bielanach”.

Niemiecka indolencja

Nalot całkowicie zaskoczył Niemców. Alarm ogłoszono dopiero w momencie eksplozji pierwszych bomb. Ogień do samolotów otworzyło jedynie kilka karabinów maszynowych z koszar lotniczych przy ul. Puławskiej, ale strzelano bez użycia reflektorów. Myśliwce nocne i baterie dział przeciwlotniczych do akcji nie weszły. Nalot zakończył się o godz. 1.00. Jedynym powodem do satysfakcji było zachowanie się Niemców w czasie nalotu: „Wojsko, władze i ludność niemiecka – zachowanie się więcej niż nerwowe, raptowny spadek buty i pewności siebie” (meldunek z 29 sierpnia 1942). Potwierdza to „Biuletyn” (27 sierpnia 1942): „W ciężkim przejściu, jakim dla ludności Warszawy był nalot sowiecki, dużą pociechą było wyjątkowo tchórzliwe zachowanie się Niemców, zarówno wojskowych jak i cywilnych. Szukając schronienia w pewniejszych, jak im się zdawało,  domach  polskich,  wpadali tam dosłownie bez portek, trzęsąc się ze strachu. W szeregu wypadków straże opuściły swe posterunki, a znany jest wypadek ucieczki samochodem wieloosobowej placówki wojskowej, która oparła się  kilkadziesiąt  kilometrów  za  Warszawą”. Kolejny numer (3 września 1942) uzupełniał: „Paniczne nastroje Niemców przebywających w Warszawie, wyraziły się  m.in.  masowym  poszukiwaniem przez nich mieszkań w miejscowościach podwarszawskich. Wiele rodzin niemieckich urzędników już się przeprowadziło”. W trzecią rocznicę ataku niemieckiego na Polskę – 1 września 1942 r. – Warszawa ponownie stała się ofiarą kolejnego sowieckiego nalotu. Był on jeszcze bardziej chaotyczny i dokonał więcej zniszczeń wśród ludności cywilnej. Rozpoczął się o 22:30. Samoloty sowieckie  zrzuciły  ponad  200  bomb, „w tym kilkadziesiąt cięższych”. Bombardowano ponownie z wysokiego pułapu (1–2,5 tys. m) i tak samo teren został oświetlony rakietami.

Zbombardowano m.in. dwa szpitale cywilne – Dzieciątka Jezus i Świętego Łazarza. „Straty niemieckie nieznaczne” (Meldunek Sytuacyjny  z  11  września 1942 r.). W czasie nalotu zniszczono centralę łączności transportu wojskowego w gmachu Ministerstwa Komunikacji i część szpitala wojskowego na Pradze. Z zakładów pracujących dla Niemców zburzono piekarnię Michlera i fabrykę margaryny Wetzla. Wywiad AK podejrzewał, że w czasie nalotu z załogami sowieckich bombowców współdziałali dywersanci przez sygnalizację światłami z ziemi. „Biuletyn Informacyjny” (10 września 1942) podawał, że w nalocie wzięło udział 20–30 samolotów. Zrzucono ok. 300  bomb  burzących  i  zapalających (w tym bomby cięższe). Głównym obszarami bombardowania były: Wola, Powiśle („od wiaduktu mostu Poniatowskiego aż po Nowy Zjazd”) i Praga (okolice Dworca Wileńskiego). Największemu zniszczeniu uległ pl. Kercelego na Woli – słynny Kercelak – tak często opisywany przez Stefana Wiecheckiego „Wiecha”. „Najskuteczniej zbombardowano Pl. Kercelego, na którym spłonęło ponad 1000 straganów i kramów. Wartość towarów spalonych na Kercelaku obliczają według cen dzisiejszych na 200 do 300 milionów złotych”. Po tym nalocie Kercelak już się nie odrodził. Zbombardowanie Kercelaka wywołało kryzys zaopatrzeniowy i doprowadziło do gwałtownego zwiększenia cen żywności.

Sowieckie  bomby  uszkodziły  lub zniszczyły ok. 100 budynków mieszkalnych i spowodowały śmierć ok. 200 Polaków. „Spośród obiektów zajętych przez Niemców, uszkodzono cztery budynki szpitalne (jeden ciężko), poważnie uszkodzono gmach Ministerstwa Komunikacji. Uszkodzono również tory i stojące na nich wagony na dworcu Wileńskim. Drobne uszkodzenia odniósł również dworzec pocztowy przy ul. Żelaznej”. Wspomniany meldunek wywiadowczy podawał inne dane dotyczące zniszczeń, ale i one były wysokie: straty ludności ok. 100 zabitych i 300 rannych, domów zburzonych 32, uszkodzonych 40, „rozrzuconych po całym mieście”.

Tak samo jak poprzednio nie było żadnego przeciwdziałania ze strony niemieckiej obrony przeciwlotniczej. Tak jak w czasie nalotu 20/21 sierpnia Niemców opanowała panika, ale także to samo zachowanie – masową ucieczkę z Warszawy „nie tylko ludności zamożniejszej, lecz szerokich rzesz mieszkańców” – zaczęto obserwować wśród Polaków, co mogło być wyrazem wyczerpania nerwowego ludności cywilnej trudami wojny i okupacji. Nalot pogłębił także negatywne nastawienie warszawiaków do Sowietów.

Warszawa znów cierpi

Ostatnie samoloty sowieckie odleciały znad Warszawy o 23:15. O kolejnym nalocie, tym razem pojedynczego samolotu, pisał „Biuletyn Informacyjny” (17 września 1942). Zaatakowano średnicowy most kolejowy. „Trzy bomby upadły w pobliżu przyczółka mostowego po stronie warszawskiej. Powstały uszkodzenia torów, których naprawa trwała około 10 godzin, w czasie których ruch pociągów na linii średnicowej był wstrzymany. Nieco dłużej trwała naprawa porwanej sieci elektrycznej”.

Następny duży nalot na Warszawę na- stąpił 12 maja 1943 r. o 23:20 i odbył się w kilku falach. Obszar miasta tak samo jak poprzednio został oświetlony. Sowieci ponownie zaskoczyli Niemców. Alarm został ogłoszony za późno i pierwsze bomby spadły na śpiących mieszkańców.

W oficjalnym komunikacie Sowieci poinformowali, że nalot był skierowany przeciw transportom wojskowym, w rzeczywistości ponownie ucierpiała ludność cywilna, i to z najuboższych dzielnic.

Zbombardowano hale  targowe  na ul. Koszykowej i na pl. Kazimierza, wielkie szklarnie i inspekty przy Instytucie Głuchoniemych na pl. Trzech Krzyży i przy szkole Giżyckiego na Wierzbnie. Skutki ataku odczuły także ulice: 6 Sierpnia, Koszykowa, Marszałkowska, Wspólna, Emilii Plater, Rakowiecka (zniszczeniu uległ Państwowy Instytut Geologiczny), Grójecka, Grochowska. Uszkodzeniu uległy filtry, w wyniku, czego przez wiele dni Warszawa pozostawała bez wody. Podobnie było z komunikacją tramwajową.

Według meldunku AK (z 28 maja 1943) atak robił wrażenie nieprzygotowanego, czego najlepszym przykładem było zniszczenie wspomnianych szklarni. „Należy sądzić, iż piloci bolszewiccy szkło błyszczące w świetle księżyca i rakiet brali za szklane dachy fabryk zbrojeniowych, co dowodzi, jak bezplanowym był nalot”.

Straty wśród cywilów były bardzo wysokie – 500 zginęło, przeszło tysiąc było rannych. Zniszczeniu uległo ponad 100 budynków. Setki rodzin zostały bez dachu nad głową.

Straty niemieckie – „Poza drobnym uszkodzeniem  torów  w  kierunku  zachodnim od Warszawy, większych szkód w obiektach wojskowych nie dokonano” (meldunek z 26 maja 1943). „Biuletyn Informacyjny” (20 maja 1943): „Zniszczono 1 warsztat – garaż z 10 samochodami”.

Wraz z bombami zrzucono ulotki, które m.in. wzywały do sabotażu i akcji partyzanckiej „za Waszą i Naszą Wolność – o Silną, Niepodległą Polskę”, ponieważ „wybiła godzina czynu”.

Po dwóch godzinach niebo nad Warszawą było spokojne.

W 1944 r., kiedy front sowiecki zbliżał się do Warszawy, miały miejsce kolejne naloty – 27/28 i 28/29 lipca oraz we wrześniu 13, 19 i 21. Ale to już inna historia – powstańczej stolicy.

 

Michał Gruszczyński/NB

Michał Gruszczyński – historyk, rekonstruktor historyczny, Varsavianista, pracownik Muzeum Żołnierzy Wyklętych i Więźniów Politycznych PRL .

Artykuł ukazał się w sierpniowym wydaniu „wSieci Historii” .