Święte miejsca II Rzeczypospolitej

29 grudnia, 2019

Historie pomników i nekropolii upamiętniających walki o niepodległość Polski łączą się ze sobą w niezwykły sposób.

Wiosną 1920 r. Lwów wracał do życia po trwających siedem miesięcy walkach między Polakami a Ukraińcami. Rozpoczęły się one na początku listopada 1918 r., gdy uzbrojone przez Austriaków formacje ukraińskie rozpoczęły przejmowanie władzy w mieście, dążąc do ustanowienia państwa obejmującego całą wschodnią Małopolskę aż po San. W odpowiedzi na zajmowanie przez Ukraiński Komitet Wojskowy gmachów publicznych w zachodnich dzielnicach Lwowa zaczęły spontanicznie powstawać polskie oddziały, które zajęły lub odbiły wiele kluczowych obiektów. 

Ponieważ trwała jeszcze I wojna światowa i większość dorosłych mężczyzn znajdowała się w wojsku lub obozach jenieckich, oddziały rekrutowały się bardzo często spośród młodych ludzi. Nazwano ich Orlętami Lwowskimi. W żywiołowych partyzanckich walkach o miasto wzięło udział ponad sześć tysięcy ochotników i żołnierzy, z których niemal jedną czwartą stanowili uczniowie szkół oraz studenci. Najmłodszy miał dziewięć lat, a siedmiu po dziesięć.

Po trzech tygodniach walk przybyła niewielka odsiecz pod dowództwem ppłk. Michała Karaszewicza-Tokarzewskiego. W obawie przed okrążeniem ukraińskie wojska wycofały się z miasta, rozpoczynając jednocześnie jego wielomiesięczne oblężenie. Półroczną gehennę mieszkańców zakończyło dopiero wejście polskiego wojska w maju 1919 r. 

Rok później Lwów musiał stawić czoła kolejnej agresji – tym razem bolszewickiej. Gdy wiosną 1920 r. na północy rozpoczęła się wielka ofensywa armii Michaiła Tuchaczewskiego w stronę Warszawy, polskie dowództwo wycofało spod Lwowa większość oddziałów. Tymczasem do miasta zbliżała się zaprawiona w boju 16-tysięczna bolszewicka Armia Konna (Konarmia) Siemiona Budionnego. Było jasne, że pozostałe jednostki nie będą w stanie go obronić. W wyniku wielkiej mobilizacji z całej Małopolski do obrony Lwowa zgłosiło się ok. 20 tys. ochotników. Sześć tysięcy zostało wcielonych do regularnej armii, a 12 tys. do Małopolskich Oddziałów Armii Ochotniczej (MOAO).

300 spod Zadwórza

Trzon kadry MOAO tworzyli zaprawieni w wielomiesięcznych bojach z Ukraińcami dowódcy Orląt, tacy jak rtm. Roman Abraham, który stanął na czele oddziału wypadowo-pościgowego. Jednym z jego batalionów dowodził kpt. Bolesław Zajączkowski, 29-letni notariusz z Brodów. To właśnie jemu przyszło odegrać rolę polskiego Leonidasa. Siły obrońców Lwowa były zbyt małe, by zatrzymać Konarmię, ale mogły spowolnić jej marsz. 

17 sierpnia 1920 r. ok. 350 żołnierzy dowodzonych przez kpt. Zajączkowskiego maszerowało wzdłuż linii kolejowej na Lwów, gdy nagle dostali się pod silny ostrzał. Oddalona 33 km od Lwowa mała stacja kolejowa Zadwórze, która jeszcze poprzedniego dnia była w polskich rękach, została zdobyta przez czerwonoarmistów z 6 Dywizji Konarmii. Celne strzały zniszczyły m.in. prowadzone przez Polaków wózki z amunicją. Kapitan Zajączkowski podjął więc śmiałą decyzję o ataku na Zadwórze, por. Antoni Dawidowicz miał w tym czasie zneutralizować baterię sowieckiej artylerii. W południe, po pięciu godzinach zażartych walk, stacja kolejowa została odbita. 

Polskie Termopile

Na pomoc swoim oddziałom pośpieszyli jednak kozacy Budionnego. Siły Polaków i bolszewików były jak jeden do dziesięciu. W ciągu 11 godzin batalion kpt. Zajączkowskiego odparł sześć kawaleryjskich szarż, jednak o zmierzchu zaczęło brakować amunicji. Początkowo zabierano ją zabitym, potem walczono na bagnety. Wieczorem, widząc, że sytuacja jest beznadziejna, kapitan zdecydował o wycofaniu pozostałych przy życiu żołnierzy w stronę lasu barszczowickiego. Polacy szybko się zorientowali, że są w okrążeniu, jednak wezwanie do poddania się zostało z pogardą odrzucone. 

Ostatnią kulę kpt. Zajączkowski zachował dla siebie. Inni walczyli do końca – na bagnety, kolby, gołymi rękami. Rozwścieczeni oporem budionnowcy dobijali rannych, zabitym odcinali głowy, ręce i nogi. Po bitwie spośród 318 poległych Polaków udało się zidentyfikować tylko 106 ciał. Kilkunastogodzinną bitwę przeżyło 12 rannych, ok. 25 dostało się do niewoli (wrócili do Polski w 1923 r. w ramach wymiany jeńców). Konarmia nie zdobyła Lwowa, a ofensywa znad Wieprza pozwoliła wkrótce przejąć Polakom strategiczną inicjatywę w wojnie. 

Za udział w walkach z bolszewikami Lwów został odznaczony przez marsz. Piłsudskiego Orderem Virtuti Militari, a Zadwórze stało się symbolem męstwa i poświęcenia – polskimi Termopilami. W 1920 r. nad zbiorową mogiłą poległych usypano kurhan. Była to pierwsza w Polsce nekropolia upamiętniająca walki o niepodległość.

Bohater projektuje cmentarz bohaterów

Tymczasem polegli uczestnicy walk o Lwów z 1918 r. wciąż nie mieli swojego miejsca spoczynku. Zginęło lub zmarło od ran 439 obrońców, których grzebano na prowizorycznych cmentarzach w całym mieście. W 1919 r. zaczęła rodzić się idea wspólnego Cmentarza Obrońców Lwowa, jednak prowadzące kilka wojen młode państwo nie miało środków na jego budowę.

Zadanie zebrania funduszy wzięła na siebie Maria Ciszkowa, matka jednego z poległych gimnazjalistów. Powołana przez nią organizacja Straż Mogił Polskich Bohaterów rozpisała także konkurs na cmentarz-mauzoleum. Wygrał go 29-letni Rudolf Indruch, uczestnik walk. Ciężko ranny w czasie obrony miasta, z zaawansowaną gruźlicą, wiedząc, że jego życie dobiega końca, z wielkim zapałem zabrał się do pracy. Za zwycięski projekt nie wziął żadnej zapłaty. 

Na miejsce nekropolii wybrano teren przylegający do Cmentarza Łyczakowskiego od strony Pohulanki. W najwyższym jego punkcie miała się znaleźć okrągła Kaplica Obrońców Lwowa, a cała nekropolia składała się z kilku zharmonizowanych części. Poniżej kaplicy znalazły się katakumby, w których pochowano ciała 72 obrońców oraz bohaterów walk z różnych odcinków frontu polsko-ukraińskiego z początku listopada 1918 r. W grobach za katakumbami pochowano m.in. najmłodszych obrońców, Lwowskie Orlęta, od których cmentarz wziął swoją nieoficjalną nazwę. 

Na cmentarzu znalazła się też mogiła Pięciu Nieznanych z Persenkówki oraz groby zbiorowe, w tym bohatera spod Zadwórza, kpt. Zajączkowskiego, i kilku oficerów z jego batalionu. Nekropolia została uroczyście otwarta we wrześniu 1924 r.

Tajemnicza płyta pod Pałacem Saskim

Gdy Lwów otwierał cmentarz swoich bohaterów, miejsca pamięci nie miała wciąż Warszawa, mimo że już w 1921 r. pojawiły się inicjatywy uczczenia bezimiennych żołnierzy poległych w walkach o wolność kraju. 

Jeden z projektów zakładał zbudowanie kapliczki w warszawskiej katedrze św. Jana, ale nie spotkał się z uznaniem. Hojne zazwyczaj w takich razach społeczeństwo oczekiwało czegoś bardziej monumentalnego i nie wsparło finansowo inicjatywy. Kolejny projekt autorstwa stowarzyszenia Polski Żałobny Krzyż, przewidujący usypanie kopca obok Cytadeli lub budowę pomnika obok parku Skaryszewskiego, również nie doczekał się realizacji. W listopadzie 1923 r. prezydent Stanisław Wojciechowski powołał Tymczasowy Komitet Organizacyjny Budowy Pomnika Nieznanego Żołnierza. Chociaż w jego skład weszli najwyżsi rangą generałowie, m.in. Rozwadowski, Żeligowski, Haller, Sikorski, Sosnkowski i Śmigły-Rydz, przez kolejny rok nie nastąpiły żadne działania.

2 grudnia 1924 r. pod pomnik księcia Józefa Poniatowskiego stojący przed Pałacem Saskim w Warszawie zajechała ciężarówka. Zniesiono z niej kamienną płytę o wymiarach 1 na 2,5 m z wyrytym krzyżem i napisem „Nieznanemu żołnierzowi, poległemu za Ojczyznę”. Została złożona pod cokołem i przez kolejne dni prasa i opinia publiczna zachodziły w głowę, kto był jej fundatorem. Dopiero to zmobilizowało komitet do działania. Ponieważ tajemnicza płyta przyciągała tłumy warszawiaków, postanowiono, że grób znajdzie się w kolumnadzie Pałacu Saskiego.

Generałowie pod presją

W marcu 1925 r. wybrany przez rząd rzeźbiarz Stanisław Ostrowski rozpoczął przymiarki do tworzenia grobu. Trzon stanowić miały trzy środkowe spośród ówczesnych 11 arkad podtrzymujących kolumnadę pałacu. Środkową przeznaczono na głęboki na 1,5 m metalowy grobowiec zamykany stalową płytą. Nad nią miała się znaleźć kamienna niepolerowana płyta z napisem „Tu leży żołnierz polski poległy za ojczyznę”, a u wezgłowia wiecznie płonący znicz. 

Otoczenie grobu zamierzano wyłożyć czarnym błyszczącym granitem, a na sklepieniu umieścić fresk z wieńcem laurowym i dwa lampiony. Na elewacji miały się znaleźć płaskorzeźby mieczy ujętych w husarskie skrzydła, a od strony Ogrodu Saskiego arkady planowano zamknąć ozdobną kratą z umieszczonymi na niej wojskowym orzełkiem oraz Krzyżem Walecznych i Krzyżem Virtuti Militari.

Równolegle z budową pomnika komitet musiał rozstrzygnąć, skąd ekshumować zwłoki nieznanego żołnierza. Czas gonił, ponieważ w międzyczasie ten sam tajemniczy darczyńca złożył pamiątkowe płyty w kolejnych 22 miastach, w tym m.in. Bydgoszczy, Chełmnie, Krakowie, Lublinie i Łodzi. W końcu Biuro Historyczne Ministerstwa Spraw Wojskowych wybrało 15 pobojowisk z okresu od listopada 1918 r. do września 1920 r. Losowania dokonał najmłodszy wśród zaproszonych na uroczystość kawaler Orderu Virtuti Militari, ogniomistrz Józef Buczkowski. Wybór padł na Lwów.

Zadwórze–Lwów–Warszawa

Po koniec października 1925 r. spośród 275 bezimiennych grobów na Cmentarzu Orląt wykopano trzy trumny. Jedną z nich wskazała Jadwiga Zarugiewiczowa, matka poległego w bitwie pod Zadwórzem 19-letniego Konstantego Zarugiewicza, którego ciała nie zidentyfikowano. Wybór, jak się okazało, padł na ochotnika w wieku ok. 14 lat, bez wojskowej szarży, który zginął od postrzału w głowę. 

Ciało poległego chłopca przeniesiono do nowej trumny i uroczyście przewieziono do Warszawy 1 listopada 1925 r., w asyście kolejarzy z pochodniami i gromadzących się na całej trasie tłumów. Następnego dnia na pl. Saskim rozpoczęły się wielkie uroczystości z udziałem władz państwowych i religijnych wszystkich wyznań. O godz. 13, przy biciu kościelnych dzwonów, trumna z ciałem nieznanego żołnierza została opuszczona do grobowca razem z aktem erekcyjnym oraz pojemnikami z ziemią z pozostałych 14 pobojowisk. Zarówno nazwy Zadwórza, jak i Lwowa zostały wyryte wcześniej na łukach Grobu.

Dopiero trzy lata później, w 1928 r., wyszło na jaw, kto był inicjatorem złożenia pierwszej tablicy na pl. Saskim. Jej fundatorem okazało się Zjednoczenie Polskich Stowarzyszeń w Rzeczypospolitej, antykomunistyczna organizacja, powołana w październiku 1920 r. przez weteranów Armii Ochotniczej i straży obywatelskich z czasów wojny z bolszewikami. Jej prezesem był Adam hrabia Zamoyski, jeden z najbogatszych wówczas ziemian, działacz społeczno-polityczny, weteran powstań śląskich, a później prezes Polskiego Towarzystwa Gimnastycznego „Sokół”.

Dramatyczne losy polskich symboli

Nekropolie w Zadwórzu i we Lwowie przez kolejne lata rozbudowywano. W 1925 r. wyeksponowano na Cmentarzu Orląt miejsce, z którego zabrano do Warszawy ciało ochotnika. W późniejszych latach odsłonięto również pomnik lotników amerykańskich, ochotników, z których trzech zginęło w walkach z Ukraińcami i bolszewikami, oraz pomnik francuskich żołnierzy poległych w obronie Polski. 11 listopada 1934 r. odsłonięto też Pomnik Chwały z dwoma strzegącymi go lwami. Jeden z nich ma na tarczy napis „Zawsze wierny” i herb Lwowa, drugi napis „Tobie Polsko” i godło Rzeczypospolitej.

W 1928 r. na szczycie kurhanu w Zadwórzu odsłonięto pomnik w kształcie słupa granicznego według projektu Wawrzyńca Dajczaka. Tablicę znajdującą się u podnóża kurhanu ufundował Filip Hawzan, kolejarz ze Stryja, którego syn poległ w bitwie. Umieszczono na niej napis: „Orlętom, poległym w dniu 17 sierpnia 1920 r. w walkach o całość ziem kresowych”. Do końca II Rzeczypospolitej kurhan i stojący na nim pomnik były celem młodzieżowych rajdów i miejscem harcerskich ślubowań.

W czasach Związku Sowieckiego obie nekropolie były systematycznie dewastowane. Obecnie są one odnowione, chociaż wciąż budzą niechęć ukraińskich władz. Nowa tablica na kurhanie w Zadwórzu ma obecnie dwujęzyczny napis: „Polskim Orlętom poległym w walce z wojskami bolszewickimi”. Lwy spod Pomnika Chwały wróciły na odnowiony Cmentarz Orląt dopiero w 2015 r. Wywiezione w inne miejsca miasta pomimo uszkodzeń szczęśliwie przetrwały. 

Najmniej pozostało z Grobu Nieznanego Żołnierza w Warszawie. Gdy 28 grudnia 1944 r. oddział Sprengskommando pod dowództwem mjr. Wegnera wysadził w powietrze Pałac Saski, monumentalna kolumnada nad grobem nie runęła w całości. Następnego dnia wznowiono więc burzenie i wtedy sklepienie arkad się zapadło, a płyta nagrobna została przysypana gruzem. Ocalały jedynie fragmenty trzech (z 11) arkad i czterech (z 12) kolumn.

W listopadzie 1945 r. z rozkazu naczelnego dowódcy Wojska Polskiego, komunistycznego marszałka Michała Roli-Żymierskiego, rozpoczęto odtwarzanie Grobu Nieznanego Żołnierza jako pomnika-ruiny, ze zmienionym wystrojem. W takim kształcie, mimo kilku modyfikacji, stoi do dziś.

Autor: Andrzej Fedorowicz

Zdjęcia: Tomasz Muskus, British Poles

Artykuł ukazał się w listopadowym numerze miesięcznika wSieci Historii

 

Najnowsze NAJNOWSZE


Kursy walut

PLN/GBP:
GBP/PLN:
GBP/EUR:

Kursy walut

PLN/GBP:
GBP/PLN:
GBP/EUR: