Tajemnice KL Warschau – niemieckiego miejsca kaźni dla Polaków i Żydów

15 grudnia, 2019

W warszawskiej dzielnicy Wola, przy skrzyżowaniu ulicy Anielewicza z Okopową, na przeciwko kirkutu, żydowskiego cmentarza, w 2018 roku postawiono nowy pomnik – trzy betonowe bryły z tym samym napisem po polsku, hebrajsku i angielsku, zwieńczonym symbolem Polski Walczącej, gwiazdą Dawida oraz harcerską lilijką. Pomnik upamiętnia zdobycie przez żołnierzy harcerskiego batalionu „Zośka” Zgrupowania „Radosław” Armii Krajowej, niemieckiego obozu koncentracyjnego „Gęsiówka” i uwolnienie 348 więźniów Żydów, obywateli różnych krajów Europy, z których wielu walczyło i poległo w Powstaniu Warszawskim. Zwycięskim atakiem na „Gęsiówkę” dowodził płk Ryszard Białous „Jerzy”.

Jednak powstał

To wszystko, co pozostało po KL Warschau – niemieckim obozie koncentracyjnym w stolicy Polski. Obóz zajmował rozległy obszar w centrum miasta, który potocznie nazywano mianem Gęsiówki. Nazwa pochodziła od określenia najstarszej części obozu znajdującego się w dawnych koszar wojskowych położonych przy ulicy Gęsiej w Warszawie, przemianowanej po wojnie na ul. Mordechaja Anielewicza, jednego z przywódców powstania żydowskiego w getcie warszawskim w 1943 roku. Getto to utworzyli Niemcy w roku 1940, skupiając w nieludzkich warunkach 400 tysięcy Żydów z Warszawy i jej okolic. Leżąca w sercu getta Gęsiówka została zaadaptowana na więzienie. Była również ostatnią siedzibą warszawskiego Judenratu, Rady Żydowskiej, poprzez którą Niemcy zarządzali gettem.

Ludobójstwo Żydów w Europie pod okupacją III Rzeszy rozpoczęli Niemcy w roku 1942 na ziemiach polskich. Z warszawskiego getta wywieziono do obozu zagłady w Treblince większość mieszkańców. Dopiero w styczniu 1943 roku zaczęły się pierwsze niepokoje wśród pozostałej przy życiu ludności żydowskiej. Reichsführer SS Heinrich Himmler zauważył, że przydałby się tutaj Konzentrationslager – obóz koncentracyjny. Przygotowania do jego założenia przerwało rozpaczliwe żydowskie powstanie. Ostatnie zdanie raportu generała SS Jürgena Stroopa, dokumentującego dzieło zagłady getta, mówi o potrzebie założenia w Warszawie takiego obozu. 11 czerwca, po stłumienia powstania, Himmler wydał rozkaz o założeniu obozu na terenie byłego już getta, po którym pozostało w sercu Warszawy morze ruin. 

W lipcu do Gęsiówki przybyło trzystu niemieckich kapo – nadzorców, więźniów-kryminalistów z obozu w Buchenwaldzie. 15 sierpnia przyjechał pierwszy transport Żydów, z obozu Auschwitz-Birkenau. Mężczyźni po „selekcji” zostali przeznaczeni do pracy. Mieli odgruzowywać budynki na terenie getta. Nie było narzędzi. Wszystko musieli robić gołymi rękami. Nie było lekarzy, nie było łaźni. Więźniami tymi opiekował się na ile mógł polski lekarz, więzień polityczny z położonego obok więzienia na Pawiaku, doktor Felicjan Loth. 

KL Warschau, bo taką nazwę otrzymał ten obóz koncentracyjny, znajdował się w centrum wielkiego miasta, stolicy kraju, lecz był odizolowany od świata zewnętrznego wysokim murem. Niemcy sprowadzili tu głównie więźniów żydowskich z zagranicy – Grecji i Węgier. Obóz zaprojektowali ci sami niemieccy inżynierowie, którzy wznieśli obóz oświęcimski. Głównym inżynierem był Hans Kammler, ten sam, który zbudował w Oświęcimiu komory gazowe i krematoria. Natomiast nie potwierdziła się teza nieżyjącej już sędzi Marii Trzcińskiej o istnieniu komór gazowych przy Dworcu Zachodnim. W roku 2017 wykluczyła taką możliwość ekspertyza wybitnego varsavianisty Zygmunta Walkowskiego. Na podstawie analizowanych przez niego materiałów – zdjęć lotniczych Luftwaffe wykonanych podczas II wojny światowej, a znajdujących się w Stanach Zjednoczonych, stwierdził jednoznacznie, że obóz koncentracyjny w okupowanej stolicy Polski był położony wyłącznie na terenie Gęsiówki. Jego ustalenia zgodne były z wnioskami końcowymi zawartymi w książce wydanej dziesięć lat wcześniej przez Instytut Pamięci Narodowej pt. Konzentrationslager Warschau. Historia i następstwa.

Zbrodnie nie giną

Odkrycie przez Niemców w roku 1943 w Katyniu pod Smoleńskiem tysięcy zwłok polskich oficerów, których Sowieci metodycznie wymordowali trzy lata wcześniej, pokazało, że ślady zbrodni trzeba zacierać. W działających nadal niemieckich obozach zaczęto więc wykopywać zwłoki pomordowanych i palić je. Tego rodzaju powtórne „pochówki” stanowiły specjalność niemieckiego Sonderkommando 1005, którego celem było usuwanie dowodów ludobójstwa na wschodzie. Akcją kierował pułkownik SS Paul Blobel, który odpowiadał za wymordowanie we wrześniu 1941 roku w Babim Jarze pod Kijowem 34 tysięcy Żydów.

W tym samym czasie, w ciągu kilku miesięcy na przełomie 1943 i 1944 roku, Niemcy zamordowali w Warszawie w masowych egzekucjach ulicznych około dziesięciu tysięcy Polaków, chcąc sterroryzować mieszkańców stolicy. Należało jednak na wszelki wypadek ukryć dowody zbrodni. Ponadto okupanci panicznie bali się wybuchu epidemii, którą mógł spowodować rozkład zwłok. Ciała rozstrzelanych ludzi zbierano więc z ulic i przewożono na teren Gęsiówki. Zajmowali się tym więźniowie obozu. Wykorzystano w tym celu złożone z żydowskich więźniów „komanda śmierci”. Na samej Gęsiówce zabijano także Polaków z pobliskiego więzienia na Pawiaku. W protokołach przesłuchań świadków, zeznających po wojnie przed polskimi prokuratorami, znajdują się również świadectwa, które mówią o działaniu w KL Warschau przybyłego z Łodzi samochodu-komory gazowej, przypominającego samochody działające w niemieckim obozie zagłady w Chełmnie nad Nerem (Kulmhof am Nehr), we wcielonej do Rzeszy Wielkopolsce. To właśnie w Chełmnie Blobel po raz pierwszy przeprowadził masowe spalanie ludzkich zwłok na specjalnych rusztowaniach.

W KL Warschau zwożone z całego miasta ciała polskich ofiar mielono na miazgę, po czym palono je we wzniesionym na terenie obozu krematorium. Znajdowało się ono w miejscu w którym stoi dzisiaj blok mieszkalny przy ulicy Karmelickiej 17a, w śródmiejskiej dzielnicy Muranów. Po procesie spalania pozostawały jednak tony ludzkich prochów i niedopalonych zwłok ludzkich. Część z nich zsypywano do studzienek na pierwszym dziedzińcu obozowym – spoczęły tam na zawsze. Dokumentujące pierwsze ekshumacje i inhumacje na terenie po byłym kacecie fotografie wykonane w maju 1945 roku można zobaczyć w albumie Warszawa 1945 Leonarda Sempolińskiego oraz w aneksie do publikacji IPN o KL Warschau z 2007 roku. 

Powojenne losy

Po wojnie Polska znalazła się pod nową, sowiecką okupacją. Na terenie KL Warschau w czasach stalinowskich urządzono komunistyczny obóz pracy. Więźniowie zatrudnieni byli miedzy innymi przy produkcji i wyrobie materiałów budowlanych wykorzystywanych przy odbudowie stolicy, w tym płyt pokrywających pl. Defilad przed Pałacem Kultury i Nauki im. Józefa Stalina. Po roku 1956 budynki stały już puste, w części wypalone. Kiedy po raz pierwszy w historii, w roku 1959, odwiedził Polskę wiceprezydent USA, którym był wówczas Richard Nixon, złożył on kwiaty pod Pomnikiem Bohaterów Getta stojącym na placu o tej samej nazwie, niedaleko miejsca gdzie dymił w czasie wojny komin niemieckiego krematorium. Następnie, ku zaskoczeniu wszystkich, odwrócił się i podszedł w stronę budynku na Gęsiówce, przeszedł przez mur i złożył tam wieniec. Dokumentują to zdjęcia z czasopisma „Life”. Pamięć o niemieckich zbrodniach była jeszcze żywa. Prawdopodobnie był to ostatni zagraniczny polityk, który upamiętnił istnienie w tym miejscu KL Warschau. 

Na miejscu obozu miał powstać park służący rekreacji „narodu panów” po wymordowaniu milionów „podludzi” – Żydów i Polaków. Był to mało oryginalny pomysł Himmlera. W Moskwie już wcześniej Stalin wysadził w powietrze sobór Chrystusa Zbawiciela, żeby postawić na jego miejsce Pałac Rad. Nigdy go nie zbudowano, zaś po wojnie w gigantycznym wykopie pod fundamenty urządzono odkryty basen dla mieszkańców stolicy. Niedaleko zaś, po drugiej stronie rzeki Moskwy, przerobiono na Cmentarzu Dońskim cerkiew Świętego Serafina na krematorium, w którym palono zwłoki tysięcy ofiar komunistycznej władzy. Prochy zsypywano do wielkich dołów, w których urządzono śmietniki. Z kolei polscy komuniści postawili w tym samym celu publiczny szalet na Cmentarzu Bródnowskim w Warszawie, w celu ukrycia ciał pomordowanych polskich patriotów. 

W czerwcu 1963 roku Frank Scherb, uczestnik międzynarodowego sympozjum Komitetu ds. Badań Przestrzeni Kosmicznej, które wtedy odbywało się w stolicy Polski, w wolnym czasie wybrał się na Muranów. Zafascynowały go typowe dla ówczesnej Warszawy kontrasty pomiędzy ruinami miasta a miastem podnoszącym się z gruzów i rodzącym się na nowo. Podczas swoich wędrówek wykonał kilka kolorowych fotografii monumentalnego gmachu koszar wojskowych i terenu wokół niego. Widać na nich jak bloki wyrastają wokół ostatnich ruin getta. Jedno ze zdjęć przedstawia elewację koszar od strony ul. Zamenhofa. Widać tam tzw. tablicę Tchorka upamiętniającą ofiary getta i Gęsiówki.

Budowa na cmentarzu

Na warszawskiej Gęsiówce, pomimo sprzeciwu znanych polskich architektów, w połowie lat sześćdziesiątych rozebrano wszystkie budynki obozowe, w tym najstarszą ich część budynek koszar wojskowych. Następnie posiano trawę i założono park miejski, w którym załatwiały się psy i latem opalali mieszkańcy.  Obszerny zieleniec nazwali mieszkańcy Muranowa „psiskiem”. Gruz z rozbiórki koszar użyty został później do wypełnienia istniejącej do dzisiaj górki (w latach 80 XX wieku była jeszcze wyższa) widocznej obecnie przy Muzeum Polin od strony ul. Karmelickiej. W 2013 roku zakończono tu budowę Muzeum Historii Żydów Polskich Polin. Dokładnie w tym samym miejscu w którym, na obozowym dziedzińcu KL Warschau, Niemcy zsypywali do kanalizacji prochy tysięcy pomordowanych przez nich warszawiaków. Ironią losu pozostaje, że makabryczny i trywialny pomysł Himmlera wcielili w życie po wojnie Polacy, zaś Żydzi przy pomocy polskich władz wybudowali w tym miejscu muzeum poświęcone pamięci swych przodków – na prochach polskich i żydowskich ofiar, które użyźniły ziemię pod jego fundamenty. Były plany, aby przed rozpoczęciem prac budowlanych teren ten przebadać szczegółowo. Prace miały być prowadzone pod okiem prokuratorów Instytutu Pamięci Narodowej. Niestety zadziałał wtedy podobny mechanizm, jak w Jedwabnem. Pojawił się zarzut, po co to robić? W końcu ograniczono się do pobieżnych badań wykonanych przez studentów archeologii Uniwersytetu Warszawskiego i wolontariuszy. 

Dla niektórych historia KL Warschau to temat tabu, bo trzeba byłoby się przyznać, że w Warszawie było miejsce szczególne – niemiecki obóz koncentracyjny, w którym mordowano tak samo Żydów jak i Polaków. Muzeum Polin nie opowiada o jego historii, bo ma opowiadać o pozytywnej przyszłości. W tradycji żydowskiej nie buduje się na cmentarzysku. Ofiary po raz kolejny zamordowano na ołtarzu politycznej poprawności. Bez identyfikacji miejsca nie da się następnym pokoleniom przekazać historii. 

Warszawa posiada swoje wojenne mauzoleum położone na centralnym placu miasta, Grób Nieznanego Żołnierza na którym płonie wieczny płomień. Dziesięć tysięcy warszawiaków nie ma takiego grobu. Polacy, którzy stracili członków swych rodzin w  masowych egzekucjach na ulicach miasta na przełomie 1943 i 1944 roku, mogą jednak coś zrobić – zapalić symboliczne światło pod Muzeum Polin, na dawnej Gęsiówce. To tu Niemcy dokonali ostatecznego zbezczeszczenia ciał ich bliskich i przodków. Nie jest to ziemia przeklęta przez Boga, tylko zapomniana przez ludzi, choć leży w sercu miasta. I tylko w tym sercu tkwi cierń, który pali jak żywy ogień.

Autor: Bogusław Kopka

Artykuł ukazał się w listopadowym numerze miesięcznika wSieci Historii

Kursy walut

PLN/GBP:
GBP/PLN:
GBP/EUR: