Wspomnienie – Moje pierwsze spotkanie z Ryszardem Kaczorowskim

10 grudnia, 2019

Ryszarda Kaczorowskiego poznałem gdy jeszcze nie był Prezydentem Rzeczypospolitej Polskiej. A był to rok 1988… siedemdziesiąta rocznica odzyskania przez Polskę Niepodległości po latach zaborów. Z tej okazji w siedzibie Prezydenta RP na uchodźstwie – którym był wtedy Kazimierz Sabbat – odbywała się niezwykła, kameralna uroczystość. Ja – wówczas dopiero co przybyły z Polski młody opozycjonista – znalazłem się w gronie nielicznej grupy zaproszonych osób z Polski na tzw. „zamek”. Takim bowiem mianem niezłomni z Londynu ochrzcili siedzibę Prezydenta RP na uchodźstwie nawiązując tym samym do przedwojennej tradycji II Rzeczpospolitej, kiedy to ostatni Prezydent Wolnej Polski – Ignacy Mościcki rezydował w warszawskim Zamku Królewskim.

Pamiętam jak niezwykle podekscytowany, wsiadałem na „polskim” Ealingu do metra „zielonej linii” District Line, która wiodła wprost do stacji Sloane Square skąd już do „zamku” było spacerkiem zaledwie 10 min. Choć znałem dość dobrze dzieje emigracyjnego rządu badając je na studiach historycznych i pisząc o tym swoją pracę dyplomową, to jednak spotkanie się z żywą legendą Niezłomnych z Londynu było czymś, co wciąż wydawało się odległym marzeniem dla młodego chłopaka z Polski znajdującej się wciąż pod sowiecko-komunistyczną dominacją.

Wysiadłwszy z metra nie mogłem wówczas przypuszczać, iż to właśnie tu, na stacji Sloane Square – za niespełna rok – w niezbyt jasnych okolicznościach, umrze ówczesny Prezydent Kazimierz Sabbat – „zupełnie przypadkowo” w dniu wyboru na urząd prezydenta w Polsce twórcy stanu wojennego – gen. Wojciecha Jaruzelskiego…

Idąc w stronę „zamku”, mijając przepiękne rezydencje Belgravii, a wśród nich wiele przedstawicielstw dyplomatycznych, narastało we mnie co raz bardziej zaciekawienie spotkaniem z majestatem II Rzeczpospolitej obecnej w emigracyjnej siedzibie Prezydenta RP na „zamku” przy Eaton Place 43. Nim jednak do niej doszedłem – mniej więcej w połowie drogi – niespodzianka. Tradycyjna londyńska niebieska tablica na rogu białej rezydencji przy 4 St James’s Place dosłownie nieopodal mającej swej początek ulicy Eaton Place z napisem: „Z tego domu, w 1848 roku, Fryderyk Chopin (1810-1849) wyruszył do Guildhall, aby dać swój ostatni publiczny występ”. Z miejsca przywiodła na myśl romantyczne tony chopinowskich utworów, jakże przesiąkniętych polskością jak np. Polonez As-dur Op. 53. Brzmiały mi one w głowie gdy przekraczałem progi „zamku” w których stał gościnnie witający z wileńskim akcentem min. Bohdan Wendorff – Szef Kancelarii Cywilnej Prezydenta RP. Później miałem z nim po wielokroć do czynienia i długie „nocne Polaków rozmowy”. Wówczas jednak było to niezwykłe zderzenie z dawną Polską, jakiej nad Wisłą już niestety wówczas nie było.

Wchodząc po wyłożonych dywanem schodach do głównej sali „Zamku” napotkałem już całkiem spore grono „oficjeli” II Rzeczypospolitej na uchodźstwie. Ministrowie, oficerowie i adiutanci Prezydenta RP. Z każdym z nich po kolei się przywitałem, a oni patrzyli na mnie z pewnym zaciekawieniem – jako na kolejnego przybysza z tak dawna nie widzianej Ojczyzny. Był wśród nich i Ryszard Kaczorowski – wówczas minister spraw krajowych Rządu RP na uchodźstwie. Wyraźnie odstawał, nawet od tak dystyngowanego towarzystwa, swoją niezwykle życzliwą i przyjazna aparycją. Z uśmiechem uścisnął moją dłoń i powiedział: „A Pan zapewne z Polski. Witamy na Zamku. Musimy porozmawiać”. Nieco zaskoczony odparłem: „Oczywiście, jestem do dyspozycji”. Trochę mnie przy tym nie zdziwiło, iż od razu we mnie rozpoznał przybysza z Polski, gdyż do elegancji II Rzeczpospolitej było nam wówczas daleko.
Po dłuższej chwili, gdy zebrane towarzystwo nieco już przycichło, do sali wszedł gospodarz Zamku – Prezydent RP Kazimierz Sabbat wraz z niezwykle dystyngowaną małżonką Anną, a wraz z nimi wszedł majestat niepodległej Rzeczpospolitej. Tak oto, niczym w wehikule czasu, przeniosłem się do zaginionego świata Piłsudskiego, Mościckiego, Rydza-Śmigłego, Wieniawy-Długoszowskiego, Becka i Składkowskiego. Tu ich wychowankowie i depozytariusze tamtego czasu Niepodległej RP: Sabbat, Kaczorowski, Rudnicki, Szczepanik, Szadkowski, Szkopiak, czy wspomniany już Wendorff nie mówiąc o Rowmundzie Piłsudskim czy gen. Stanisławie Maczku. Spełniło się to o czym marzyłem od wielu lat i co było przedmiotem moich zainteresowań naukowo-historycznych. Tu ze świadkami historii. Na Zamku…

W takich okolicznościach moje myśli przerywa dźwięk naszego hymnu i rozbrzmiewające z ust zebranych słowa: „Jeszcze Polska nie zginęła póki my żyjemy…” Wielu z nich ma za sobą szlak „Armii Andersa” z „ziemi włoskiej do Polski”. Wciąż idą – i jak mówił ich nie żyjący już od 18-tu lat dowódca gen. Władysław Anders „może nie wszyscy, ale dojdą”. Spełnienie się tych słów było bliższe niż kiedykolwiek wcześniej, choć jeszcze wówczas w 1988 roku nie wszyscy w to mogli uwierzyć.

Prezydent Sabbat wierzył i wyrazistym, nieco „metalicznym” ale ciepłym głosem powitał zebranych. W krótkim przemówieniu przypomniał obchodzone wówczas święto 11 Listopada i niezłomną wiarę, że Polska na powrót będzie Niepodległa, choć od blisko półwiecza nad Wisłą stacjonowały sowieckie wojska Czerwonej Armii, utrzymując na swoich bagnetach niechciany komunistyczny i niesuwerenny rząd. To on zaledwie siedem lat wcześniej wypowiedział narodowi wojnę dławiąc czołgami 10-milionowy ruch „Solidarności”. To ten narzucony nam siłą „rząd” wprowadził stan wojenny, strzelał do strajkujących robotników i mordował skrytobójczo księży, studentów, licealistów…

To o tym chciał ze mną rozmawiać wówczas Ryszard Kaczorowski, któremu były tak bliskie młodzieńcze, idealistyczne nastawienie rwących się do walki o Wolność młodych polskich serc. Sam, gdy był harcerzem jeszcze w przedwojennej Polsce, zaangażował się w walkę o utrzymanie niepodległości w 1939 r. To za tą walkę skazany został przez Rosję sowiecką na karę śmierci, a następnie więzienie i zsyłkę na Sybir. Mówił mi później, że gdy już dotarł na Kołymę, starsi więźniowie, którzy przeżyli tam kilka lat i widzieli nie jedno, gdy spojrzeli na młodego Ryszarda zawyrokowali: „nie dożyjesz następnego roku”. Ta złowieszcza przepowiednia nie spełniła się. Opowiadał mi wówczas jak niespodziewania dla wszystkich, już po wybuchu konfliktu sowiecko-niemieckiego w 1941 roku, nadeszło nieoczekiwane wybawienie. Oto zaczęto tworzyć w Rosji sowieckiej Armię Polską pod dowództwem gen. Władysława Andersa. Ogłoszono tzw. „amnestię” dla Polaków! Tak oto wychodził na wolność w zniewolonym kraju tej „nieludzkiej ziemi”. Wraz z „Armią Andersa” wydostał się do Persji i dalej na Bliski Wschód, by przez ziemię włoską dotrzeć do Polski. Do roku 1988 jednak nie dotarł. Zasiadł za to przed nim młody – jak on przed laty, pełen zapału do walki o Niepodległość – student.

Umówiliśmy się na to spotkanie dość szybko. Gdy po raz kolejny przekraczałem próg „zamku” na Eaton Place 43, powiodła mnie na górę niewielka winda. Mijając na jednym z wyższych pięter tabliczkę z napisem „ul. Wierzbowa” od razu skojarzyłem to z dawną przedwojenną siedzibą Ministerstwa Spraw Zagranicznych, gdzie urzędował min. Józef Beck. Znów wracały wspomnienia dawnej Polski czasu przeszłego, a tu wciąż jednak nie dokonanego.

W niedużym pokoju z biurkiem po prawej stronie od wejścia powiał mnie ponownie Ryszard Kaczorowski – minister spraw krajowych Rządu RP na uchodźstwie. Zaproponował angielską herbatę z mlekiem, co wówczas był dla mnie wciąż nowością (po raz pierwszy piłem taką herbatę wieczorem po przylocie do Londynu u nestorki niepodległościowego ruchu socjalistycznego dr Lidii Ciołkoszowej). I tak, przy angielskiej herbacie w londyńskim klimacie, rozpoczęliśmy naszą pierwszą rozmowę. Minister Kaczorowski wypytywał się o to jak wygląda dzisiejsza Polska, jak wygląda młodzieżowa opozycja, podziemne Niezależne Zrzeszenie Studentów Polskich i Solidarność Walcząca. Wszak zaledwie rok wcześniej był tu założyciel i przywódca SW Kornel Morawiecki – siłą wydalony przez władze PRL z Polski.

Opowiadałem o Uczniowskim Komitecie Oporu Społecznego, jaki założyliśmy z kolegami w liceum po wprowadzeniu stanu wojennego, o podziemnym NZS-ie, o pobycie w więzieniu w 1986 r. Ten więzienny okres szczególnie zainteresował min. Kaczorowskiego. Dopytywał o warunki, nastroje, wyżywienie. Nie zdziwił się gdy opowiedziałem mu jak to aresztowany zostałem i opisany w reżimowej prasie jako student, a gdy wychodziłem ukazała się w tej samej prasie notka, iż jestem już pracownikiem naukowym. Rozmawialiśmy o strajkach studenckich w maju 1988 r. kiedy to byłem członkiem Komitetu Strajkowego na Uniwersytecie Wrocławskim. Na koniec poruszyliśmy kilka tematów związanych z różnicami programowymi w łonie opozycji, co wkrótce miało stać się kluczowe dla rozwoju wydarzeń w Polsce.

Gdy wychodziłem od min. Kaczorowskiego tuż za „ul. Wierzbową” natknąłem się na Ludwika Maika – archiwistę „zamkowego” – z którym później miałem przyjemność spotykać się po wielokroć w jego „zamkowym” królestwie przepastnych archiwów i dokumentów na niezwykłym poddaszu „zamku”. To on wprowadzał mnie w tajniki „zamkowej” archiwistyki i udostępniał to, czego nie byłem w stanie „zdobyć” w Polsce. Przypadliśmy sobie od razu do gustu jako bratnie dusze zamiłowane w historii. Na pożegnanie powiedział mi wówczas: „Dobrze, że spotkał się Pan z Ryszardem Kaczorowskim, to rozsadek idący w parze z doświadczeniem.”

Z tym rozsądkiem miałem przyjemność stykać się już do Jego tragicznej śmierci 10 kwietnia 2010 pod Smoleńskiem w drodze do Katynia…

Autor artykułu na Wystawie na Zamku Królewskim na 100-lecie urodzin Ryszarda Kaczorowskiego – ostatniego Prezydenta RP na uchodźstwie.

* * *

Arkadiusz Urban – autor książki o Rządzie RP na Uchodźstwie w okresie powojennym pt. “Emigracyjny Dramat”. Współpracownik Rządu RP na Uchodźstwie w l. 1989-90 jako wiceprezes Skarbu Narodowego w Wlk. Brytanii; także wówczas publicysta „Dziennika Polskiego i Dziennika Żołnierza”, „Tygodnia Polskiego”, „Orła Białego” i „Rzeczpospolitej”.

Najnowsze NAJNOWSZE


Kursy walut

PLN/GBP:
GBP/PLN:
GBP/EUR:

Kursy walut

PLN/GBP:
GBP/PLN:
GBP/EUR: