Wyzwolenie, okupacja, czy…

15 grudnia, 2019

George Orwell w swojej słynnej powieści 1984 doskonale uchwycił wiele cech systemu totalitarnego, w szczególności komunizmu. Jedną z nich była zmiana znaczenia słów, przypisywanie im znaczeń diametralnie odmiennych od pierwotnego. Ta nieustanna zmiana, brak stałego punktu odniesienia uniemożliwiały podjęcie polemiki z Partią, której główny slogan głosił: „Wojna to pokój. Wolność to niewola. Ignorancja to siła.”

Precz z „demokracją”

Jeszcze zanim Orwell napisał swoją książkę, Polacy mogli poznać tego typu działania z autopsji. Warto przypomnieć, że w pierwszych powojennych latach budowa komunistycznej dyktatury przebiegała pod hasłem wprowadzania… demokracji. Prowadziło to nie tylko do ironicznego nazywania limuzyn dygnitarzy „demokratkami”, lecz prowadziło do głębszych paradoksów. Podczas wielu protestów w latach 1945-1947 pojawiało się hasło „Precz z demokracją”. Paradoks tej sytuacji polega na tym, że ci, którzy je skandowali w rzeczywistości pragnęli demokracji i protestowali przeciw dyktaturze. Ponieważ jednak otaczała ich wszechogarniająca propaganda „obozu demokracji”, użyli tego słowa w nowym, zgodnym z nowomową sensie.

W tym samym czasie także inne słowo straciło swój pierwotny sens – wyzwolenie. Sytuacja w końcowym okresie wojny była dla większości Polaków jasna. Maria Dąbrowska w styczniu 1945 r. zapisała w swoim dzienniku: „dziś rano jeszcze byli tu Niemcy, a wieczorem jesteśmy już pod okupacją bolszewików”. Popularne w kolejnych miesiącach powiedzenie-przekleństwo głosiło: „Bodaj by Cię Niemcy okupowali, a Rosjanie wyzwolili”. W tym samym czasie jednak nowe znaczenie słowa (wyzwolenie jako zniewolenie) upowszechniano nie tylko w prasie czy radiu. W polskich miastach budowano pomniki „wyzwolicieli”, pojawiły się setki placów i ulic noszących imię „Wyzwolenia” lub wprost „Wolności”. 

W kolejnych latach „wyzwolenie” w nowym znaczeniu zadomowiło się w polszczyźnie. Przestało budzić wątpliwości, nawet po rewolucji „Solidarności”, która wielu innym pojęciom przywróciła pierwotne znaczenie. W tym samym czasie pojawiło się również wiele niezależnych publikacji na temat powojennej rzeczywistości. Mało kto dostrzegał jednak napięcie pomiędzy opisem przeszłości, a słowem, którym ten czas określano.

Precz z „wyzwoleniem”

Po 1989 r. podjęto wiele wysiłków na rzecz przezwyciężania spuścizny przeszłości, oczywiście wiele z nich było niewystarczających lub nie doprowadzono ich do końca. Obejmowały one kwestie prawne, zmiany w przestrzeni publicznej (w tym usuwanie pomników „wyzwolicieli”), gospodarce itd. Nie podjęto jednak szerszych wysiłków na rzecz przywrócenia istotnym pojęciom ich prawdziwego znaczenia. Być może najbardziej rozpowszechnionym z nich jest właśnie wyzwolenie, wciąż powszechnie używane dla opisu procesu wyparcia niemieckich okupantów przez Armię Czerwoną.

Może ta sprawa nie ma  większego znaczenia? Wszak większość z nas, szczególnie ci, którzy interesują się historią wie, jaka była rzeczywistość lat 1944-1945 – wyznaczały ją represje i zbrodnie, niszczenie niepodległościowego podziemia, początek budowy komunistycznej dyktatury. Trudno ówczesną sytuację zmieścić w słownikowej definicji pojęcia wyzwolenie (wg Słownika Języka Polskiego PWN – „odzyskanie niepodległości”, „przywrócenie wolności, niezależności”). Nikt nie będzie raczej przekonywał, że Polacy byli wówczas (i później) wolni, a Polska niepodległa.

Słowa mają jednak znaczenie i nie chodzi tylko o precyzyjny opis przeszłości. Jest też głębszy sens – jeśli zgodzimy się na oderwanie pojęć od ich znaczenia, de facto akceptujemy świat, w którym nie istniej prawda, a jedynie post-prawda, płynną rzeczywistość, w której nie ma stałych wartości. Przezwyciężanie efektów komunistycznej propagandy to nie tylko element procesu rozliczeń z przeszłością, ale także ważny wkład we współczesność i praca na rzecz przyszłości.

Jest też jeszcze jeden, rzadko dostrzegany aspekt tej sprawy. Kilka tygodni temu, we wrześniu 2019 r. doszło charakterystycznego napięcia między rządami Estonii i Federacji Rosyjskiej. Estoński minister spraw zagranicznych wezwał rosyjskiego ambasadora po jego słowach o rzekomej wdzięczności Estończyków dla sowieckich wyzwolicieli. W tym samym czasie w Moskwie dla uczczenia „wyzwolenia” Tallina zabrzmiały salwy armatnie i zorganizowano pokaz fajerwerków. Uroczystości te stanowią część szeroko zakrojonego programu „Pamięć zwycięstwa”, podobne wydarzenia będą organizowane w kolejnych miesiącach. W proteście estońskiego MSZ podkreślano, że dla Estonii 1944 nie oznaczał wyzwolenia, lecz początek nowej okupacji.

Komentując sytuację, rzecznik rosyjskiego MSZ Maria Zacharowa stwierdziła: „uznajemy za nieakceptowalne nawet używanie terminu «sowiecka okupacja», pojęcia którego niektórzy używają do określania wyzwolenia narodów Europy spod nazistowskiego zniewolenia”. Znaczenie terminu „wyzwolenie” dla rosyjskiej polityki szerzej rozwinął kilka miesięcy temu minister Siergiej Ławrow w tekście opublikowanym w piśmie „Foreign Affairs” – notabene całkowicie niezauważonym w Polsce.

Używanie terminu „wyzwolenie” oznacza zatem (niezależnie od naszej woli) wpisywanie się w rosyjską politykę historyczną, z wszystkimi jej współczesnymi celami. Warto i o tym pomyśleć. Na marginesie – czy jesteśmy przygotowani na 17 stycznia 2020? Jak zareagujemy na zmasowaną „wyzwoleńczą” propagandę i uroczystości w Moskwie? Można się spodziewać, że będą one miały większy wymiar i znaczenie, niż w przypadku Tallina.

Rozpocznijmy debatę, jakim słowem zastąpić „wyzwolenie”. Okupacja, wyparcie Niemców, zniesienie niemieckiej okupacji, nowe zniewolenie, ujarzmienie? Wbrew pozorom nie jest to oczywiste – każdy wybór pociąga za sobą konsekwencje. Przykładowo – jeśli będziemy mówić o okupacji, to do kiedy ona trwała? Do powstania Tymczasowego Rządu Jedności Narodowej, do 1956, do 1989, a może 1993?

Taka debata niesie ze sobą także ważne ryzyko, którego powinniśmy być świadomi. Jest to groźba relatywizacji. Nie można twierdzić, jak to się niekiedy dzieje, że nie było różnicy pomiędzy niemiecką okupacją a sowieckim zniewoleniem. Ta pierwsza oznaczała masową eksterminację, komunistyczne zbrodnie w Polsce po 1944 nie przybrały takich rozmiarów. Z czasem coraz bardziej nie o fizyczną eliminację, a o niszczenie ducha narodu chodziło. Warto jeszcze raz odwołać się do zapisków Dąbrowskiej, tym razem z listopada 1949 r.: „Niemcy walili obuchem w łeb, lecz o ile obuch nie trafił, człowiek żył, choć pod ziemią, wolny i piękniejszy. Rosja działa jak żrący kwas przetrawiający duszę narodu i zmieniający jej organiczny skład w amalgamat nie do poznania i w dodatku cuchnący.”

Łukasz Kamiński

Artykuł ukazał się w listopadowym numerze miesięcznika wSieci Historii

Najnowsze NAJNOWSZE


Kursy walut

PLN/GBP:
GBP/PLN:
GBP/EUR:

Kursy walut

PLN/GBP:
GBP/PLN:
GBP/EUR: