Minister Kultury i Dziedzictwa Narodowego, prof. Piotr Gliński, złożył wizytę w Londynie, by wziąć udział w spotkaniu z Polonią oraz uroczystości związanej z odzyskaniem przez Państwo Polskie kolejnego dzieła sztuki zrabowanego przez Niemców w czasie II wojny światowej.
Postanowiliśmy spytać jaka jest skala polskich strat wojennych i jak wygląda ich restytucja przez Ministerstwo Kultury i Sztuki.
George Byczynski, British Poles: Panie Premierze, czy zechciałby Pan powiedzieć naszym czytelnikom jak wielkie straty ze strony Niemiec poniosła Polska kultura w czasie II wojny światowej? Była to przecież szeroko zakrojona i celowa grabież. Czy można określić ilość zrabowanych dzieł sztuki z polskich muzeów, galerii i prywatnych kolekcji?
Piotr Gliński: według szacunków przeprowadzanych po wojnie, to jest to około 514 tysięcy dzieł sztuki, które zostały zrabowane. Najprawdopodobniej ta liczba jest jeszcze większa. Nie jest znana liczba dzieł ukradzionych z prywatnych mieszkań lub spalonych, gdzie nie było inwentaryzacji ani żadnych świadków. Nasz raport, który przygotowaliśmy w sprawie odszkodowań, oblicza te straty na prawie 52 miliardy, jeśli chodzi o „ruchome” dzieła sztuki i straty materialne (skrócona wersja Raportu Wojennego w języku polskim jest dostępna tutaj – przyp. red). Same muzea pozbawione zostały około 50 procent swoich zbiorów, a biblioteki aż 70. A raport zakłada ostrożne, wręcz minimalistyczne założenia czyli przedstawia to, co można udowodnić i obliczyć na podstawie dokumentów. Cała ta sfera nieznana nie może być w raporcie ujęta.
GB: Czy polski resort kultury posiada bazę zrabowanych dzieł sztuki?
PG: Tak, mamy bazę danych i jest w niej 68 tysięcy przedmiotów. Jak obejmowałem stanowisko było o 4 tysiące mniej. Moi pracownicy z Departamentu Restytucji Dóbr Kultury wprowadzili nowy program dotyczący badań proweniencyjnych. Nasze muzea i instytucje mogą dostawać granty badawcze na badanie własnych kolekcji, by ustalić i opisać to, co zostało stracone. Dzięki takim badaniom powiększa się nasza baza. Posiadamy narzędzia internetowe, które przeszukują aż 58 milirdów obrazów dziennie. Gdy znajdzie się podobieństwo jestem natychmiast informowany. Takie sytuacje zdarzają się 60-80 razy dziennie! Potem każde zgłoszenie jest szczegółowo sprawdzane. To jest praca złożona, wręcz detektywistyczna, oparta o znajomość historii sztuki, prawa i doświadczenie.
GB: Jak wiele dzieł sztuki udało się dotychczas odzyskać za Pana kadencji?
PG: Prawie 700 pojedynczych dzieł sztuki, w tym też kolekcje archeologiczne. Niestety, jest to wciąż kropla w morzu. W chwili obecnej jesteśmy w trakcie 150 restytucji w 15 krajach całego świata. Co tydzień praktycznie coś prezentujemy. Mój zespół działa troszeczkę jak służby specjalne, stara się nie mówić o rzeczach, które są dopiero „namierzone”. Najbardziej lubimy mówić, gdy odzyskany przedmiot jest już w Polsce. Polska nie ustanie w swoich dążeniach restytucyjnych, cały nasz departament składający się z 20 osób, został powołany w tym celu.
GB: Jak skomplikowana jest procedura odzyskiwania obrazu, który zostanie znaleziony na przykład na aukcji?
PG: W Niemczech nie mamy prawnych argumentów, by odbierać zrabowane dzieła sztuki. Wedłu niemieckiego prawa, posiadacz ukradzionego przedmiotu staje się po 30 latach jego legalnym właścicielem. Możemy się wtedy odwoływać tylko do dobrej woli. Często używamy do pomocy różne instytucje, czy też próbujemy odwoływać się do moralności. Współpracujemy z różnym służbami, w Stanach z FBI i specjalistyczną firmą do poszukiwania skradzionych dzieł sztuki. Ja nie jestem nawet informowany o szczegółach takich pertraktacji, ale wiem, że zdarzały się sytuacje, że posiadacze obrazu po wizycie FBI zmieniali zdanie. Z nami nie chcieli rozmawiać, unikali tematu, natomiast w momencie kiedy pojawiali się funkcjonariusze FBI, mając w ręce nasz wniosek restytucyjny, z własnej woli przedmiot oddawali. Przyjeżdżali potem do Polski podkreślając swoją dobroć. Byłem świadkiem takich sytuacji.
GB: Czy zdarza się, by Niemiec sam zgłosił posiadanie polskiej straty wojennej zagrabionej przez swoich przodków i dobrowolnie ją oddał?
PG: Niemcy są zagmatwani moralnie. Ostatnio zgłosiła się do nas starsza para niemiecka, twierdząc że chcą zadośćuczynić grzechom swoich przodków. Potem zmienili zdanie, twierdząc że to wypędzeni coś zamienili za szklankę mleka. Wyparli się, że to rodzice ukradli, tylko jacyś anonimowi Niemcy. Była też pani, która przyniosła szkic Brandta i twierdziła, że tatuś znalazł go w gruzach Warszawy. No mógł znaleźć, w Warszawie były gruzy…
GB: A jak Polonia może wspierać działania restytucyjne?
PG: Przede wszystkim polecam zapoznać się z naszą bazą dzieł utraconych czyli strat wojennych, których jest 68 tysięcy oraz bazą dzieł ukradzionych i nielegalnie wywiezionych z Polski – tam jest 12 tysięcy obiektów. Warto też śledzić aukcje, gdzie takie rzeczy się pojawiają. Zachęcam do kontaktu z naszymi instytucjami, które są bardzo aktywne, nie tylko za pośrednictwem internetu, ale też w czasie wizyt w Polsce.
GB: Dziękujemy za wywiad.
Rozmawiał: George Byczynski
Zdjęcie: Minister Piotr Gliński z broszurą „Polskie dobra kultury utracone w czasie II wojny światowej” na tle kopii jednego z najcenniejszych polskich obrazów, który do tej pory nie został odnaleziony – „Portretu młodzieńca” pędzla Rafaela Santi. Obraz z kolekcji Muzeum Czartoryskich w Krakowie został zrabowany przez Niemców we wrześniu 1939.