Krzysztofa Moskalewicza poznaliśmy na koncercie w St John’s Church na Waterloo w Londynie, gdzie fantastycznie zagrał 24 Preludia Fryderyka Chopina Op. 28. Publiczność była zachwycona domagając się licznych bisów. Jednym z nich był zaginiony walc Chopina, który po prawie 200 latach został odnaleziony w Nowym Jorku. Postanowiliśmy poprosić Krzysztofa o wywiad.
Maria Byczynski: Kilka dni temu usłyszałam po raz pierwszy, jak grasz. Podzieliłam zachwyt publiczności zgromadzonej na Twoim koncercie. Dlatego chciałabym Ciebie prosić, byś podzielił się z naszymi czytelnikami garścią informacji na temat Twojej edukacji muzycznej. Wiem, że jesteś z Warszawy, prawda?
Krzysztof Moskalewicz: Tak, pochodzę z Warszawy, urodziłem się na Żoliborzu i zacząłem edukację muzyczną w Państwowej Szkole Muzycznej I stopnia im. Oskara Kolberga w klasie prof. Renaty Lasockiej.
MB: A właśnie – pianiści zawsze mówią nazwiska swoich nauczycieli, w jakiej klasie byli. Zawsze to podkreślają. Dlaczego?
KM: Tak, bo to jest najważniejsza sprawa, z kim ta współpraca się odbywa. Wydaje mi się, że to ma największy wpływ na rozwój muzycznej osobowości dziecka czy rozwój pianistyczny. To już nawet nie sama szkoła, tylko właśnie ten pedagog ma największe znaczenie. Potem uczyłem się w ZPSM im. Chopina na Bednarskiej u prof. Joanny Kurpiowskiej. To była szkoła drugiego stopnia. W sumie wszystko trwało 12 lat.
MB: I na tym zakończyłeś swoją edukację muzyczną w Polsce?
KM: W 2010 roku szukałem pedagoga do którego mógłbym zdawać na studia. Pojechałem na kurs pianistyczny, który odbywał się w Dusznikach-Zdroju. Tam była taka specjalna edycja, z okazji chopinowskiej rocznicy, 200-lecie urodzin Chopina. Organizatorzy zaprosili profesorów z zagranicy i był m.in. Ronan O’Hora z Guildhall School of Music&Drama w Londynie.
MB: Znałeś te nazwiska, mówiły Ci coś?
KM: Nie! Ale odezwałem się do starszej koleżanki pianistki, która studiowała wtedy w Anglii. Ona bardzo mi polecała zapisać się do Ronana O’Hory. Spróbowałem, pojechałem, zagrałem i… wyczułem, że jest taka nić zainteresowania ze strony profesora. No i w tym momencie to dało mi trochę takiej odwagi i zacząłem podpytywać, czy ewentualnie byłaby jakaś możliwość, żeby przyjechać do niego na studia.
MB: Ile lat wtedy miałeś?
KM: 18. Cała procedura rekrutacji zaczyna się rok przed studiami. Żeby się dostać, musiałem polecieć do Londynu na przesłuchanie. To był mój pierwszy lot samolotem i pamiętam, byłem tak podekscytowany że nie mogłem spać. To był dla mnie okres wielkich planów i wyzwań. Udało mi się na ten egzamin dotrzeć, zagrałem, wszystko poszło w miarę dobrze. Po kilku tygodniach dostałem e-mail z uczelni z informacją, że mam zagwarantowane miejsce.
MB: Wspaniale! A jak wyglądają takie studia od strony finansowej?
KM: Niestety, głównym problemem rzeczywiście była sprawa finansowa. Uczelnia ma do dyspozycji stypendia, ale jest bardzo dużo kandydatów. W moim przypadku udało się zdobyć stypendium pokrywające opłatę za studia. Natomiast koszty utrzymania w Londynie były bardzo wysokie więc zacząłem wielkie oszczędzanie, szukałem też wsparcia ze strony rodziny, znajomych oraz fundacji wspomagających muzyków.
MB: No jasne. Jak się ta londyńska szkoła nazywa?
KM: Guildhall School of Music & Drama, to jest przy Barbican. To jedna z 4 uczelni w Londynie, które ze sobą konkurują: Royal College of Music, Royal Academy of Music, Guildhall i Trinity Laban.
MB: Czyli przyjechałeś do Londynu w 2011 już na studia. I jak dalej się potoczyła Twoja edukacja?
MB: Na początku to były 4 lata studiów Bachelor, potem 2 lata też byłem na Masters of Music i potem dostałem Guildhall fellowship. To jest bardziej taki staż, bo tam już się pracuje, ma zajęcia ze studentami, ale również trzeba wykonać różne projekty muzyczne.
MB: A powiedz mi, na przestrzeni tych wszystkich lat, co uważasz, że jest Twoim największym osiągnięciem?
KM: Moim największym osiągnięciem, wydaje mi się, że jest wydanie płyty. Były to Ballady Chopina i ‘Postcards’ – cykl utworów kompozytorki chińskiego pochodzenia, Sun Keting. Spotkałem ją w Royal Academy of Music gdzie odbyłem studia podyplomowe w 2022 roku, to jest professional diploma. Miałem pomysł, żeby nagrać Cztery Ballady Chopina i wymyśliłem, żeby zamówić u niej utwory, które mógłbym dopasować z balladami na płytę. To miały być takie jakby interludia do ballad. Chciałem żeby styl nawiązywał troszkę do Chopina. To się udało. Wydaje mi się, że Sun Keting skomponowała to w takim duchu, w jakim ja sobie wyobrażałem, a z drugiej strony też udało jej się stworzyć z tego piękny indywidualny cykl.
MB: Słyszałam Ciebie grającego Chopina, czy jest on Twoim ulubionym kompozytorem?
KM: To na pewno jest jeden z moich ulubionych i najbliższych sercu kompozytorów, ale lubię też grać innych romantyków, Schumanna, Rachmaninowa czy Brahmsa.
MB: A powiedz mi, kiedy w ogóle zacząłeś grać?
KM: Ja zacząłem grać w wieku 6 lat, jeszcze przed rozpoczęciem szkoły. W domu było pianino dlatego, że moja mama kiedyś grała. Rodzice mnie bardzo wspierali, ale – co było ważne – nigdy mnie nie zmuszali do grania.
MB: No właśnie, może udzielisz mi odpowiedzi na temat, na który zaczęliśmy rozmawiać już wcześniej, czyli jak dzieci zmotywować do gry? Masz w tej dziedzinie duże doświadczenie, bo wiem, że uczysz dzieci, prawda?
MK: Tak, dzieci i dorosłych również. Wśród dzieci mam grono studentów w wieku od 8 do 16 lat. Wydaje mi się, że najważniejsze jest bycie w dobrym, kreatywnym środowisku. W moim przypadku to bardzo podziało, muzyka była u mnie w domu praktycznie na co dzień, dlatego że mój tato miał bardzo wiele płyt. Byłem bardzo osłuchany, głównie z muzyką klasyczną, ale również był jazz, rock.
MB: A powiedz mi, w jakiej najbardziej prestiżowej sali koncertowej zagrałeś?
KM: Barbican Hall! Myślę, że to jest najbardziej prestiżowe miejsce. Grałem również w Wigmore Hall, ale to są skrajnie różne akustyki w których gra się zupełnie inaczej.
MB: A zdradzisz naszym czytelnikom, jakie masz plany na przyszłość?
KM: Na przyszłość wydaje mi się, że chciałbym wydać kolejną płytę. Być może właśnie z Preludiami Chopina! A oprócz tego jeszcze też komponuję, mam własny styl, taki bardziej minimalistyczny kierunek muzyki, którą tworzę. Chociaż ciężko to porównywać do wybitnych dzieł, ale to są takie utwory, które można traktować jak muzykę kontemplacyjną, czy uspokajającą, tzw. calm music.
MB: A powiedz mi, jakie masz pasje poza muzyką? Czym taki artysta jak Ty się jeszcze interesuje?
KM: Podróże. Na pewno podróże. Lubię również sport, głównie tenisa. Oprócz tego bardzo lubię przebywać w otoczeniu natury, zawsze bardzo cenię sobie właśnie taki czas, taką odskocznię, w spokojnym miejscu, na przykład w górach albo jakimś malowniczym miejscu. W Londynie jest bardzo dużo tego pośpiechu i zgiełku.
MB: A gdzie nasi czytelnicy będą mogli Cię posłuchać następny raz? Czy już coś wiadomo?
KM: Będę miał kilka koncertów. Jeden w Londynie na jesieni 2025 w Chopin Society UK. Mam też plany na wiosnę, ale jeszcze nie mogę ich zdradzić. Ale mojej muzyki można słuchać na Spotify i Apple Music.
MB: A jest szansa, że zagrasz na Festiwalu Chopinowskim, który corocznie organizuje w POSK-u Janusz Sikora-Sikorski?
KM: Bardzo chętnie, jeśli będzie taka okazja!
MB: To do zobaczenia i usłyszenia! Będziemy śledzić Twoją karierę.
KM: Bardzo dziękuję i proszę pozdrowić czytelników British Poles.
MB: Z przyjemnością. I dziękujemy za wywiad!
Rozmawiała: Maria Byczynski
Zdjęcia: British Poles
Zdjęcie główne: Michelle Cubid





