Profesor Piotr Wilczek: „Polska i Wielka Brytania – historie bardziej splecione, niż nam się wydaje”

Profesor Piotr Wilczek w niedawno wydanej książce Entwined Histories: Essays on Poland, Britain, and Cultural Memory prowadzi czytelnika przez ponad pięć stuleci polsko-brytyjskich spotkań. Pisze o misji Jana Dantyszka na dworze Henryka VIII, lordzie Byronie i Adamie Mickiewiczu, Winstonie Churchillu i konferencji jałtańskiej, polskim Londynie, BBC, Josephie Conradzie, Krystynie Skarbek, londyńskich księgarniach, klubach i restauracjach.

W rozmowie z British Poles wyjaśnia, dlaczego Londyn można nazwać jedną z polskich stolic, co różni brytyjską i polską pamięć o zakończeniu II wojny światowej, jak brytyjski książę mógł zostać królem Polski oraz dlaczego życie pomiędzy dwiema kulturami nie musi oznaczać rozdarcia, lecz może dawać szczególnie cenną perspektywę.

British Poles: Panie Profesorze, w książce pojawia się wiele osobistych wspomnień, ale podkreśla Pan, że nie jest to klasyczny pamiętnik ambasadora. Czym zatem jest „Entwined Histories”?

Piotr Wilczek: Nie chciałem pisać kolejnego tomu wspomnień byłego dyplomaty, w którym najważniejsze są spotkania z politykami, kulisy negocjacji i oficjalne wydarzenia. Nie jest to również monografia akademicka. To zbiór 37 krótkich esejów powstałych niejako na marginesach oficjalnego życia.

Punktem wyjścia bywa w nich miejsce, przedmiot, obraz, książka albo przypadkowa rozmowa. Siadam przy biurku Edwarda Raczyńskiego w ambasadzie i zaczynam myśleć o ciągłości polskiej dyplomacji. Patrzę na portret generała Maczka i przypominam sobie los polskich żołnierzy, którzy wygrali wojnę, ale nie mogli wrócić do wolnej ojczyzny. Wchodzę do londyńskiej księgarni i zastanawiam się, dlaczego jedni polscy autorzy stają się częścią światowego kanonu, a inni pozostają niemal nieznani. Książka opowiada nie tyle o decyzjach politycznych, ile o tym, co dzieje się pomiędzy nimi: o pamięci, symbolach, języku i spotkaniach, które często zostawiają trwalszy ślad niż oficjalne komunikaty.

British Poles: Dlaczego wybrał Pan tytuł „Entwined Histories” – „Splecione historie”?

Piotr Wilczek: Ponieważ historie Polski i Wielkiej Brytanii nie biegną obok siebie jak dwie niezależne linie. One wielokrotnie się przecinają, rozchodzą i ponownie łączą. Czasem w momentach dramatycznych, jak podczas II wojny światowej, a czasem w miejscach znacznie mniej oczywistych – w literaturze, religii, sztuce czy historii idei.

Pięćset lat temu Jan Dantyszek przybył do Anglii jako wysłannik króla Zygmunta Starego na dwór Henryka VIII. W epoce reformacji polskie i brytyjskie teksty religijne krążyły pomiędzy krajami, były tłumaczone i przystosowywane do lokalnych sporów. W XIX wieku Byron stał się dla Polaków niemal poetą narodowym, choć nigdy Polski nie odwiedził. W XX wieku Londyn był siedzibą polskiego rządu na uchodźstwie, a brytyjskie radio pomagało Polakom zachować kontakt z prawdą.

To nie są wyłącznie przykłady „kontaktów bilateralnych”. To historie wzajemnego oddziaływania. Każda ze stron, patrząc na drugą, dowiadywała się czegoś także o sobie.

British Poles: Jeden z najważniejszych esejów nosi tytuł „London, the Other Polish Capital”. Jego zmieniona wersja ukazała się w czerwcu w internetowej wersji tygodnika „Spectator” i przez wiele dni była tam w pierwszej piątce najpopularniejszych artykułów. Czy Londyn rzeczywiście można nazwać drugą polską stolicą?

Piotr Wilczek: Oczywiście jest to metafora, ale metafora mająca bardzo konkretne historyczne podstawy. Przez dziesięciolecia Londyn był stolicą Polski na uchodźstwie – miejscem, w którym urzędował polski prezydent, rząd, instytucje wojskowe, wydawnictwa i środowiska intelektualne. Tutaj przechowywano symbole ciągłości państwa, gdy w Warszawie rządziły władze podporządkowane Moskwie.

Ale polski Londyn nie składał się wyłącznie z urzędów. Był światem księgarń, czasopism, parafii, kawiarni, teatrów i szkół sobotnich. Był miejscem, w którym ludzie pozbawieni możliwości powrotu do ojczyzny próbowali ocalić jej język i pamięć. Instytut Sikorskiego, Ognisko Polskie, POSK czy polskie kościoły nie były tylko placówkami emigracyjnymi. Tworzyły zastępczą przestrzeń polskiego życia publicznego.

Dziś Londyn nie pełni już funkcji politycznej stolicy na uchodźstwie. Nadal jednak pozostaje jedną z najważniejszych polskich metropolii poza granicami kraju – miastem, w którym nakładają się na siebie kolejne fale polskiej obecności.

British Poles: Czy pomiędzy dawną emigracją wojenną a Polakami, którzy przyjechali do Wielkiej Brytanii po 2004 roku, istnieje rzeczywista ciągłość?

Piotr Wilczek: To są bardzo różne doświadczenia. Powojenni emigranci często żyli ze świadomością, że nie mogą wrócić do kraju bez narażenia się na represje albo bez zaakceptowania systemu, którego nie uznawali. Dla współczesnych migrantów granica jest otwarta, podróż do Polski trwa kilka godzin, a decyzja o pozostaniu czy powrocie ma zazwyczaj zupełnie inny charakter.

Nie oznacza to jednak całkowitego zerwania. Nowa emigracja przejęła instytucje, miejsca i pewien kapitał symboliczny wytworzony przez poprzednie pokolenia. Korzysta z polskich szkół, parafii, klubów, bibliotek i ośrodków kulturalnych, które nie powstały wczoraj. Jednocześnie nadaje im nową energię i nowy język.

Wspólne pozostają pytania o tożsamość, wychowanie dzieci, zachowanie języka oraz relację między miejscem pochodzenia a miejscem codziennego życia. Nie trzeba wybierać jednej tożsamości kosztem drugiej. Życie w dwóch kulturach może być nie rozdarciem, lecz przywilejem – pozwala dostrzec w obu społeczeństwach rzeczy, których nie widzą osoby patrzące wyłącznie z jednej perspektywy.

British Poles: Jak połączyły się w tej książce doświadczenia uczonego i dyplomaty?

Piotr Wilczek: Dyplomata ma dostęp do ludzi, miejsc i ceremonii, które dla większości pozostają niedostępne. Uczony natomiast ma zawodowy nawyk zadawania pytań: skąd pochodzi dany rytuał, co oznacza określony symbol, jaka historia kryje się za pozornie zwyczajnym przedmiotem.

Kiedy pracowałem w ambasadzie przy Portland Place, nie mogłem zapominać, że siedzę przy biurku, z którego korzystał Edward Raczyński, jeden z najwybitniejszych polskich dyplomatów XX wieku. Mieszkając przy Grosvenor Square, widziałem z okna dawną ambasadę amerykańską i miejsce związane z Eisenhowerem, Reaganem oraz historią stosunków brytyjsko-amerykańskich. Jako były ambasador w Waszyngtonie znajdowałem się nagle w punkcie, w którym spotykały się moje dwa dyplomatyczne doświadczenia.

Nie interesowało mnie jednak odsłanianie sekretów gabinetów. Bardziej fascynowało mnie to, jak historia pozostaje obecna w pomieszczeniach, obrazach, książkach i sposobie prowadzenia rozmowy. W tym sensie dyplomacja zaczyna się czasem w księgarni albo przy stoliku w kawiarni.

British Poles: W książce opisuje Pan niezwykłą sytuację: dwukrotnie przedstawiał Pan listy uwierzytelniające królowej Elżbiecie II, a jednak nigdy nie spotkał jej Pan osobiście.

Piotr Wilczek: To jeden z bardziej osobliwych paradoksów mojej służby dyplomatycznej. Po raz pierwszy przedstawiałem listy uwierzytelniające na Bahamach, gdzie królową reprezentowała gubernator generalna. Ceremonia odbywała się w tropikalnym otoczeniu, ale z zachowaniem całego majestatu i precyzji tradycji monarchicznej.

Kilka lat później, już jako ambasador w Wielkiej Brytanii, pojechałem ceremonialną karetą do Pałacu Buckingham. Królowa, już wtedy, w marcu 2022 roku, będąc w trudnej sytuacji zdrowotnej, przebywała w Windsorze, dlatego audiencja odbyła się za pośrednictwem łącza wideo. Kiedy powiedziałem, że po raz drugi przedstawiam listy adresowane do niej (pierwsze były na Bahamach), wyglądała na nieco zaskoczoną.

Ta historia pokazuje, że tradycja nie musi oznaczać skostnienia. Brytyjska monarchia potrafiła zachować znaczenie ceremonii, a jednocześnie dostosować jej formę do nadzwyczajnych warunków.

British Poles: Osobny rozdział poświęca Pan Winstonowi Churchillowi. Dlaczego jego ocena w Polsce i Wielkiej Brytanii tak bardzo się różni?

Piotr Wilczek: Dla Brytyjczyków Churchill jest przede wszystkim przywódcą, który w najtrudniejszym momencie nie dopuścił do kapitulacji i potrafił zmobilizować społeczeństwo do walki. Ta ocena jest całkowicie zrozumiała. Bez jego determinacji historia Europy mogła wyglądać zupełnie inaczej.

Polskie doświadczenie roku 1945 było jednak odmienne. Dla Wielkiej Brytanii był to rok zwycięstwa. Dla Polski – koniec okupacji niemieckiej, ale zarazem początek uzależnienia od Związku Sowieckiego. Polacy walczyli od pierwszego do ostatniego dnia wojny, a mimo to znaleźli się po jej zakończeniu poza wolnym Zachodem.

Nie chodzi mi o łatwe oskarżanie Churchilla. Działał w dramatycznych warunkach, gdy Armia Czerwona zajmowała już Europę Środkową, a możliwości Zachodu były ograniczone. Jednak skutki ustaleń jałtańskich Polacy odczuwali przez prawie pół wieku. Dlatego ta sama postać może symbolizować dla jednego narodu zwycięstwo i wolność, a dla drugiego kompromis, którego ceną była utrata suwerenności. Dojrzała rozmowa historyczna powinna pomieścić obie te prawdy.

British Poles: Jedna z najbardziej zaskakujących historii dotyczy brytyjskiego księcia, który mógł zostać królem Polski. Jak poważna była ta koncepcja?

Piotr Wilczek: Na przełomie lat 30. i 40. XX wieku, gdy Polska znalazła się pomiędzy rosnącą potęgą Hitlera i Stalina, pojawiła się idea przywrócenia monarchii i zaproszenia na polski tron księcia Jerzego, księcia Kentu, młodszego syna króla Jerzego V. Nie twierdzę, że był to gotowy plan, który znajdował się o krok od realizacji. Była to raczej koncepcja z pogranicza strategii, symboliki i dyplomatycznej wyobraźni.

Brytyjski książę jako król Polski mógłby stać się widocznym znakiem związku Polski z Zachodem i dodatkową gwarancją brytyjskiego zaangażowania. Wojna oraz śmierć księcia Jerzego w katastrofie lotniczej w 1942 roku sprawiły, że pomysł pozostał jedynie fascynującym pytaniem o to, co mogło się wydarzyć.

Historia ma jednak swój ciąg dalszy. Syn księcia Jerzego, obecny książę Kentu, od wielu lat utrzymuje bliskie relacje z polską społecznością, odwiedza Ognisko Polskie i uczestniczy w upamiętnianiu polskich lotników. To dobry przykład tego, że dyplomatyczna idea, nawet niezrealizowana, może pozostawić po sobie trwałą więź.

British Poles: Pisze Pan także bardzo osobiście o polskiej sekcji BBC. Jaką rolę odegrała ona w Pana pokoleniu?

Piotr Wilczek: W Polsce lat siedemdziesiątych i osiemdziesiątych samo nastawienie radia na zagraniczną stację było aktem nieposłuszeństwa. Wśród trzasków, zakłóceń i szumu pojawiał się spokojny głos z Londynu, który opisywał rzeczywistość bez propagandowych sloganów.

BBC nie tylko przekazywało wiadomości. Pokazywało również pewien styl debaty publicznej: rzeczowy, powściągliwy, pozbawiony krzyku. Dla wielu Polaków był to kontakt z normalnością. Nawet prognoza pogody z Londynu miała wtedy szczególny urok, ponieważ pochodziła ze świata, w którym informacji nie traktowano wyłącznie jako narzędzia władzy.

Dziś dezinformacja działa inaczej. Nie zawsze potrzebne są zagłuszarki; wystarczą algorytmy, emocjonalne przekazy i zamknięte środowiska informacyjne. Dlatego historia polskiej sekcji BBC nie jest nostalgiczną ciekawostką. Przypomina, że wiarygodne media i spokojnie podawane fakty mogą mieć znaczenie polityczne i moralne. Także media polonijne odgrywają ważną rolę, ponieważ łączą społeczność, zachowują jej pamięć i pomagają interpretować wydarzenia zachodzące w obu krajach.

British Poles: Jeden z rozdziałów nosi prowokacyjny tytuł: „Polish Nobel Prize Winners — Were They Really Polish?”. Czy kwestionuje Pan polskość naszych noblistów?

Piotr Wilczek: Przeciwnie – kwestionuję raczej przekonanie, że tożsamość pisarza da się łatwo zamknąć w jednej narodowej rubryce. Isaac Bashevis Singer urodził się i wychował w Polsce, pisał w jidysz, a Nagrodę Nobla otrzymał jako obywatel amerykański. Czesław Miłosz był polskim poetą urodzonym na Litwie, również obywatelem amerykańskim, przez wiele lat mieszkał we Francji i Stanach Zjednoczonych, a jednocześnie należał do kilku tradycji kulturowych. Wisława Szymborska wydaje się przypadkiem znacznie bardziej jednoznacznym. Olga Tokarczuk jest głęboko zakorzeniona w polskiej rzeczywistości, ale jej literatura przemawia do czytelników na całym świecie.

Pytanie brzmi więc: co decyduje o narodowej przynależności pisarza – język, obywatelstwo, miejsce urodzenia, temat twórczości czy własna deklaracja?

Ogromną rolę odgrywa także przekład. Autor może być wybitny, lecz jeśli nie znajdzie znakomitego tłumacza, odpowiedniego wydawcy i krytyków gotowych go przedstawić, może nigdy nie wejść do światowego obiegu. Tłumacz jest w tym sensie jednym z najważniejszych, choć często niewidocznych dyplomatów kultury.

British Poles: Interesująco pisze Pan o brytyjskiej monarchii, ale również o tysiącleciu koronacji Bolesława Chrobrego. Dlaczego współczesna republika powinna świętować koronację króla?

Piotr Wilczek: Ponieważ nie chodzi o nostalgię za monarchią ani o pomysł jej przywracania. Koronacja Bolesława Chrobrego w 1025 roku była przede wszystkim potwierdzeniem suwerenności Polski i jej miejsca wśród europejskich państw chrześcijańskich.

Brytyjczycy patrzą na monarchię jako na żywą instytucję zapewniającą ciągłość. Polacy patrzą na koronę raczej jako na znak historycznej niezależności. Nasze państwo było wielokrotnie niszczone, dzielone i okupowane, dlatego symbole ciągłości mają szczególne znaczenie. Koronowany biały orzeł pozostaje przecież godłem Rzeczpospolitej.

Obserwowanie brytyjskich ceremonii pozwoliło mi lepiej zrozumieć, że rytuał nie musi być pustym widowiskiem. Może przechowywać pamięć wspólnoty i przypominać, że instytucje są starsze niż aktualne konflikty polityczne. W Wielkiej Brytanii monarchia symbolizuje ciągłość. W Polsce pamięć o dawnej monarchii symbolizuje przede wszystkim zdolność państwa do odradzania się.

British Poles: Książkę można czytać również jako osobisty przewodnik po Londynie. Które miejsca były dla Pana najważniejsze?

Piotr Wilczek: Trudno stworzyć ranking, ponieważ każde z nich reprezentuje inny wymiar Londynu. Warburg Institute jest dla mnie miejscem formacji intelektualnej – tam w latach dziewięćdziesiątych prowadziłem badania, a później jako ambasador organizowałem spotkanie poświęcone pięćsetleciu pierwszej polskiej misji dyplomatycznej do Anglii.

National Gallery przypomina mi pierwszą wizytę w Londynie w 1988 roku, gdy jako młody badacz z komunistycznej Polski po raz pierwszy zobaczyłem obrazy znane wcześniej tylko z reprodukcji. Wigmore Hall jest miejscem, w którym można na chwilę wyłączyć się z oficjalnego rytmu i skoncentrować wyłącznie na muzyce.

Są też księgarnie: Daunt Books, Hatchards, Foyles oraz polska księgarnia w POSK-u. I oczywiście miejsca polskiego życia towarzyskiego – Ognisko Polskie czy Daquise. W tych restauracjach historia nie jest eksponatem w gablocie. Żyje w rozmowach, menu, fotografiach i spotkaniach kolejnych pokoleń. Chciałem pokazać, że pamięć przechowują nie tylko pomniki i archiwa, ale również parki, sale koncertowe i półki z książkami.

British Poles: Czego Brytyjczycy mogliby dowiedzieć się z tej książki o Polsce, a Polacy – o Wielkiej Brytanii?

Piotr Wilczek: Brytyjski obraz Polski bywa ograniczony do II wojny światowej, komunizmu, „Solidarności” oraz najnowszej emigracji. Wszystkie te tematy są ważne, ale Polska ma także długą tradycję zachodniego chrześcijaństwa, renesansowego humanizmu, religijnej różnorodności, literatury i republikańskiej myśli politycznej. Nie była wyłącznie peryferium Europy, lecz uczestniczyła w jej najważniejszych sporach intelektualnych i politycznych.

Polacy z kolei często patrzą na Wielką Brytanię przez kilka uproszczonych obrazów: imperium, monarchię, arystokrację, pragmatyczną politykę zagraniczną. Tymczasem jest to społeczeństwo pełne sprzeczności – bardzo przywiązane do tradycji, a zarazem zdolne stopniowo ją przekształcać; oficjalnie powściągliwe, lecz dysponujące niezwykle ostrym poczuciem humoru; świadome swojej historii, ale nie zawsze świadome tego, jak tę historię pamiętają inni.

Najciekawszy moment następuje wtedy, gdy patrzymy na własny kraj oczami drugiej strony. Widzimy wówczas rzeczy, które wcześniej wydawały się zbyt oczywiste, aby je zauważyć.

British Poles: Czy książka jest szczególnie adresowana do Polaków mieszkających w Wielkiej Brytanii?

Piotr Wilczek: Myślę, że polscy mieszkańcy Wielkiej Brytanii mogą odnaleźć w niej doświadczenie bardzo sobie bliskie. Żyją jednocześnie w dwóch przestrzeniach pamięci. Znają polskie odniesienia, ale potrafią też rozumieć brytyjskie kody, instytucje i obyczaje. Często muszą tłumaczyć jeden kraj drugiemu – nie tylko językowo, lecz również historycznie i kulturowo.

Nie są więc ludźmi zawieszonymi pomiędzy dwiema wspólnotami. Znajdują się raczej w miejscu ich spotkania. To szczególnie cenna pozycja. Mogą dostrzegać podobieństwa i różnice, których nie widzą ani mieszkańcy Warszawy, ani ci Brytyjczycy, którzy nigdy nie mieli bliższego kontaktu z Polską.

Chciałbym także, aby współczesna Polonia nie traktowała dziedzictwa dawnej emigracji jak muzeum. Instytucje istnieją tylko wtedy, gdy kolejne pokolenia uznają je za własne i nadają im nowe życie. Historia polskiego Londynu nie zakończyła się wraz z przekazaniem insygniów władzom wolnej Polski. Piszą ją dziś osoby prowadzące szkoły, firmy, media, organizacje społeczne i zwyczajne rodzinne życie.

British Poles: Z jaką myślą chciałby Pan pozostawić czytelnika po zamknięciu książki?

Piotr Wilczek: Nie chciałem formułować ostatecznych wniosków ani przedstawiać jednolitej interpretacji stosunków polsko-brytyjskich. Esej jest z natury próbą – zaproszeniem do dalszego myślenia. Mam nadzieję, że czytelnik zamknie książkę z większą ciekawością i zacznie uważniej patrzeć na miejsca, ludzi oraz historie, które wcześniej mijał bez zastanowienia.

Polityka jest niezbędna, ale jej język szybko się starzeje. Komunikaty, strategie i deklaracje tracą aktualność. Literatura, sztuka, pamięć rodzinna i osobiste spotkania bywają znacznie trwalsze. Kultura potrafi przemówić tam, gdzie polityka napotyka granice.

Jeśli książka zachęci kogoś do odwiedzenia Instytutu Sikorskiego, przeczytania Conrada albo Mickiewicza, wejścia do polskiej księgarni, rozmowy z przedstawicielem starszego pokolenia emigracji czy po prostu spojrzenia na Londyn jak na część polskiej historii, uznam, że spełniła swoje zadanie. Rozmowa pomiędzy naszymi krajami trwa i każdy może dopisać do niej własny rozdział.

British Poles: dziękujemy za wywiad i polecamy książkę „Entwined Histories” (paperback lub ebook), którą można kupić na stronie wydawnictwa (https://www.collectiveinkbooks.com/chronos-books/our-books/entwined-histories-essays-poland-britain-cultural-memory)

 

Profesor Piotr Wilczek to historyk literatury, dyplomata, były ambasador RP w Stanach Zjednoczonych (2016-2021) i Wielkiej Brytanii (2022-2025).

Rozmawiała Maria Byczynski

Zobacz również

Verified by MonsterInsights