Rafał Blechacz to artysta, którego nikomu nie trzeba przedstawiać. Laureat Konkursu Chopinowskiego w 2005 roku, zachwyca świat swoją wirtuozerią i filozoficzną głębią interpretacji. 27 kwietnia mieliśmy zaszczyt wysłuchać jego koncertu w Westminster Cathedral Hall, rozpoczynający cykl Roku Polskich Pianistów Chopin Society UK. W wydarzeniu wzięło udział wielu znamienitych gości, a występ uhonorowano owacją na stojąco, celebrując wkład Blechacza w polską kulturę i jej promocję. W rozmowie z British Poles pianista dzieli się refleksjami na temat muzyki, pasji i polskiej tożsamości.

Maria Byczynski, British Poles: Jesteś jednym z najwybitniejszych wykonawców Chopina na świecie. Jakie doświadczenia z dzieciństwa ukształtowały Twoją pasję do muzyki? Czy czułeś już jako dziecko, że zostaniesz pianistą a muzyka będzie Twoją życiową pasją?
Rafał Blechacz: Moja pierwsza fascynacja nie dotyczyła fortepianu, lecz organów. I wszelkie marzenia były związane z tym, żeby zostać organistą. Pamiętam z dzieciństwa, że zasłużony i długoletni organista parafialny w Nakle, gdzie się urodziłem, pozwalał mi pograć. Dla mnie to był po prostu szczyt marzeń, żeby grać na takim potężnym instrumencie.
MB: Kiedy odkryłeś fortepian?
RB: Rodzice posłali mnie do ogniska muzycznego właśnie w Nakle, miałem pięć i pół roku, niecałe sześć lat. Spróbowałem fortepianu i szybko uznałem, że to instrument, z którym zwiążę przyszłość, oferujący większe możliwości niż organy. Miłość do organów jednak pozostała.
MB: Kiedy zagrałeś pierwszy koncert z orkiestrą?

RB: W 1997 roku, mając 11 lat, wykonałem Koncert A-Dur Bacha z Orkiestrą Polskiego Radia w studiu im. Witolda Lutosławskiego. Koncert transmitowano na żywo w radiu Bis, czego wtedy nie wiedziałem – może to i lepiej, bo uniknąłem stresu.
MB: A Twoja pierwsza płyta? Naliczyłam osiem lub dziewięć wydanych dla Deutsche Grammophon.
RB: Dla Deutsche Grammophon wydałem osiem płyt. Pierwszą nagrałem dla CD Accord w kwietniu 2005 roku, przed Konkursem Chopinowskim, w Bydgoszczy. Akurat wtedy umierał papież Jan Paweł II. Płyta zawierała utwory Szymanowskiego, Liszta, Schumanna, Chopina i Debussy’ego. To było moje pierwsze doświadczenie z profesjonalnym nagraniem.

Drugi etap Konkursu Chopinowskiego odbywał się 16 października. To był Dzień Papieski, a drugi etap był niezwykle ważny, wykonywałem Mazurki Chopina, Poloneza i Sonatę. No i tak się szczęśliwie złożyło, że za te wszystkie utwory dostałem nagrodę.
MB: Tak, i podobno byłeś tak dobry, że nie przyznano drugiej nagrody?
RB: Tak mówią (śmiech).
MB: A powiedz mi czy to osiągnięcie wpłynęło na Twoje podejście do muzyki i życia? Czy przyniosło Ci jakieś nowe wyzwania w życiu?
RB: Zwycięstwo dało mi ogromne doświadczenie estradowe, gram wiele koncertów, co kształtuje mnie jako artystę. Natomiast też ukształtowało we mnie większą ostrożność w kontaktach z ludźmi. Po konkursie nagle okazało się, że każdy stał się moim przyjacielem, wszyscy przepowiadali mój sukces, byli wręcz jego ojcami. Nie zawsze te intencje okazywały się szczere. Spotykam wspaniałych ludzi, lecz bywają i tacy, którzy próbują wykorzystać zaufanie.

MB: Twój repertuar obejmuje, naturalnie oprócz Chopina, też Bacha, Beethovena, Mozarta, Brahmsa, Debussy’ego. Który z tych kompozytorów jest Tobie najbliższy?
RB: Ja bym chyba wymienił właśnie tych dwóch, Bacha i Chopina, bo od Bacha zacząłem. Bach jest wyjątkowy, ma w sobie pewną głębię, kontemplację, jest przejawem tego, że w naszym życiu jest nie tylko to co dotykamy, co potrafimy zmierzyć czy określić. Jest jeszcze coś więcej. Właśnie ta głębia mówi o tym, że nie zawsze to, co widzimy, jest czymś skończonym i prawdziwym.
MB: A Chopin?
RB: Pierwszy utwór Chopina, który zacząłem grać, to był Nokturn, op. 32, nr 2, H-Dur. Przygotowywałem go właśnie na konkurs Bachowski w Gorzowie Wielkopolskim, bo tam był taki regulamin, że oczywiście gramy utwory Bacha, ale jeden utwór Chopina jest obowiązkowy.
I przygotowywałem ten utwór i tak byłem zachwycony tą harmonią chopinowską, tymi pięknymi, poetyckimi melodiami, że chciałem grać Chopina więcej i więcej. Później się niejednokrotnie okazywało, że czuję się w tej muzyce jak u siebie w domu.

MB: Czy jest jakiś utwór Chopina, którego nigdy nie grałeś, a byś chciał?
RB: Tak, jest kilka takich utworów Chopina, to na przykład nigdy jeszcze nie grałem ostatniej Ballady i drugiego Scherzo. Drugie Scherzo najbardziej znane, natomiast najtrudniejsze jest chyba czwarte.
MB: Niektórzy twierdzą, że na koncertach warto urozmaicać repertuar, zamiast grać tylko popularne utwory. Co o tym sądzisz?
RB: Tak, dobrze jest włożyć do repertuaru jeden, dwa tzw. hity, takie właśnie jak Polonez As-dur Chopina czy Eine kleine Nachtmusik Mozarta, bo one rzeczywiście są genialne. Ale warto włączyć też właśnie te utwory mniej znane, ale też równie ciekawe, na przykład coś z muzyki współczesnej czy polskiej. Ja ostatnio dosyć często włączam Szymanowskiego. Mój przyjaciel Krystian Zimerman postawił na Grażynę Bacewicz i też pięknie ją propaguje.
MB: Jakie inspiracje muzyczne kształtowały Chopina?
RB: Chopin inspirował się przede wszystkim operą. Lubił operę, chodził do niej, kochał Mozarta, operę Belliniego. Możemy słyszeć w utworach Chopina tę piękną „bel canto”, jak to się mówi, prawda? Piękną linię melodyczną. I na pewno też Chopin bardzo kochał Bacha. Często grał Das Wohltemperierte Klavier. W jego biografii czy w listach można przeczytać, że grał Bacha przed koncertami publicznym, że to go uspokajało i wprowadzało pewną harmonię.

MB: Jak Ty wyciszasz jakoś przed koncertem? Słyszałam, że przed Konkursem Chopinowskim w 2005 to zupełnie się gdzieś zaszyłeś…
RB: Lubię ciszę. Nie lubię wtedy mieć za dużo spotkań czy rozmów. Wolę po prostu być sam. Rzeczywiście, przed Konkursem Chopinowskim w ogóle się odciąłem. Odciąłem się od wszystkiego, od wszystkich, można powiedzieć. Nie mieszkałem nawet w hotelu z innymi uczestnikami. Wracałem do swojego domu między etapami. Nie słuchałem ani radia, ani telewizji.
MB: Twój doktorat z fenomenologii brzmi intrygująco. Jak wpływa na Twoje występy?
RB: Tak. Fenomenologia uświadomiła mi, jak publiczność współkształtuje interpretację. Wiedziałem, że właściwie nie da się powtórzyć tej samej interpretacji drugi raz, ale nie wiedziałem, że aż tak ogromna jest rola publiczności i że bez niej interpretacja jest w jakimś sensie ogołocona. Dzieło artystyczne bez ludzi, którzy słuchają, nie ma pełnego kształtu.
Publiczność wypełnia dzieło muzyczne swoimi przeżyciami, wspomnieniami. Swoją wrażliwością. Można powiedzieć, że podczas jednego wykonania na koncercie możemy dysponować setkami różnych innych interpretacji tego utworu. Każdy z nas, który siedzi na koncercie, inaczej to dzieło przeżyje. Ale moim zadaniem jest to, aby jak najrzetelniej, najskrupulatniej wniknąć właśnie w logikę dzieła, żeby zinterpretować je w sposób właściwy. Jak to zostanie odebrane, to już nie do końca jest moja rola.
W czasie pandemii strasznie przeżywałem, że nie mogę się tym pięknem estetycznym dzielić.

MB: A jakie masz plany na przyszłość? Gdzie następne koncerty?
RB: Niedługo odpocznę w Alpach, potem koncert w Lucernie, Paryżu, na Klavier-Festival Ruhr w Niemczech i w Stambule – Koncert e-moll Chopina z orkiestrą z Hamburga i z Alanem Gilbertem.. Nie byłem jeszcze nigdy w Turcji, w Istambule.
Planuję tournée z Kentem Nagano po Chinach i Tajwanie, nagranie Beethovena i Mozarta dla Deutsche Grammophon oraz komplet mazurków Chopina.
MB: Komplet mazurków to ambitny projekt!
RB: Kompletu 58 mazurków jeszcze nikt nie nagrał dla Deutsche Grammophon. Będę pierwszym pianistą, który to uczyni, nagrałem już 25. To duże wyzwanie, ale czuję się gotowy.
MB: Gdzie chciałbyś jeszcze zagrać?
RB: Jest jeszcze sporo takich egzotycznych miejsc. Nie byłem w ogóle w Ameryce Południowej, mimo wielu zaproszeń. W Australii jeszcze nie grałem, w Operze w Sydney. Byłoby fajnie. Nie grałem też w Royal Albert Hall, jedynie w Royal Festival Hall i w Wigmore Hall grałem wielokrotnie.
Miałem też grać w Katyniu, byłem na liście gości, którzy mieli lecieć z oficjalną wizytą do Smoleńska w 2010 roku. Na szczęście coś mnie tknęło i zrezygnowałem…

MB: Jakie są Twoje pasje, poza muzyką oczywiście?
RB: Muzyka organowa, filozofia i szybkie samochody. Niestety, miałem dwa wypadki, ale… Ale nadal lubię, lubię, lubię samochody!
MB: Żyjesz praktycznie na walizkach. Gdzie jest Twój dom?
RB: Baza jest między Bydgoszczą, gdzie studiowałem, a Nakłem, gdzie się urodziłem. Mieszkam na wsi, kupiłem dom. Dużo jestem w podróży. Gram około 55 koncertów rocznie, to wychodzi średnio 1 na tydzień.
MB: Nasi czytelnicy z pewnością docenią ten obszerny wywiad. Twój koncert w Westminster Cathedral Hall, uznany za prawdopodobnie najlepszy w ponad 50-letniej historii Chopin Society UK, uroczyście zainaugurował Rok Polskich Pianistów, a Ty jako ambasador polskiej muzyki wniosłeś niezrównany wkład w promocję naszego dziedzictwa w Wielkiej Brytanii. Dziękujemy!
RB: Dziękuję i serdecznie pozdrawiam czytelników British Poles.
Rozmawiała: Maria Byczynski
Zdjęcia: British Poles