1 i 2 listopada Polacy we Lwowie odwiedzają groby bliskich. Robią to w sumie tak jak wszyscy Polacy. Nic dziwnego ani niestandardowego w pójściu na cmentarz w tych dniach nie ma. Nawet we Lwowie.

Dbając o polskie nekropolie, Polacy od lat biorą udział w akcji p.t. Światełko pamięci. Na Łyczakowie w dniu 1 listopada w wyznaczonych punktach gromadzą się przedstawiciele polskich organizacji. Lub raczej – powinni się licznie zebrać.

Cel?

Zapalenie znicza na zapomnianych grobach, które już nikt nie odwiedza. Takie było założenie oraz przesłanie akcji zapoczątkowanej przez Polskie Radio Lwów, a przejętej przez Konsulat Generalny RP we Lwowie, za co jesteśmy wdzięczni, gdyż po kilku latach akcja rozrosła się do nieoczekiwanej skali.

Z Polski zaczęły napływać znicze od różnych organizacji, szkół, prywatnych osób. Zbierane są środki specjalnie na ich zakup. Aby mogły zapłonąć właśnie we Lwowie. Przewożono je busami, prywatnymi autami przed listopadem.

Dopóki na Ukrainie nie przyjęto nowych zapisów celnych. Trzy lub cztery lata temu okazało się, że zniczy już wwozić na Ukrainę nie wolno.

Co robi w tym przypadku polska placówka dyplomatyczna?

Pomaga mieszkającym we Lwowie Polakom. A nawet drukuje mapki cmentarza z punktami przeznaczonymi na stoiska ze zniczami dla poszczególnych organizacji, komponuje żelazne tablice aby wszędzie widać było numer i nikt nie musiał długo szukać swej organizacji i t.d.

Co robią Polacy ze Lwowa?

Niektórzy biorą udział w akcji, poszczególni organizują do pomocy wolontariuszy, a pewni liderzy nie dość, że sami nie przychodzą, to w punktach za które są odpowiedzialni, widać zaledwie dwie osoby.

Szanowni, prawi i zacni Prezesi! 

To nie Konsulatowi, ani stowarzyszeniom z Macierzy, ani poszczególnym fundatorom zniczy powinno zależeć na ich zapaleniu. Tylko nam! Miejscowym Polakom. To akcja powołana przez Polaków ze Lwowa aby wciąż pamiętać o Polakach we Lwowie. To my powinniśmy świecić przykładem przyszłym polskim pokoleniom w naszym mieście.

Tylko na razie świecimy nowymi krawatami i pustymi frazesami w miejscu pracy oddolnej, bez której nie zdołamy niczego.

Także zachęcam wszystkich do odwiedzania tego drugiego cmentarza w Dniu Zadusznym. Rozumiem, że tu nikt nie pstryka tylu ładnych zdjęć, bo trudno o zdjęcia przy chwastach i często rozpadających się nagrobkach. Tu nie ma tylu delegacji przy Obrońcach Lwowa, bo te krzyże, podobnie jak na Łyczakowie, do tej pory są z ziemi podnoszone. Tu nie spotyka się wycieczek, bo jeden na 50 autobusów turystycznych w to miejsce dojedzie. To zapomniane przez nas samych miejsce, choć z takimi samymi pochówkami naszych przodków, Obrońców, lotników i in.

2 listopada udajemy się na cmentarz Janowski we Lwowie. Trochę mniej okazały, jeżeli chodzi o sztukę cmentarną, bo późniejszy niż Łyczakowski, jeszcze mniej zadbany, bo ani czas ani zmieniający się we Lwowie rządy go nie szczędziły i mający mniej szczęścia, bo włodarze miasta woleli w miejsca polskich pochówków chować obecnych w mieście generałów i innych postkomunistycznych działaczy.

Brak szacunku do pochówków ludzkich spowodował, że polskie mogiły są ciężką pracą odnawiane i poszukiwane na polach niepamięci do tej pory. Zniszczone i przekopane przeważnie w latach 70 XX w., obecnie są z troską i nieograniczonym mozołem odnajdywane przez zapaleńców z towarzystwa Zabytek.

Na cmentarzu Janowskim nie widać tylu stanowisk, jak na Łyczakowie, brak co najmniej połowy polskich organizacji, które też mogłyby zapalić znicz pamięci. Tu nie ma tylu dziennikarzy, ani kolorowych mapek z punktami na znicze czy wytyczonych tabliczek na stoiskach.

Cmentarz Janowski znajduje się wyżej wzdłuż tej samej ulicy, co przyszły (mam nadzieję) Dom Polski. Jest nieco dalej od centrum, choć przystanek tramwajowy znajduje się tuż przy wejściu. Podobnie jak na Łyczakowie. Tylko aby znaleźć polskie groby trzeba się nachodzić między alejkami cmentarza lub często przedrzeć przez krzaki czy drzewa porastające groby.

Tym ludziom jesteśmy winni pamięć. Naszym zadaniem – Polaków ze Lwowa, nie kogokolwiek innego, jest oddanie czci Tym, którzy żyli w tym mieście, tworzyli dla tego miasta, ba! Do niedawna byli tu budowniczymi, kolejarzami, nauczycielami, piekarzami czy wykonywali jakikolwiek inny zawód. To nasi przodkowie. Lwowiacy.

To nam powinno zależeć na pamięci o Nich! Nie komukolwiek z Polski, nie władzy, bo ta jest zmienna, a nam! Naszym obowiązkiem jest przypominanie, że byli tu Polacy, bo ślady po nas tak samo zaginą. I nikt świeczki nie zapali, bo… łatwo jest wymazać z pamięci. Ciężej żyć, nadal tworzyć i o swoich przypominać.

 

Autor i zdjęcia: Maria Pyż – Prezes Polskiego Radia Lwów

Artykuł ukazał się na portalu polmedia.pl