Pierwszy w Polsce mecz piłki nożnej

16 lipca, 2020

Jest taka data, która rozpoczyna w Polsce pewną erę – piłki nożnej o popularności której obecnie nikogo przekonywać nie trzeba. A było to 14 lipca 1894 roku we Lwowie. Na przeciwko siebie stanęły dwie drużyny (a dokładnie oddziały) Lwowska i Krakowska, w niemal identycznych strojach różniących się nieznacznie kolorem spodenek. Mecz – co ciekawe trwał tylko kilka minut i – co jeszcze bardziej interesujące – nie wiadomo jak się zakończył. Jedni bowiem mówili o pojedynku nierozstrzygniętym, inni zaś o zwycięstwie Lwowian.

II. ZLOT SOKOLSKA POLSKIEGO WE LWOWIE

Wspomniany mecz rozegrał się w ramach II. Zlotu Sokolska polskiego we Lwowie, a terenie Powszechnej Wystawy Krajowej w sąsiedztwie Parku Stryjskiego. Na okazję wystawy zbudowano boisko sportowe o wymiarach 100×120 metrów z trybuną zdolną pomieścić wg różnych źródeł 7-10 tys. widzów.

13 lipca, w pierwszy dzień zlotu, na walnym zebraniu przedstawicieli wszystkich polskich kół „Sokoła”, już wówczas aktywnie działających w miejscowościach Północno-Wschodniej Monarchii Austro-Węgierskiej, postanowiono o utworzeniu „Związku polskich gimnastycznych towarzystw sokolskich”. Na przewodniczącego obrano Tadeusza Romanowicza

Następnego dnia – w sobotę 14 lipca 1894 roku – tysiące mieszkańców miasta podążyły na tereny Wystawy Krajowej, na stadion, zawczasu wykupując bilety: po 50 centów dla dorosłych i po 15 centów dla dzieci. Około godz. 5 po południu na zapełnionej do ostatniego miejsca widowni, wśród której było wielu honorowych i wpływowych osobistości, rozpoczęło się sportowe święto. Wśród obecnych byli marszałek Sejmu Krajowego książę Eustachy Sanguszko, poseł do parlamentu wiedeńskiego i Sejmu Krajowego książę Adam Sapieha, namiestnik Galicji hrabia Kazimierz Badeni.

Na początek pokazano grupowe ćwiczenia „sokołów”, których na boisko wyszło jednocześnie 200 osób. Tu swoją zręczność oprócz lwowskich sokołów demonstrowali też gimnastycy z innych gniazd, a również zaproszeni przedstawiciele z innych prowincji Imperium – Czesi, Słowacy, Morawianie, Chorwaci – ruch sokolski łączył pomiędzy sobą narody słowiańskie i sprzyjał ich odrodzeniu. Pokazano ćwiczenia przy akompaniamencie orkiestry dętej „Harmonia”, złożonej z krakowskich i lwowskich muzyków, która umieszczona została na trybunie. Były to czasy, gdy bez oprawy muzycznej nie odbywały się żadne imprezy, a dla samych gimnastów rytm muzyczny był konieczny.

PRZYGOTOWANIA DO MECZU

Program dnia:

1. Ćwiczenia maczugami.
2. Gry, (foot-ball).
3. Zawody: w biegu, w skoku, w wspieraniu i rzucaniu ciężarów i budowanie piramid.
4. Wyścig druhów kolarzy.

Gdy pierwsza grupa gimnastów opuściła boisko, zaczął się na nim jakiś niezrozumiały dla widza ruch. Widzowie obserwowali wydarzenia na boisku z dużym zainteresowaniem. A tam kilka osób z długimi tyczkami wciskało je do ziemi po przeciwległych końcach boiska. Na wysokości 2,5–3 metry pomiędzy tyczkami naciągnięto mocny sznur. Jeszcze inna grupa umieszczała proporczyki na czterech rogach boiska. Pomiędzy proporczykami na ziemi rozpięto też sznur – wyznaczający granice pola gry.

Po tych przygotowaniach na środek pola gry weszły dwie grupy chłopców, a z nimi jeden starszy pan z piłką. Na jego znak za chwilę rozpoczęto grę.

Znamy szereg postaci, którzy uczestniczyli w tym meczu. W drużynie lwowskiej oprócz Chomickiego wystąpili Ksenofont Teodorowicz, Ludwik Chrystelbauer, Seweryn Rudnicki, Marjan Bielecki, Karol Marcichowski, Wilibald Noach, Stanisław Mjanowski, Bronisław Gołorodski, Aleksander Kozeł i Juliusz Onyszkiewicz a „trenerem” był Edmund Cenar. Spotkanie prowadził Zygmunt Wyrobek z Krakowa. Skład gości z Krakowa pozostał nieznany.

Obie drużyny wystąpiły w białych strojach gimnastycznych różniących się tylko kolorem spodenek – młodzież krakowska zaprezentowała się w granatowych, lwowska w popielatych.

HISTORYCZNY MECZ

Tę grę podczas Zlotu „Sokoła” wspominali w swoich gazetach prawie wszyscy dziennikarze Lwowa, Krakowa i innych miast Galicji – „Gazeta lwowska”, „Kurjer lwowski”, „Przegląd”, krakowskie „Głos narodu” i „Kurjer polski”, czerniowiecka „Gazeta polska” i nawet prowincjonalna „Gazeta kołomyjska”.

Najdokładniejszy reportaż z gry pomiędzy drużyną GSKN [Gimnastyczno-Śpiewaczego Koła Nauczycieli m. Lwowa] ze Lwowa i krakowskim „Sokołem” podano w „Przewodniku gimnastycznym” nr 11 z października 1894 roku, pióra redaktora naczelnego „Przewodnika” Ksawerego Fiszera.

„Z kolei nastąpiła gra w piłkę nożną, (foot-ball). Stanęły do niej dwa oddziały przeciwników różniących się odmienną barwą spodni ćwiczebnych, oddział krakowski i lwowski. Celem tej gry bardzo zajmującej jest przebicie piłki nogą przez bramę przeciwnika. Jeden i drugi oddział uważał za obowiązek starać się usilnie o przebicie piłki. I rozpoczęła się gonitwa po ogromnem boisku świadcząca o tem, że jedni i drudzy pałali żądzą zwycięstwa. „Ale równe obu siły”; walka pozostała nierozstrzygniętą, a dumne z tego wyniku obie strony ustąpiły z boiska godnie i zgodnie, jak przystało szlachetnym zapaśnikom, druhom. Wielkie zajęcie widzów przeplątane od czasu do czasu wybuchami wesołości nie było bezprzedmiotowe; gra w piłkę nożną nadaje się znakomicie dla młodzieży jako jeden z doskonałych środków pobudzających do ruchu i wyrabiających zwinność, przytomność umysłu, energią”.

Ciekawostką jest to, że, według legendy, spotkanie lwowiaków i krakowian trwało bardzo krótko – 6 (a według niektórych – 7) minut. Faktycznie do pierwszej bramki. Wiązało się to z bogatym programem pokazów sokolstwa. Organizatorzy uznali, że te kilka minut wystarczą, aby widzowie zapoznali się z nową grą i po prostu przerwali mecz.

JAKI REZULTAT MECZU?

Czy była bramka, jeżeli redaktor o tym nie pisze i stwierdza, że goli nie było? W wielu wydaniach z tego okresu o wyniku meczu nic się nie mówi. W niektórych podkreśla się jedynie, że mecz piłki nożnej się odbył. I tyle. Można to wytłumaczyć tym, że dziennikarze po prostu nie znali się na piłce nożnej, nie doceniali tej gry i przelot piłki ponad bramką w tym harmiderze mógł być po prostu przez nich niezauważony.

Wynik jako jeden z nielicznych pojawił się w „Przeglądzie” z 17 lipca 1894 roku w rubryce „Kronika”

„Bardzo interesującą była gra w football t.j. wielką piłkę skórzaną, którą się podbija nogami. Stoczyły ze sobą walkę Lwów i Kraków. Po kilku podskokach piłki lwowianie wygrali, przerzuciwszy ją przez bramę przeciwników. Druga partya pozostała nierozegraną”.

Z tej informacji wynika, że miał być dalszy ciąg gry, ale mecz przerwano.

Istnieje również relacja organizatora spotkania – Edmunda Cenara. W trzynaście lat po tym wydarzeniu w liście-polemice, która wynikła w 1907 roku na łamach „Przeglądu gimnastycznego” pomiędzy nim a jednym z jego uczniów, Eugeniuszem Piaseckim, pisze:

„…na polu gier sportowych rozwinąłem żywą akcyę jeszcze w r. 1891 w kołach młodzieży i nauczycieli m. Lwowa – a pierwszą piłkę nożną w naszym kraju posiadał nie kto inny, jak klub nauczycieli lwowskich, tak zwane „Koło nauczycielskie”, które po raz pierwszy grę tą zaprodukowało na Zlocie sokolim w r. 1892. Po nas dopiero piłka nożna pojawiła się w Krakowie tak, że na następnym Zlocie w r. 1894 w czasie wystawy mogliśmy już rozegrać pierwszy „Match footbalowy” między Lwowem a Krakowem, w którym Lwów zwyciężył w stosunku 1:0”.

Przywołajmy też wspomnienia znanego działacza „Pogoni” i redaktora lwowskiego międzywojennego tygodnika „Sport” Rudolfa Wacka.

„Dnia 14 lipca, w sobotę, przed ćwiczeniami wolnymi, na boisko, specjalnie wybudowane na placu powystawowym, weszły wobec kilku tysięcy widzów dwie drużyny: krakowska w gimnastycznych spodniach granatowych, lwowska w popielatych – obie w białych koszulkach i mesztach gimnastycznych. Urząd sędziego objął prof. Wyrobek. Obie drużyny zupełnie siebie nie znały, toteż gra była nerwowa, chaotyczna i wywołała tyle komicznych epizodów, iż publiczność wprost się zaśmiewała. Władze sokole nie traktowały tego na serio, widzowie zupełnie na tej grze się nie znali, a sami gracze mieli pojęcie tylko o tym, iż za wszelką cenę trzeba piłkę strzelić między chorągiewki przeciwnika. Krakowianie, od dawna już trenowani przez prof. Wyrobka, lekceważyli lwowian tak dalece, iż przed zawodami pozwolili im wziąć na boisko tylu graczy, ilu tylko zechcą.
I zaczęła się gra jedyna w swoim rodzaju. Była to gromadna gonitwa za piłką; o podawaniu, gaszeniu piłki, o rozmaitych rodzajach „kiwania”, o wózkowaniu, o „główkach”… pojęcia nie miano. Lwów rzucił się z żywiołową siłą do ataku, opanował piłkę i usadowił się pod bramką przeciwnika. Krakowianie, którzy chcieli najpierw poznać przeciwnika, zaskoczeni gwałtownością ataku, bronili się świetnie -–Lwów jednak nie myślał ustąpić spod ich bramki. Bohaterem dnia tego, tym – który strzelił pierwszą bramkę na korzyść swojej drużyny, stał się Włodzimierz Chomicki, uczeń II roku seminarium nauczycielskiego, zasłużony później działacz sokoli, długoletni nauczyciel i wychowawca fizyczny młodzieży XI gimn. Grał on wówczas na lewym skrzydle w ataku”.

Na koniec opis celnego strzału który w swojej książce podał sam autor tej pamiętnej bramki – Włodzimierz Chomicki, wówczas 16-letni uczeń II klasy seminarium nauczycielskiego.

„Drużyny po raz pierwszy występowały przed widownią, toteż gra od razu stała się nerwowa i chaotyczna. Kibice zupełnie nie rozumieli zasad gry, a sami zawodnicy starali się za wszelką cenę wkopać piłkę pomiędzy proporce wyznaczające bramkę przeciwnika.
Była to wielka gonitwa za piłką. Mowy być nie mogło o tym, żeby się zatrzymać. Brawurowo odbiliśmy piłkę i zaczęliśmy ją kierować w stronę bramki naszych gości, którzy całą drużyną rzucili się jej bronić i wybijali nam piłkę jak tylko potrafili. Ja zostałem wyznaczony na lewe skrzydło. (…) Stałem trochę w oddali od naszej grupy pod bramką krakowian, gdzie trwała piekielna kopanina. Nagle, z tego kotłowiska wyskoczyła piłka i poturlała mi się prosto pod nogi. Nie zastanawiając się długo, mocnym uderzeniem wybiłem piłkę, która poszybowała nad głowami zawodników obu drużyn i zupełnie niespodziewanie okazała się tuż przed krakowskim bramkarzem. Zdążył on podnieść ręce, było jednak za późno – piłka już go minęła.
W tej samej chwili usłyszałem z ust sędziego Wyrobka głośne zaklęcie, a w tłumie graczy krzyk – u jednych okrzyk tryumfu, u drugich niezadowolenia. Stało się to w 6-tej minucie po rozpoczęciu gry, którą już dalej nie prowadzono na wyraźny rozkaz Durskiego (naczelnika lwowskiego „Sokoła” – aut.) z powodu zbyt obfitego programu Zlotu, a braku czasu. Na darmo protestował sam sędzia prof. Wyrobek i żądał natychmiastowego rewanżu; drużyny musiały boisko opuścić, bo na nie weszły kolumny ćwiczących. Tak się skończyła pierwsza gra publiczna w piłkę nożną”.

Można więc przyjąć – pomimo, że nie podali tego obecni na meczu dziennikarze – iż pierwszy mecz piłki nożnej w Polsce zakończył się zwycięstwem lwowskich zawodników. Brawo!

Źródło: pai.media.pl

Kursy walut

PLN/GBP:
GBP/PLN:
GBP/EUR: