18-letni Alan Ważny podbił serca fanów tenisa na Wimbledonie, wygrywając w parze z Oskari Paldaniusem z Finlandii juniorską grę podwójną. Mieliśmy okazję oglądać jego zaciętą walkę podczas półfinału i finału. Mistrzowie Roland Garros 2025 wywalczyli swój drugi z rzędu tytuł wielkoszlemowy w deblu juniorów, pokonując parę Oliver Bonding/Jagger Leach.
Alan został pierwszym Polakiem od siedmiu lat, który zdobył tytuł na Wimbledonie w kategorii juniorskiej. Poprzednio dokonała tego Iga Świątek w 2018 roku. Dzięki uprzejmości trenera Alana, Konrada Kolbusza, umówiliśmy się na rozmowę.
BP: Gratulacje! Po raz pierwszy zobaczyłam Cię na korcie nr 18, w półfinale debla. Było tak gorąco, że trudno było oddychać, ale po Was nie było tego widać. Twoja gra pokazała, że rośnie nowa gwiazda tenisa! Opowiedz naszym czytelnikom, jak zaczęła się Twoja przygoda z tenisem. Wiem, że rodzice trochę pokierowali Twoją pasją, zapisując Cię na treningi, gdy byłeś mały, prawda?
AL: Tak, wszystko zaczęło się, gdy miałem pięć lub sześć lat. Muszę przyznać, że nie byłem dzieckiem, które rwie się do wszystkiego. Bałem się wielu rzeczy i byłem strachliwy. To tata mnie zachęcał, że tenis to fajna sprawa. Kiedy już poszedłem na pierwsze zajęcia, bardzo mi się spodobało. Była to świetna zabawa.
BP: I to wszystko działo się w Rzeszowie, prawda?
AL: Tak, jestem z Rzeszowa. Najpierw grałem w grupie z kolegami z klasy, kilka razy w tygodniu. W klubie KS Czarni zacząłem trenować, gdy miałem dziewięć lub dziesięć lat.
BP: Nadal jesteś związany z tym klubem?
AL: Tak, trenuję tam latem na kortach otwartych, a zimą na kortach twardych w Rzeszowskim Ośrodku Sportu i Rekreacji, czyli ROSiR.
BP: Kiedy poznałeś swojego obecnego trenera – Konrada Kolbusza?
AL: Znałem go już, gdy miałem 8-9 lat. Trenował w Czarni Rzeszów od zawsze. Ale współpracę zaczęliśmy, gdy miałem 13 lat.
BP: Teraz masz 18 lat, czyli to już szósty rok współpracy. I jaki sukces! Przyznam, że chciałam przeprowadzić ten wywiad już po półfinale. Wrzuciłam Twoje zdjęcia na profil British Poles na Facebooku i w kilka godzin zebrały 1700 polubień! Komentarze były niesamowite – wszyscy pisali: „Alan, gwiazda, przyszłość, kolejny Hurkacz!”. A następnego dnia wygraliście Wimbledon! To ogromny sukces, ale nie pierwszy tej rangi, bo wcześniej był Roland Garros, zgadza się?
AL: Tak, to był nasz drugi tytuł po Roland Garros, również z Oskarim. Choć tamten sukces był duży, ten z Wimbledonu smakuje szczególnie. Zagraliśmy finał na prestiżowym korcie numer 1, przy praktycznie pełnej publiczności. To było niesamowite przeżycie. W takiej atmosferze i na takim korcie! Przecież to marzenie każdego dziecka, który trenuje tenisa. Obydwa sukcesy dużo znaczą, dużo dają pewności siebie i motywacji do pracy, ale muszę przyznać, że ten smak zwycięstwa na Wimbledonie był wyjątkowy.
BP: Walczyliście jak lwy! Nie mogłam oderwać oczu.
AL: No bo też warto wspomnieć, że broniliśmy dwóch piłek meczowych w finale. I potem odwróciliśmy losy meczu.
BP: To był prawdziwy horror! Nawet sobie nie wyobrażam, jak wielkiej koncentracji wymaga taka gra. Chciałam zapytać Twojego trenera, Konrada Kolbusza, o Twoje atuty, ale powiedz sam – co jest Twoją mocną stroną?
AL: Myślę, że szybkość ręki. Potrafię nagle zmienić kierunek gry, dynamicznie przyspieszyć z forhendu. Ale ostatnio też sfera mentalna jest moją siłą – w kluczowych momentach potrafię grać na wysokim poziomie.
BP: Jak to osiągasz? Jak budujesz tę koncentrację?
AL: W meczu trzeciej rundy singla byłem tak zmotywowany, od samego początku do końca byłem w takiej fazie, że w każdą piłkę wkładałem 100% koncentracji, 100% zaangażowania. Po meczu czułem, jakby głowa miała mi eksplodować!
BP: A jak wygląda Twój tryb życia? Wiadomo, że prawdopodobnie cała Twoja codzienność w tej chwili jest podporządkowana tenisowi, prawda? Inaczej niż u Twoich rówieśników? Codzienne treningi?
AL: Trenuję dwa razy dziennie tenis, do tego siłownia, fizjoterapia, sesje mentalne. Szkołę polską zakończyłem na 6. klasie i przeszedłem na brytyjski system A-levels online. Szkoła ma nawet siedzibę w Londynie, ale lekcje są online. Dzięki temu mogę pogodzić szkołę z tenisem, nie rezygnując z treningów czy z turniejów. Czasami mam lekcje w pokoju hotelowym na turnieju (śmiech). Teraz, w tym momencie, skończyłem edukację. Terminy egzaminów kolidowały z Wielkimi Szlemami, więc przystąpię do nich w 2026. Teraz stawiam na tenisa. Dam sobie 2-3 lata, żeby zobaczyć, jak będzie wyglądać to przejście z juniorskiego do seniorskiego grania.
BP: Swoje największe sukcesy zdobyłeś z Oskari Paldaniusem z Finlandii. Powiedz mi, jak się z nim spotkałeś?
AL: Poznaliśmy się na turniejach 5 lat temu, byliśmy razem w zespole ITF Touring Team. W 2024 umówiliśmy się na debla w Hiszpanii, wygraliśmy. Potem Australian Open, tam nie poszło najlepiej, ale zdobyliśmy doświadczenie. Postanowiliśmy dać sobie kolejną szansę. Roland Garros był kolejnym krokiem i sukcesem. Teraz mamy dwa tytuły Wielkiego Szlema!
BP: Ulubiony tenisista?
AL: Przez całe życie Rafael Nadal. A z aktualnych – Carlos Alcaraz.
BP: Czy masz jakieś pasje zupełnie niezwiązane z tenisem? Co lubisz robić?
AL: W Rzeszowie spotykam się z najlepszym kumplem, który jest dla mnie jak brat – znamy się od zawsze. Jeśli chodzi o hobby, to zdecydowanie gokarty. Ogólnie uwielbiam każdy sport, od małego.
BP: A podróże?
AL: Podróżuję głównie z hotelu na korty (śmiech). W Londynie byłem 2,5 tygodnia i ani razu w mieście. Od początku Wimbledonu do finału, wyjeżdżaliśmy z hotelu pomiędzy 8.45 a 9.15 i wracaliśmy o 20.
BP: Ale szczerze – gdybyś nie grał tak dobrze, miałbyś czas na zwiedzanie. Nic nie zobaczyłeś, ale warto było, prawda?
AL: Zdecydowanie! Wolę wygrać niż zwiedzać.
BP: Na koniec, co poradzisz młodym ludziom, którzy myślą o tenisie?
AL: Trzeba mieć radość z gry. Sportem przede wszystkim trzeba się tym cieszyć. Trzeba mieć z tego frajdę, bo jeśli tego nie masz, to nigdy nie będziesz w stanie zagrać na 100% swoich możliwości i się za chwilę wypalisz. Po prostu trzeba się cieszyć, że ma się szansę grać w turniejach, podróżować, poznawać ludzi.
BP: Jakie plany na najbliższy czas? W jakich turniejach startujesz?
AL: Za tydzień gram w Challengerze w Tampere w Finlandii – debel z Oskari i dzika karta do eliminacji singla. Potem, jeśli dostanę dziką kartę, zagram w Koszalinie. Następnie przygotowuję się do US Open, z juniorskim turniejem w College Park w Waszyngtonie wcześniej. US Open zaczyna się 31 sierpnia.
BP: Brzmi fantastycznie, trzymamy kciuki! Jak świętujesz dziś, w ostatni wieczór w Londynie?
AL: Zostaliśmy zaproszeni na Kolację Mistrzów – Champions Dinner. Mamy eleganckie stroje od organizatorów.
BP: Baw się dobrze i uczcij ten wielki sukces. Mam nadzieję, że będziesz wracał do Londynu. Jesteśmy z Ciebie bardzo dumni. Ja mówię w imieniu Polonii, bo widzę na swoim portalu te setki komentarzy i gratulacji. Dziękujemy!
AL: Dziękuję za rozmowę i do zobaczenia!
Rozmawiała: Maria Byczynski
Zdjęcia: Konrad Kolbusz i British Poles






