100-letni podporucznik Jan Stangryciuk, bohaterski obrońca brytyjskiego nieba w czasie II wojny światowej, został okradziony w biały dzień we własnym domu w Londynie. W całym tym nieszczęściu goryczy dodaje fakt, że został okradziony przez Polaków.

Do zdarzenia doszło w czwartek 30 czerwca w porze obiadowej. Do drzwi dom, gdzie mieszka Jan Stangryciuk z żoną Jadwigą, zapukał mężczyzna, by sprawdzić coś w kuchni. Pani Jadzia powiedziała nam, że ufnie otworzyła drzwi, by za chwilę znaleźć się zepchnięta przez jednego ze złodziei do kuchni, gdy tymczasem za nim weszli dwaj, którzy przeczesywali mieszkanie. Zaglądali do każdej szuflady i szafki. „Jasio nie zorientował się, co się dzieje. Pytał mnie co to za inspekcja ma miejsce w domu. Czy zaprosiłam kogoś? Oboje byliśmy zupełnie zdezorientowani. Wszystko trwało może 10 minut. Dopiero po kilku godzinach do nas dotarło, co się stało” – powiedziała portalowi British Poles Pani Jadzia. „Byłam w takich nerwach, że nie wiedziałam co robić. Zadzwoniłam do Tomka Muskusa, który natychmiast zawiadomił konsulat. Poprosiłam też córkę, by zadzwoniła po policję. Przyjechali, ale czy coś z tego wyniknie?” – dodaje rozgoryczona. Złodzieje ukradli pieniądze, które Państwo Stangryciuk trzymali na wyjazd do Polski.
O napadzie został poinformowany Konsulat RP w Londynie. Zwróciliśmy się z zapytaniem do konsula generalnego Mateusza Stąsieka. „Zostałem poinformowany o tym smutnym wydarzeniu tego samego dnia. Do Państwa Stangryciuk pojechał polski konsul, by udzielić im wsparcia i podtrzymać na duchu. Jest nam niezwykle przykro, że taki incydent wydarzył się tak szanowanemu przez nas wszystkich weteranowi. Ambasada zaoferowała Panu Janowi wszelką pomoc” – powiedział portalowi British Poles.

Pan Jan jest niezwykle dzielnym człowiekiem. W czasie wojny przeżył katastrofę lotniczą. Gdy próbował wydostać się z płonącego samolotu, ten eksplodował. Pan Jan odniósł poważne uszkodzenia ciała, głównie twarzy. W szpitalu został poddany eksperymentalnej terapii, która trwała wiele miesięcy. Miał zrekonstruowaną twarz, przeszedł ponad 20 operacji. Nie poddał się nigdy, wrócił do latania. Chciał walczyć!
Polskie Siły Zbrojne wspierały aliantów ramię w ramię od pierwszego do ostatniego dnia wojny. Polscy żołnierze walczyli na lądzie, morzu i w powietrzu. Ryzykowali swoje życie na wielu frontach, wyróżniając się profesjonalizmem, odwagą i poświęceniem.
Jan Stangryciuk, pomimo ogromnych poparzeń, wojnę przeżył. Wielu jego kolegów nie miało tyle szczęścia. W latach 1944-45, jako tylny strzelec Dywizjonu 300, Pan Jan wziął udział w osiemnastu misjach nad terytorium Niemiec.

Lotnicy, którzy przeszli tak ciężkie poparzenia, należeli do klubu “Guinea Pig”, który otoczony jest niezwykłym szacunkiem za pełną poświęcenia służbę krajowi. Członkowie tego klubu zostali zaproszeni przez Brytyjczyków na słynną Paradę Zwycięstwa 8 czerwca 1946 roku. Pan Jan był jedynym Polakiem, który wziął udział w tej uroczystości.

Jan Stangryciuk to polski i brytyjski bohater. Do dziś bierze bardzo aktywny udział w życiu Polonii brytyjskiej. Jest zapraszany na olbrzymią ilość uroczystości polskich i brytyjskich, zawsze otoczony przyjaźnią i szacunkiem. W wieku 100 lat nadal chętnie dzieli się swoimi wspomnieniami i mądrością życiową, a jego entuzjazm i radość życia udziela się nam wszystkim. W rozmowach z młodymi Polakami podkreśla, że „miłość do Ojczyzny jest największą wartością”. Jego przesłania do młodych można posłuchać poniżej.
Jak można okraść weterana, który narażał swoje życie walcząc „za wolność waszą i naszą”? Który godnie dożył 100 lat i zawsze był pełen życzliwości? Zamiast okazać mu najwyższy szacunek i uznanie, otoczyć go opieką, ktoś postanowił go skrzywdzić. Jak wycenić taką stratę? Czy istnieje jakiekolwiek zadośćuczynienie? Nie wydaje nam się.
Pozostaje wieczna hańba.
Maria Byczynski
Zdjęcia: British Poles
Od redakcji: Na życzenie czytelników portal British Poles założył zbiórkę mającą pomóc Janowi Stangryciukowi. Zbiórka dostępna jest tutaj.