Polka pierwszy raz w historii została wice-burmistrzem Watford! Nasz wywiad z Agą Dychtoń

25 maja, 2021

British Poles: Zacznijmy od paru słów o Pani – skąd Pani pochodzi, czym Pani się zajmuje i jak się Pani znalazła w Watford.

Aga Dychtoń: Przeprowadziliśmy do Anglii bardzo świadomie całą rodziną. Nie mieliśmy żadnych przesłanek finansowych do tego, abyśmy musieli się przeprowadzać, ale ja chciałam móc realizować się w pracy i mieć szerszy światopogląd dla siebie i dla dzieci. Trochę takiego światopoglądu już i tak miałam, bo w swoich latach nastoletnich i młodzieńczych bardzo dużo podróżowałam. Wiadomo, że podróże kształcą, więc po powrocie do Polski i rozpoczęciu myślenia o stabilizacji oraz założeniu rodziny, nadal chciałam wyjechać gdzieś dalej. Założyłam rodzinę, znalazłam stałą pracę i się ustabilizowałam, ale nie było to dla mnie wystarczające. Od zawsze chciałam wyjechać za granicę. W wieku 16 lat powiedziałam mojej mamie, że nie chcę mieszkać na stałe w Polsce. Bardzo kocham Polskę jako kraj, ale po prostu nie widziałam tam siebie i miałam przeczucie, że nie mogę się tam realizować. Stąd pomysł przeprowadzki do Anglii.

BP: Dlaczego do Anglii?

AD: Anglia jest w sensownej odległości od Polski i można się łatwo przemieszczać oraz widywać z rodziną. Po podjęciu takiej decyzji oboje z mężem zrezygnowaliśmy z naszych prac w Polsce i z naszymi dwoma synami przyjechaliśmy do Anglii. W tamtym momencie jeden syn miał 2 latka, a drugi miał tylko 4 miesiące, więc ta cała przeprowadzka to był dla nas wielki szok organizacyjny! Niemniej jednak, do wszystkiego podchodziliśmy z mężem świadomie. Wybraliśmy Watford już na samym początku. Najpierw oczywiście zrobiłam rozeznanie, gdzie moglibyśmy i chcielibyśmy zamieszkać. Wzięłam pod uwagę kwestie finansowe, szkoły w okolicy, parki i tereny zieleni – wszystkie kwestie, które są ważne dla rodziny. Okazało się, że Watford, jak to się mówi: ‘ticked all the boxes’ (‘spełniało wszystkie oczekiwania’). Nie było żadnego innego wyjścia poza sprowadzeniem się do Watford! Tak się szczęśliwie złożyło, że znaleźliśmy dom w Watford, który nam bardzo odpowiadał. I tak się nasza przygoda zaczęła!

BP: A od kiedy była Pani tak zaangażowana w sprawy społeczne i polityczne?

AD: Ja od zawsze byłam społecznikiem… chociaż dopiero na przestrzeni ostatniego roku sobie to uświadomiłam, gdy zostałam wybrana na funkcję ‘chairman’ (‘przewodniczący rady miejskiej’) w Watford. Dopiero wtedy nasunęła się mi refleksja, że od najmłodszych lat byłam zaangażowana w samorządność. Pochodzę z okolic Częstochowy i tam zawsze aktywnie działałam. Byłam laureatką konkursu Ośmiu Wspaniałych – był to konkurs organizowany właśnie przez samorząd dla zaangażowanych społecznie licealistów. Chodziłam do liceum wojskowego, ponieważ moją wielką miłością było wojsko i zawsze chciałam pójść do wojska, na co zgody nigdy nie wyrażał mój tata. Dlatego moje plany o wojsku legły w gruzach i pozostało mi tylko liceum wojskowe, więc chociaż na to tata się zgodził! Ukończyłam liceum wojskowe w Częstochowie i tam byłam bardzo aktywna społecznie. Poza zostaniem laureatką Ośmiu Wspaniałych, prowadziłam też forum antynarkotykowe w Częstochowie… Zawsze się przewijała w moim życiu ta społeczność, społeczeństwo, pomaganie. W szkole podstawowej w ósmej klasie wzięłam udział w konkursie ogólnopolskim – z okazji Międzynarodowego Dnia Dziecka polski rząd zorganizował konkurs dla młodzieży, były to różne formy: pisanie, rysunek itp. Ja napisałam pracę pod tytułem: „Dziecko – ofiara przemocy”, dzięki czemu zostałam laureatką tego konkursu i po raz pierwszy pojechałam do Sejmu. To był pierwszy raz, kiedy miałam jakikolwiek kontakt z polityką!

Całą tę moją pasję do społeczeństwa i pomagania przeniosłam tutaj do Watford. Jestem mamą, a moja przeprowadzka była w pełni świadoma, dlatego zawsze chciałam, aby moje dzieci wiedziały, z jakiego kraju pochodzą i aby nie zapomniały języka polskiego. W ten sposób powstała inicjatywa założenia polskiej sobotniej szkoły w Watford. Była to inicjatywa moja i jednej pani, z którą osobiście się w ogóle nie znałam, po prostu nasz ksiądz nas sobie przedstawił telefonicznie. Wspólnie z tą panią zaczęłyśmy budować polską sobotnią szkołę w Watford, a później do nas dołączyło jeszcze kilka innych mam. I tak się zaczęła moja historia bycia społecznikiem w Watford! Pewnego razu napisało do nas biuro Pani Burmistrz z pytaniem, czy Pani Burmistrz mogłaby odwiedzić naszą polską szkołę, bardziej wszystko poznać i zobaczyć. Po jej odwiedzinach nasze znajomości zacieśniły się na tyle, że przychodziła do naszej szkoły dość często – wpadała znienacka zapytać co słychać, co było bardzo miło przez wszystkich odbierane. To było 11 lat temu i myślę, że wtedy Polacy w Anglii jeszcze chyba nie byli aż tak świadomi swojej tożsamości narodowej. Wtedy Polacy się często gdzieś tam ukrywali z tym, że są Polakami; budowali takie bardzo wewnętrzne organizacje i nie chcieli kontaktować się z pozostałymi grupami społecznymi w swoim miejscu zamieszkania. Nasza szkoła była bardzo otwartą grupą i chętnie nawiązywała różne kontakty społeczne oraz nowe projekty.

Aga Dychtoń (w środku) wzięła udział w tegorocznym biegu na 5 km w Watford w ramach obchodów #PLHeritageDays

BP: A polityka?

AD: Po prostu pewnego razu zostałam zapytana, czy byłabym zainteresowana wzięciem udziału w wyborach. Pomyślałam sobie: „Ja? No jak i gdzie? Przecież ja tu przyjechałam znaleźć pracę i otworzyć polską szkołę, udało mi się to zrobić i tyle.”, ale jestem osobą, która uwielbia wyzwania. Porozmawiałam o tym z moim mężem, który powiedział „Co Ci szkodzi spróbować? Startuj i zobaczymy!”. W tych wyborach wystartowałam w 2015 roku, a w 2016 roku zostałam wybrana jako radna – pierwsza Polka w historii Watford w okręgu centralnym.  Dla mnie to było duże wyzwanie i ogrom pracy: po pierwsze, Polka; po drugie, nikt nie znał Agi Dychtoń; po trzecie, okręg wyborczy był strasznie trudny – dwie pozycje zajmowane przez Liberalnych Demokratów, a trzecia należała do Labour Party (Partia Pracy), czyli tutaj ja, nieznana nikomu Polka, a tam dwóch przedstawicieli Liberalnych Demokratów i jeden przedstawiciel Labour Party. Moja wygrana była dla mnie ogromnym zaskoczeniem, byłam zszokowana. Natomiast moi koledzy byli bardzo poruszeni i szczęśliwi, że mi się udało. Podejrzewam, że to, że odebrałam pozycję Labour Party, było dla nich naprawdę ekscytujące! Sam fakt tego, że pierwsza osoba z Polski, a w dodatku kobieta, wygrała wybory samorządowe, było czymś niesamowitym.

Od tego 2016 roku, gdy zostałam radną, bardzo angażuję się w lokalne wydarzenia i uczestniczę aktywnie w życiu naszego ‘councilu’ (‘rady miejskiej’). W 2018 roku zostałam ponownie wybrana w wyborach na kolejną kadencję, co było bardzo miłym zaskoczeniem dla mnie. Później, w 2020 roku, zostałam ‘chairman’ (‘przewodniczący rady miejskiej’) i znowu przełamałam historię, ponieważ jestem pierwszą Europejką nieposiadającą brytyjskiego obywatelstwa, która zajęła to stanowisko. Jestem tym strasznie zaszczycona, czuję się wyróżniona i bardzo mnie ta rola cieszy, ponieważ ten wybór został jednogłośnie dokonany przez moich kolegów z council, zarówno z Partii Liberalnych Demokratów, jak i Labour Party.

Przykro się stało, że zostałam wybrana na chairman, gdy wybuchła pandemia. Niestety nie będę mogła kontynuować swojej roli jako chairman dłużej niż 1 rok, ponieważ jest to funkcja, którą się pełni tylko raz w życiu i nie można tego powtarzać. Jest to rola, którą można pełnić tylko rok, po czym oddaje się ją kolejnej osobie.
Dzisiaj rozpoczynam pracę w nowej jeszcze ważniejszej roli – zastępczyni burmistrza i community portfolio holder. Mam nadzieję, że będę mogła przysłużyć się jeszcze bardziej naszej społeczności.

BP: Gratulacje. Jest to niesamowita historia. Czy z racji tego, że jest Pani Polką, spotkała się Pani z jakimiś trudnościami? Czy, wręcz przeciwnie, było to odbierane jako pozytywna rzecz w polityce?

AD: To było przede wszystkim zaskoczenie. Warto dodać, że te wybory z 2016 roku odbyły się 6 maja, a 2 tygodnie później było referendum w sprawie Brexitu, w którym Brytyjczycy zdecydowali wyjść z Unii Europejskiej. Ilość emaili i telefonów okazujących mi wsparcie, które otrzymałam od mieszkańców Watford, była powalająca. Mieszkańcy Watford bardzo mnie podbudowali w tamtym czasie. Dla mnie cała sprawa Brexitu jest dość smutna i przykra i mam bardzo silne zdanie w tym temacie. Natomiast wsparcie okazane mi przez mieszkańców oraz różne ugrupowania społeczne i polityczne było niesamowite. Mówiąc w skrócie, wszyscy mówili do mnie jednym głosem: „Nieważne, jaki kolor paszportu posiadasz, jesteś jedną z nas.” i to było niezmiernie miłe.

Odpowiadając na zadane pytanie, spotkałam się z zaskoczeniem, że zostałam wybrana w tak młodym wieku i jako kobieta, ale nie w związku z tym, że jestem Polką. Myślę, że mieszkańcy Watford byli już od długiego czasu oswojeni z tym, że jestem Polką, bo przewijałam się przy różnych okazjach, okolicznościach i uroczystościach, dlatego nie byli zaskoczeni, widząc moje polskie nazwisko w wyborach. Natomiast w szerszych kręgach w Parlamencie nie bywałam, jednak myślę, że na tym etapie polityki to by nie było jakieś duże zaskoczenie – ważniejsze jest, na jakim stanowisku jesteś i jak się tam znalazłeś.

Ze strony mieszkańców Watford spotkałam się tylko z takim miłym zaskoczeniem. Zazwyczaj pierwsze pytanie, jakie od nich pada, to: „Czy posiadasz obywatelstwo brytyjskie?”, dlatego że oni chcieliby widzieć siebie na tej samej pozycji, na której ja jestem w tej chwili. Po zadaniu mi tego pytania nie mogą uwierzyć, że to po prostu jest możliwe, że nie trzeba mieć do tego żadnych specjalnych przygotowań, że nie trzeba zdawać żadnych specjalnych egzaminów.

Aga Dychoń i burmistrz Watford Peter Taylor przed Watford Peace Memorial

BP: Odniosła Pani ogromny sukces w historii Watford, ale Polacy w innych miastach w całej Wielkiej Brytanii się aż tak bardzo nie angażują w politykę brytyjską, nawet na szczeblu samorządowym. Jak Pani sądzi, dlaczego tak jest? I co można zrobić, aby to zmienić i ich zmotywować?

AD: Nie chciałabym tutaj wrzucać wszystkich Polaków do jednego worka, bo to by było bardzo niesprawiedliwe. Niemniej jednak, faktem jest, że rodzaj polityki uprawianej w Polsce jest zupełnie inny niż tutaj w Wielkiej Brytanii. Polacy często nie rozumieją systemu politycznego w Wielkiej Brytanii, stąd też nie widzą potrzeby angażowania się. Polacy wychodzą z założenia, że to i tak nie ma znaczenia ani sensu oraz nic to nie zmieni, bo każdy w polityce kłamie i chce dla siebie jak najlepiej. Taki brak rozumienia systemu uniemożliwia Polakom wspomaganie swojego miasta czy dzielnicy poprzez aktywne uczestnictwo i aktywne decydowanie o tym, jak ich region wygląda. To sprawia, że Polacy niechętnie chodzą na wybory, bo uważają siebie jako mieszkańców drugiego gatunku – myślą sobie, że nie ma sensu iść na wybory, bo „Ja jestem tylko Polakiem, to dlaczego mam się wypowiadać na temat polityki panującej w Wielkiej Brytanii?”.

Wśród Polaków pozostaje to piętno: „Ja tutaj przyjechałem tylko na chwilę.”, a później okazuje się, że zostają tu na resztę życia. Gdzieś w Polakach jest takie poczucie: „Ja jestem tutaj tylko przejazdem.”, a często nie ma poczucia obywatelskiego, takiego jak: „Jestem mieszkańcem tego kraju. Bez względu na to, jak długo tutaj jestem, będę angażować się chociażby poprzez głosowanie coroczne w swoim lokalnym okręgu, bo jest to mój obowiązek, bo jestem do tego uprawniony, bo jestem wolny”. Nie ma takiego poczucia obywatelstwa społecznego.

Poza tym, jak już mówiłam, jest też ten brak rozumienia, na przykład jak dana gmina czy urząd miasta działa. Rozmawiałam z Polakami mieszkającymi w Watford i mam taki wniosek z tych rozmów: w Polsce jest tak, że zazwyczaj urząd wojewódzki zajmuje się większością spraw dotyczących danego miasta, a tutaj mamy ‘council’ (‘rada miejska’), ‘borough’ (‘gmina’), ‘parish’ (‘parafia’), ‘county’ (‘hrabstwo’), ‘division’ (‘dywizja’). To jest kilka różnego rodzaju urzędów, które zupełnie inaczej pracują. Brak rozumienia, za co odpowiadają poszczególne urzędy, doprowadza do tego, że Polacy są niezadowoleni z pewnych rzeczy i przez to przypisują lokalnemu samorządowi brak działania. Nie wiedzą natomiast, że lokalny samorząd nie ma nic do powiedzenia w tym danym temacie, bo to jest kwestia, którą zajmuje się na przykład urząd wojewódzki.

A jak można by było zmienić ten brak rozumienia u Polaków? Warto by było przygotować taką debatę czy prezentację, gdzie poświęciłoby się trochę czasu na omówienie tematu różnic pomiędzy ‘borough’ a ‘parish’ i innymi urzędami oraz w jakim regionie jaki urząd funkcjonuje. Cała kwestia administracyjna tutaj funkcjonuje inaczej niż w Polsce, a my mamy mentalność polską, bo po prostu jesteśmy Polakami. To przychodzi z czasem, aby się przestawić na inną mentalność, jednak wciąż nie każdy jest w stanie się przestawić. Takie wytłumaczenie w formie debaty czy prezentacji byłoby bardzo pomocne dla Polaków.

BP: Bardzo dobry pomysł. Dziękuję za rozmowę! Czy chciałaby Pani coś jeszcze dodać na koniec? Jakieś specjalne przesłanie dla Polaków w Anglii?

AD: Życzę sobie i wszystkim nam, abyśmy stworzyli sobie tutaj taki nasz kąt, ale też pamiętali o swojej tożsamości narodowej; abyśmy byli dumni, że jesteśmy Polakami, ale mimo wszystko angażowali się bardziej w inicjatywy społeczne. Na przestrzeni lat, w których tutaj mieszkam, widzę, że coraz więcej się dzieje i jest coraz więcej ciekawych inicjatyw, ale jeżeli chodzi o głosowanie, to cały czas jest nas za mało. I przede wszystkim, startujcie, głosujcie, próbujcie swoich sił! A jeśli macie jakieś pytania bezpośrednio do mnie, to bardzo proszę się ze mną kontaktować, bo ja zawsze chętnie odpowiem i czuję się odpowiedzialna za Polaków tutaj w jakimś stopniu. Jestem reprezentantką Polski i jedną z Was.

Rozmawiał George Byczynski

Zdjęcia: Twitter @AgaDychton

 

 

Najnowsze NAJNOWSZE


Kursy walut

PLN/GBP:
GBP/PLN:
GBP/EUR:

Kursy walut

PLN/GBP:
GBP/PLN:
GBP/EUR: