„War Of Our Times” – historia polskiej pomocy Ukraińcom w czasie wojny

Czternaście wzruszających historii o tym, jak Polacy pomagali Ukraińcom w czasie wojny ukazało się w książce „War Of Our Times”, która jest już dostępna w formie ebooka na platformie Amazon.

Anglojęzyczna publikacja jest tłumaczeniem książki „Wojna naszych czasów” autorstwa Marii Kądzielskiej-Koper, Arlety Bojke, Michała Owerczuka i Tomasza Piechala, w tłumaczeniu Agnieszki Żelazowskiej-Rogowiec. Rozszerzone wydanie książki zawiera czternaście historii, z których każda wzrusza do łez. Do oryginalnej publikacji zostały dodane rozdziały poświęcone rosyjskim torturom, uprowadzonym przez Rosjan dzieciom, podzielonym rodzinom, z których jedna część jest po stronie rosyjskiej a druga ukraińskiej. Autorzy pochylili się również bliżej nad losem ukraińskich dzieci, które emigrowały do Polski. To jedna z pierwszych tak plastycznych i jednocześnie autentycznych prób zrozumienia, przez co przeszły w ostatnim czasie oba narody – Polacy i Ukraińcy. Wątkiem łączącym wszystkie historie jest noclegownia na Łazienkowskiej 14, która stała się miejscem schronienia i pomocy, stworzonym całkowicie oddolnie przez grupę przyjaciół, zgromadzonych wokół fundacji Oczami Nieba i wspólnoty „Królowa Pokoju”. Z drugiej strony, ta książka ukazuje również fenomen polskich wolontariuszy, ludzi posiadających własne życia, kariery, obowiązki, a którzy w obliczu tragedii sąsiadów dokonali niemożliwego. Czytając, człowiek zadaje sobie pytanie: Dlaczego w naszych czasach taka wojna w Europie w ogóle jest możliwa?

W obliczu nasilonej rosyjskiej dezinformacji wszelkie relacje, które ukazują wojnę na Ukrainie z perspektywy zwykłych ludzi, pozostają niezwykle istotne. Celem publikacji jest unieśmiertelnienie ogromu pracy, który został wykonany przez Polaków w celu pomocy ukraińskim uchodźcom. Książkę otwiera historia Wiktorii, której mąż, służąc w Gwardii Narodowej i broniąc Elektrowni w Czarnobylu w pierwszych dniach wojny, został wzięty do rosyjskiej niewoli. Dziennikarka Arleta Bojke (przez wiele lat główna korespondenta z Moskwy dla TVP) pochyla się nad dramatami ludzi, dla których runął cały dawny świat, a rosyjska inwazja na Ukrainę odebrała wszystko, co znali. W rozdziale „Dwa razy straciłem wszystko” czytamy: „Nie mam do czego wracać. Pierwszy dom, który urządziłem tak, żeby w nim przeżyć starość, przepadł na zawsze. Nikomu tam już nigdy nie udowodnię, że to był mój dom. Za drugi dom, wraz z którym runął nasz świat, nikt nam nigdy żadnego odszkodowania nie zapłaci” – mężczyzna wyjaśnia w rozmowie z Arletą Bojke. 

O tym, jak wygląda życie ludzi, którzy zostali na terenach okupowanych przez Rosjan napisał Tomasz Piechal (autor bloga „Szkice wschodnie”). Opisał on historię Wasyla, który nie chcąc poddać się rusyfikacji, odmawiał współpracy z nowymi, rosyjskimi władzami. Za karę mężczyzna został poddany torturom. Po tym wydarzeniu oboje z żoną uciekli do Polski. We wstępie do tego rozdziału możemy przeczytać: „Gdy leżałem na ziemi, cały czas mnie kopali i bili. Szybko jednak przynieśli taki stary, radziecki akumulator wojskowy, postawili koło mnie. Kable podłączyli mi do nóg… To… Trudno to opisać. Wiesz, jaki ten sprzęt wydaje dźwięk? Kiedy puszczasz przez niego prąd to on wydaje taki potworny, świdrujący terkot. I ja cały czas słyszę ten dźwięk” – relacjonuje Piechal. Z pewnością jednym z najbardziej wzruszających rozdziałów jest „Mała wielka walk”. To historia Natalii Hurskiej, która mierząc się z nowotworem kości, kiedy na Ukrainie zabrakło jakichkolwiek leków, uciekła do Warszawy. W Noclegowni na Łazienkowskiej 14 kobieta znalazła nie tylko opiekę i przyjaciół, ale potem szybko i nowy dom, ponieważ jedna z wolontariuszek przyjęła ją pod swój dach. U Natalii Rytych, która przyjęła ją do domu Natalia pozostała aż do dwóch tygodniu przed śmiercią. Wróciła na Ukrainę, aby tam zostać pochowana. Zmarła 18 maja 2024 roku. Całą publikację uzupełniają poruszające zdjęcia Jakuba Szymczuka, wieloletniego fotografa Prezydenta RP, a kończą ją wywiady z trzema aktorami: Michałem Koterskim, Rafałem Mroczkiem i Cezarym Łukaszewiczem, którzy wspierali Noclegownie na Łazienkowskiej 14. Angielskie tłumaczenie publikacji ukazało się dzięki wsparciu Polskiej Fundacji Narodowej.

Ekskluzywnie dla British Poles prezentujemy fragment książki z rozdziału „Różne strony barykady” autorstwa Arlety Bojke:  

– 19 sierpnia 2022 roku zadzwoniła synowa i powiedziała, że zginął Artur – Oksana mówi, że to ostatnia data, która podzieliła jej życie na przed i po. – Poprosiłam koleżanki, żeby pobyły z mamą. Sama się spakowałam i pojechałam do Odessy – dodaje.

Po zakończeniu uniwersytetu, syn Oksany dostał przydział właśnie w Odessie. Swoją żonę, Nataszę, poznał podczas studiów w Charkowie. Dojechała do niego do Odessy i tam wzięli ślub w 2015 roku. Natasza jest tłumaczką w wojsku. 

Kiedy zginął syn Oksany, miał dwadzieścia dziewięć lat. Dwa lata wcześniej został majorem. – Rozumie pani, że bez żadnych znajomości, taty czy wujka w armii, to duże osiągnięcie – podkreśla Oksana. – Wiem, że syn zginął pod Chersoniem. Nic nie wiem na temat okoliczności. Wojskowi nie przekazują takich informacji – tłumaczy. – Zrezygnowałyśmy ze wszystkich odszkodowań od państwa. Nie było obok mnie człowieka, któ­ry by mnie zatrzymał. Byłam w szoku. Krzyczałam, wyrywałam włosy z głowy. Mówiłam, że nic mi nie jest potrzebne, tyl­ko oddajcie mi syna. Natasza – synowa – też nie powiedziała ani słowa przeciw. Ona była wtedy w trzecim miesiącu ciąży. Prosiłam ją, jak tylko mogłam, żeby urodziła to dziecko – dodaje. 

Po pogrzebie Artura, Oksana wróciła do Dniepru po mamę. Ją też przywiozła do Odessy, ale nigdy jej nie powiedziała, że syn nie żyje. – Przez pół roku z nikim nie rozmawiałam. Z nikim się nie spotykałam i nie odbierałam telefonów. Nie potrafiłam nawet bawić się z wnuczką. Jak tylko zobaczyłam zdjęcie Artura, od razu zaczynałam płakać, wpadałam w histerię. Przyjmowałam leki uspokajające. Brałam dwie poduszki, zwijałam się w kłębek i leżałam. Zamykałam się jakby w muszli – opowiada. – Nie chciałam żyć. Natasza była w ciąży, babcia w śpiączce. Tak bardzo chciałam skoczyć z szóstego piętra… Zawsze zatrzymywała mnie myśl o Nataszy i strach o to, jak ona da sobie radę beze mnie… – z  oczu Oksany płyną łzy. – Nie wiem, skąd wzięłam siły, żeby to wszystko przeżyć.

– Nie miałam nawet, jak zawiadomić ojca Artura o śmierci syna. Nie mam z nim żadnego kontaktu. Ukradli mi telefon, w którym był jego numer. Wiem, że kilka miesięcy po pogrzebie informację przekazała mu chrzestna Artura, ale i tak do mnie nie zadzwonił. Wiem, że mieszka gdzieś w obwodzie dniepropietrowskim – dodaje Oksana po tym, jak zapytałam, czy ojciec Artura nie był jakimkolwiek wsparciem.

26 marca 2023 roku zmarła mama Oksany. Miała osiemdziesiąt sześć lat. Oksana zadzwoniła wtedy do młodszego z braci. – Powiedział coś o tym, że starszy brat został ranny pod Charkowem. Nawet nie dopytywałam, co się z nim dzieje – podsumowała.

Oksanie skończyły się oszczędności. – Poszły na wynajem mieszkań, pogrzeby mamy i syna. Mijały dwa lata, odkąd przestałam pracować. Cały czas myślałam, że zaraz wszystko się skończy i wrócimy do domu. Potem zrozumiałam, że powrotu nie ma, bo jestem na tak zwanej „liście do rozstrzelania”, jestem za Ukrainą, syn i synowa – wojskowi, ja sama też pomagałam Siłom Zbrojnym Ukrainy, a mój dom jest na terenach okupowanych. Trzeba było coś robić – podsumowuje.

Gdyby pani syn nie zginął, to też by pani wyjechała z Ukrainy? – pytam.

– Nie. Na pewno nie – odpowiada bez namysłu. – Ale mam dwoje wnuków. Kira ma siedem lat. Gleb rok. Im też trzeba coś dać w tym życiu. A zostałyśmy tylko we dwie z Nataszą. Trzeba zarabiać na dzieci.

Oksana opowiada mimo bólu. Robi długie pauzy. Tykanie ściennego zegara, na który zwykle nikt nie zwraca uwagi, staje się jakby coraz głośniejsze. Jakby na złość.

– Natasza nie może wyjechać. Też służy w armii. Miała dostęp do tajnych dokumentów, a to wiąże się z trzyletnim zakazem opuszczania Ukrainy – mówi dalej. – Ona jest taka drobna. Ma sto pięćdziesiąt centymetrów wzrostu. Czterdzieści pięć kilo wagi. Gleb zaczyna chodzić, to będzie jej trochę łatwiej – uśmiecha się wręcz rozczulona. – Nie mam na świecie nikogo bliższego od niej. Ona też zawsze mi mówi, że po co jej inni, skoro ma mnie. Tego nie da się kupić – ucina.

Rodzice Nataszy do 2014 roku mieszkali na granicy z Rosją, w Krasnodonie. Potem wyjechali do Rosji, do Tiumenia. Wciąż tam żyją. – Nigdy ich nie spotkałam. Nie przyjechali ani na wesele, ani kiedy Natasza urodziła dziecko. A Natasza już po urodzeniu Kiry miała trzy operacje, łącznie z ciążą pozamaciczną. Ja z nią siedziałam, ja jej pomagałam. Jest dla mnie jak córka – mówi Oksana. Tłumaczy, że nawet jeśli rodzice synowej do niej zadzwonią, to namawiają ją, by uciekała z Odessy. – Naoglądają się propagandy i dzwonią. Jak z nimi rozmawiać? – pyta. – Takich podzielonych rodzin, jak Nataszy i moja jest bardzo dużo. 

Oksana zatrzymała się w Noclegowni w Warszawie przy Łazienkowskiej 14 w drodze do Norwegii. Mówi, że w drodze donikąd, choć kilka miesięcy później napisze mi, że zakochała się w norweskiej przyrodzie. Nie wybierała Norwegii. Taką dostała propozycje i na nią przystała. – Byłam wielką bizneswoman, ale załamała mnie śmierć syna. To jest bardzo trudne do przeżycia, że kiedyś człowiek mógł sobie pozwolić na wszystko i nigdy nie patrzył na ceny w sklepie, a potem w jednym momencie bach i został bez niczego – tłumaczy. – Mam pięćdziesiąt pięć lat i w moim wieku już bardzo trudno zaczynać wszystko od nowa. Szczególnie, że znów. Przez ostatni rok tak się zestarzałam… Kiedy zginął Artur, straciłam sens życia. Ludzie mają w domach ikony. Ja mam zdjęcia syna. Ciągle z nim rozmawiam – dodaje.”

Cała książka jest dostępna w języku angielskim w formie ebooka na platformie Amazon tutaj.

Nel Badowska

Zdjęcia: Jakub Szymczuk

 

 

 

 

Zobacz również

Verified by MonsterInsights